Śladem Amundsena – pokonywanie Arktyki
Wyprawa „Śladem Amundsena i północnych wypraw polarnych” jest próbą pokonania przez jacht „Selma Expeditions” pod dowództwem Piotra Kuźniara Przejścia Północno-Zachodniego. Oto relacja załogi z kolejnego etapu rejsu.
Morze Czukockie – 08/09.09.2015 r. – „Selma Expeditions”, w morzu
3/4 trasy już pokonane. Od startu z północnego Atlantyku na początku sierpnia br. w Sisimiut na Grenlandii – „Selma Expeditions” przepłynęła już 3400 mil morskich (ok. 6300 km). Do wejścia na północny Pacyfik już tylko 200 mil (370 km). Do zakończenia wyprawy „Przejście Północno-Zachodnie (NWP): Śladem Amundsena i północnych wypraw polarnych” – jeszcze ok. 1200 mil (ok. 2200 km) Do portu Unalaska na Aleutach (Alaska) – „Selma” powinna dotrzeć za ok. 10 dni. Ale jak zawsze na oceanach, a w Arktyce szczególnie – o wszystkim zadecyduje pogoda oraz warunki lodowe…
„Selma Expeditions” obecnie żegluje wąskim paskiem wody pomiędzy Alaską a stałym lodem Bieguna Północnego. Formalnie przejście North West Passage załoga ma już za sobą. Zgodnie z definicją Kanadyjskiego Biura Hydrografii – NWP kończy się na zachodnim krańcu archipelagu Arktyki Kanadyjskiej w Sachs Harbour. Jednak wielu żeglarzy uważa, że dopiero przepłynięcie przez Cieśninę Beringa zamyka szlak NWP. Czyli dla naszej załogi już za nie więcej niż 2 dni…
Planowana trasa Przejścia Północno-Zachodniego przez „Selma Expeditions”.Strzałka wskazuje pozyzcję „Selmy” w czasie nadawania relacji – 08.09.2015 r.
Piotr Lubaczewski (Luby)
8/9.09.2015 r. s/y Selma Expeditions. Morze Czukockie. North West Passage. Poniedziałek u nas, wtorek w Polsce. Zorza!
…W nocy na wachcie. Gdzieś nad ranem niebo rozgwieżdża się na kilka godzin i odbywa się niesamowity spektakl. Na nocnym polarnym nieboskłonie niezwykłe zjawisko. Niebo płonie. Co rusz przesuwają się bladoróżowe poświaty. Duchy bóstw innuickich, a może i innych… Malowane światłem i cieniem na tle gwiazd widowisko, tworzy niesamowite kształty. Raz – mgławicowe firany, kiedy indziej wybuchowe flary. Czasem kształty podobne do gigantycznych, rozciągniętych po całym niebie liter V… Magia. Ile trwało? Może kilka minut, może kilkadziesiąt. Dopiero gdy przyszły chmury, pokaz się zakończył. Nawet nie czuliśmy zimna…
Znów trochę żwawiej powiało. Wg prognoz ma wiać 30 knotów (ok. 60 km/h) prosto z północy. Dla „Selmy” to spacerowa pogoda. Morze Czukockie traktuje nas wyjątkowo łagodnie. Pusto w przestrzeni. Czasem w eterze odezwie się daleki, poszarpany głos, strzępki słów. Świadectwo, że gdzie tam są ludzie ze swoimi sprawami. Kanał 16 w jachtowym radiu – zawsze na nasłuchu… Teraz na podejściu do Cieśniny Beringa, nieopodal lądu Alaski, co jakiś czas może coś przepływać. To droga nie tylko do Europy, ale również do Azji. Tu niemal dotykają się kontynenty Ameryki i Eurazji. To granica wpływów wielkich światowych mocarstw. Ruchu jednostek militarnych tylko można się domyślać…
Piotr Kuźniar, skipper
6/7.09.2015. s/y Selma Expeditions. Beauforta. North West Passage.
Żeglując w bezpośredniej bliskości kręgu polarnego, odczuwamy nieustanny respekt przed lodem. Otrzymywane drogą satelitarną mapy zasięgu paku lodowego, mówią że niemal o niego się ocieramy. Jednak całymi dniami nie widzimy żadnych większych skupisk lodu. To niezaprzeczalne objawy postępującego w Arktyce ocieplenia. Jeśli porównać zdjęcia lodowców na Grenlandii czy Spitsbergenie, wykonane w latach 60. ubiegłego wieku i dzisiejsze – różnice są ogromne. Lód cofnął się wiele kilometrów. W mijanych cieśninach – na brzegu, gdzie dawniej piętrzyły się potężne zaspy śniegu i lodu, teraz widać zwały kamieni, żwiru i błota. Trzydzieści lat temu, kiedy to samo Przejście Północno-Zachodnie pokonywał jacht „Vagabound II” z pierwszą polską załogą, która dotarła do NWP – pokonanie trasy zajęło aż trzy lata. Nam prawdopodobnie uda się to w jednym sezonie żeglugowym. I nie wynika to tylko z dzielności morskiej „Selmy” i doświadczenia polarnego załogi, ale przede wszystkim ze znacznie mniejszego zasięgu lodu.
Pustka Morza Beauforta. „Selma” lekko bierze fale. Czasem tylko większa fala nagle wpadnie na pokład. Wiatry nam sprzyjają. Przeważają baksztagi, umiarkowanie silne, nasza prędkość nie spada poniżej 6 węzłów. Patrząc na ostatnie 6 tygodni rejsu trasą Przejścia Północno-Zachodniego (NWP), musimy przyznać, że Neptun jest – jak do tej pory – dla nas łaskawy. Warunki lodowe w tym roku są raczej łagodne. Dodatkowo, korzystając z komunikacji satelitarnej i pomocy nieocenionego Wojtka Wejera (który na bieżąco analizuje i przekazuje nam informacje o stanie lodu na naszej trasie – DZIĘKUJEMY!), udało się nam przebyć wszystkie miejsca uważane przez tutaj żeglujących za najtrudniejsze. Do tej pory jedyne istotne przeszkody lodowe napotkaliśmy w Cieśninie Franklina, gdzie rzeczywiście musieliśmy omijać jęzory paku lodowego. Ale wiemy, że lód jest ciągle w pobliżu i czasami spotykamy pojedyncze growlery lodowe. Takie nagłe spotkanie z burtą jachtu kilkusetkilogramowej kry, mogłoby być dla nas niebezpieczne. Dlatego obserwatorzy „na oku” nie mają taryfy ulgowej. Ostatnio w trakcie żeglugi często występuje mgła – wtedy widoczność ogranicza się od kilkuset do kilkudziesięciu metrów. Mimo pozornej pustki – musimy cały czas uważać. Kilka dni temu, w gęstej mgle minął nas statek handlowy, widoczny tylko jako cień na radarze. Okazało się, że minęliśmy się tylko o kilkaset metrów i to tutaj, gdzie ludzi jest tam mało. Wczoraj inne, tym razem miłe (bo żeglarskie) spotkanie. Z mgły wypłynął nieoczekiwanie jacht pod żaglami. Krótka rozmowa radiowa na kanale 16. To s/y „Salty” z Australii, z pięcioosobową załogą: dwoje rodziców i trójka dzieci (kilkuletnich!). Żeglują jak my – do Dutch Harbour.
Od wyjścia 2 tygodnie temu z Cambridge Bay nie widzimy żadnych ludzi, czasami ich tylko słyszymy przez radio. Miasteczko Cambridge Bay było naszym ostatnim portem w Arktyce Kanadyjskiej. Ten port to tylko jedno, betonowe nabrzeże, przystosowane do przyjmowania niewielkich statków polarnych i kutrów rybackich. Dla „Selmy” nie wystarczyło miejsca, staliśmy na kotwicy. Od strony morza widać głównie magazyny i hale przemysłowe. Mnóstwo maszyn, pojazdów użytkowych, w różnym stopniu zużycia i przytłaczających wszystko, potężnych zbiorników na paliwo. Dla ludzi przeznaczono proste, co najwyżej dwupiętrowe baraki. Stoją przy szerokich, wysypanych tłuczniem ulicach, z dominującymi, ciągnącymi się w dal liniami energetycznymi. Wszystko pokryte jasnobeżowym pyłem, nieustannie wzniecanym za każdym przejazdem quadów i gigantycznych ciężarówek budowlanych. W sprzeczności do brzydoty miasta – wręcz spektakularna przyroda Arktyki. Ogromne przestrzenie z niewielkimi wzgórzami i setkami błękitnych jezior i oczek wodnych. (…)
Całą trasa North West Passage jest dla nas pasjonującym spotkaniem z przyrodą oraz z rdzennymi mieszkańcami tych terenów – Inniutami i z historią odkrywania i zdobywania tego przejścia.
Do tej pory – na całej trasie NWP – chyba największe wrażenie zrobiła na nas Wyspa Dewon z niesamowitym, marsjańskim krajobrazem gór stołowych i osypującymi się skałami osadowymi. To także miejsce przyjazne żeglarzom. Głębokie fiordy oferują tu bezpieczne schronienie na kotwicy i zapraszają do dłuższych postojów. Inne szczególne miejsce to Fort Ross – z opuszczoną faktorią Hudson’s Bay Company, której agenci skupowali tu skóry cennych lisów polarnych, białych niedźwiedzi i fok. Na początku XX wieku za tymi futrami szalały „wyższe sfery” Ameryki i Europy. Było to tak niedawno, a teraz niezamieszkałe budynki faktorii wciąż stoją i w razie konieczności służą zabłąkanym wędrowcom i żeglarzom. To właśnie tam można znaleźć na stronach księgi pamiątkowej wpisy naszych poprzedników na tej trasie, także z polskich jachtów…
Kolejne niezapomniane miejsce to malownicze przejście wąską cieśniną Bellota znaną z bardzo silnych prądów, gdzie na samym środku spotkaliśmy białego niedźwiedzia i trzy białe wieloryby – biełuchy. Płynący tędy prąd zapewnia chyba dostatek pokarmu, bo i fok było tu sporo. Na pewno zapamiętamy spotkanie w okolicach Gjoa Haven – swobodnie wędrującego ogromnego woła piżmowego, a w okolicach Cambridge Bay, w Narodowym Parku Mount Pelly, największe na świecie tereny kanadyjskich gęsi lęgowych.
Najciekawsze spotkania z mieszkańcami tych pięknych i surowych terenów – to na pewno te ze społecznością Innuitów w Toloyoak. Chmary ciekawskich, wszędobylskich i roześmianych dzieciaków. Byliśmy tam atrakcją. Wizyta w szkole oraz zwiedzanie pokładu jachtu pod biało-czerwona banderą przez ponad setkę maluchów, to na pewno niezłe przeżycie. Sto mil dalej, w Gjoa Haven trafiliśmy na inuicke „Święto Końca Lata”. Okazja do poznania lokalnych tańców, śpiewu oraz zobaczenia jak miejscowy rzeźbiarz tworzy z kamienia postać niedźwiadka.
Na pewno zapamiętamy też pamiątki po odkrywcach i uczestnikach wielkich wypraw arktycznych sprzed ponad 100 lat – odkrywane w kolejnych zatokach i cieśninach. Mijaliśmy wyrzucony na brzeg wrak statku HMS „Fury” z wyprawy admirała Williama Edwarda Parry, widzieliśmy dzwon wydobyty z wraku statku „Erebus” z nieszczęsnej wyprawy Franklina i kolekcje przedmiotów codziennego użytku zebrane wśród Innuitów w okolicach Gjoa Haven przez Amundsena, który to miejsce nazwał i tak upodobał.
08.09.2015 r.
Powoli zbliża się finisz rejsu „Selmy Expeditions” przez Przejście Północno-Zachodnie (North West Passage). Żegnamy Morze Czukockie. Mijamy Point Barrow i zbliżamy się do Cieśniny Beringa, granicy pomiędzy Azją i Ameryką Północną. To właśnie tutaj przebiega linia zmiany daty. Czyli u nas poniedziałek, a w Polsce wtorek. Prognozy lodowe korzystne. Pak lodowy odszedł daleko na północ, więc przeszkód raczej nie będzie. Potem pozostanie nam jeszcze Morze Beringa. Prognozy ostrzegają, że tam spotkać może nas zła pogoda.
Przed nami jeszcze ok. 1200 mil (ok. 2200 km.) Po drodze do portu Unalaska na Aleutach (Alaska) planujemy jeszcze krótki postój w NOME. Potem „Selma” powinna dotrzeć do finalnego portu – na przełomie trzeciego i czwartego tygodnia września. Ale jak zawsze na oceanach, a na morzach polarnych szczególnie – o wszystkim zadecyduje pogoda…
Więcej o jachcie i wyprawie na stronie www.selmaexpeditions.com
Jacht „Selma Expeditions” wyruszył 4 sierpnia 2015 r. z Sisimiut, drugiego co do wielkości miasta Grenlandii, by pokonać Przejście Północno-Zachodniego (North West Passage) -arktyczną trasę ze wschodu na zachód (z północnego Atlantyku na północny Pacyfik) możliwą tylko przez ok. 10 tygodni w roku, pomiędzy sierpniem i październikiem.
Pierwszy raz North West Passage pokonał 110 lat temu legendarny norweski polarnik – Roald Amundsen na 45 tonowym kutrze „Gjøa”. Zajęło mu to 3 lata. Dotychczas przepłynęło tą drogą ok. 140 jednostek (statków i jachtów). Wg informacji selmaexpeditions.com – pierwszymi Polakami, którzy pokonali NWP byli dokładnie 30 lat temu Wojtek Jacobson, Janusz Kurbiel i Ludomir Mączka na jachcie „Vagabond” – pod francuską banderą. Był to rejs wymagający wielkiej wytrzymałości. „Vagabond” musiał trzy razy zimować w Arktyce. Pierwsze jachty pod polską banderą, które dokonały przejścia NWP to „Nekton” oraz „Stary” – w 2006 roku.


