< Powrót
25
sierpnia 2025
Tekst:
Adam Mauks
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann

Stowarzyszenie DyNaMo przejmuje opiekę nad jachtem „Joseph Conrad”

Pierwszy polski jacht oceaniczny „Joseph Conrad”, od lat balansujący na granicy zapomnienia, trafił w nowe ręce. Opiekę nad 66-letnią jednostką przejęło Stowarzyszenie Twórczego Rozwoju DyNaMo. To organizacja prowadząca placówki edukacyjne dla młodzieży. Dla miłośników żeglarstwa to przełomowy moment w walce o uratowanie tego jachtu.

Jeszcze niedawno przyszłość „Josepha Conrada” wyglądała ponuro. Pod opieką Polskiego Związku Katolicko-Społecznego jacht ugrzązł w problemach finansowych, a zadłużenie za postój w Gdańsku sięgało około 10 tysięcy złotych. Jego stan techniczny pozostawiał wiele do życzenia, a eksperci alarmowali, że jednostka może nie przetrwać kolejnej zimy.

O jej los walczyła Teresa Chojnacka-Szpetulska, wdowa po ostatnim kapitanie jachtu Zbigniewie Szpetulskim. Dzięki niej „Joseph Conrad” nie został porzucony. Teraz jej starania przejmuje DyNaMo, które uruchomiło zbiórkę na pilny remont jednostki. Cel to 200 tysięcy złotych. Pieniądze mają wystarczyć na transport do stoczni, naprawy kadłuba, wymianę olinowania, instalacji i podstawowego sprzętu, a także zabezpieczenie jachtu przed zimą 2025.

Nowi właściciele nie ograniczają się do działań ratunkowych. Po remoncie „Joseph Conrad” ma znów wypłynąć w morze i stać się pływającym centrum edukacji. Na jego pokładzie planowane są warsztaty, kursy nawigacji, spotkania z kapitanami i rejsy dla młodzieży. Jacht ma też reprezentować Gdańsk podczas międzynarodowych zlotów żeglarskich.

Organizacja zachęca do wsparcia nie tylko poprzez darowizny, ale i udział w symbolicznych akcjach. W darczyńców zostaną wpisane imiona w albumie darczyńców, przewidziano też czartery jachtu, a dla największych sponsorów tablice pamiątkowe i możliwość nadania nazw miejscom na pokładzie.

„Joseph Conrad” to pierwszy jacht oceaniczny zbudowany w Polsce, otwierający serię słynnych „Stuczterdziestek”. Powstał w 1958 roku w Stoczni Gdańskiej, zaprojektowany przez zespół inżynierów pod kierunkiem Henryka Kujawy. Inspiracją był niemiecki stalowy kecz „Peter Von Danzig”.

Jednostka dowodzona początkowo przez Bogdana Dacko, a później m.in. przez Zbigniewa Szpetulskiego, uczestniczyła w wielu dalekomorskich rejsach i prestiżowych imprezach, w tym Tall Ships’ Races. Była świadkiem epoki, w której polskie żeglarstwo dopiero budowało swoją tożsamość oceaniczną.

Przez lata los jachtu bywał dramatyczny. Od nieudanych prób wypraw w latach 50., przez wieloletnie zaniedbania, aż po finansowe problemy ostatnich dekad. Każdy kryzys groził końcem jachtu, ale za każdym razem znajdowali się ludzie gotowi walczyć o jednostkę.

– Nie możemy patrzeć, jak odchodzi legenda – piszą działacze Stowarzyszenia DyNaMo. – „Joseph Conrad” ma w sobie coś, co inspiruje młodzież, dorosłych, każdego, kto kocha morze. To nie tylko kawał historii, ale także piękna jednostka, którą chcemy znów zobaczyć na pełnym morzu.

Czy uda się zebrać fundusze i przeprowadzić niezbędne prace przed zimą?

– Tak naprawdę dopiero startujemy z nagłośnieniem naszej inicjatywy i zbiórką środków na ratowanie jachtu – mówi Anna Rapcińska ze Stowarzyszenia DyNaMo. – Mamy świadomość, że nie będzie łatwo, dlatego zamierzamy zwrócić się o pomoc do lokalnych firm.

Wpłat można dokonywać poprzez stronę zbiórki. Adres kontaktowy organizatorów: kontakt@josephconrad.pl.