< Powrót
6
lutego 2019
Tekst:
Paweł WILQ Wilkowski
Zdjęcie:
Paweł Wilkowski
WILQ morski
Kpt. Maciej Muras i jego opinia o policzkach wołowych...

WILQ morski radzi: Nie lubię gotować na jachcie

W zależności od warunków pogodowych, wielkości jachtu i wyposażenia kambuza, gotowanie na morzu może być wygodne albo bardzo utrudnione. Dochodzą jeszcze umiejętności przyrządzającego posiłek…

Dzisiaj zajmę się sytuacją, gdy gotowanie staje się problemem – z powodu braku dobrych warunków, braku czasu i wreszcie dlatego, że się tego nie lubi. Ale… jeść trzeba – z tym chyba każdy się zgodzi.

Jeśli żeglujemy w krótkim, kilku-, kilkunastogodzinnym rejsie lub na regatach – to nie problem – można zabrać na jacht suchy prowiant. Jednak gdy przelot jest dłuższy, nie unikniemy konieczności przyrządzenia ciepłego posiłku dla całej załogi.

Alternatywą dla tradycyjnego gotowania mogą być dania gotowe. Lofilizowane lub takie, które wystarczy podgrzać.

Liofilizaty – szeroki wybór dań mięsnych i wegetariańskich zapewniają wiodący producenci Travellunch czy Lyofood. Ich zaletą jest to, że są bardzo lekkie i wymagają jedynie zalania wrzącą wodą. Asortyment – szeroki, łatwa dostępność w wielu sklepach sportowych, niekoniecznie żeglarskich. Czy to dobre? To już kwestia indywidualnych gustów. Ważnym elementem przygotowania posiłku jest odpowiednia ilość wody pitnej i możliwość jej zagotowania, co nie zawsze jest wygodne, możliwe i bezpieczne.

Ciekawą propozycją, znacznie ułatwiającą życie, są produkty gotowe z samopodgrzewaczem chemicznym. Produkowane przez hiszpańską firmę Forestia dania, nie potrzebują wody pitnej ani jej zagotowania, dlatego świetnie nadają się do pełnienia roli żywności awaryjnej.

Posiłki mogą być mięsne, wegetariańskie lub wegańskie – wybór jest naprawdę duży – wystarczy spojrzeć na asortyment oferowany przez MAKANU – polskiego przedstawiciela Forestia.

Cóż takiego, poza smakiem (gotowe danie z naturalnych składników) zwróciło moją uwagę? Sposób przyrządzania: otwieram opakowanie, nalewam odpowiednią ilość jakiegokolwiek płynu z przewagą wody – może to być nawet woda morska lub z zenzy (nie będzie miała kontaktu z żywnością), zamykam opakowanie na kilkanaście minut, w tym czasie podgrzewacz chemiczny robi swoją robotę, wyciągam z podgrzewacza opakowanie z posiłkiem (nadal hermetycznie zamknięte), otwieram i jem.

Przetestowałem taki sposób żywienia w różnych warunkach i mogę śmiało polecić. Jest smacznie, wygodnie i bezpiecznie.

Na koniec opinia przesłana przez Asię Pajkowską po przetestowaniu posiłku Forestia.

Joanna Pajkowska. Fot. Cezary Spigarski

„Dostałam do wypróbowania jedzenie firmy Forestia podczas regat Bitwa o Gotland. Potrawy przygotowuje się bardzo prosto i szybko. Na mojej łódce nie działał autopilot, łatwość przygotowania smacznego, ciepłego posiłku była dla mnie bardzo ważna. Potrawa „sama” się podgrzewa i w sytuacji braku kuchenki można spożyć ciepły posiłek! Przyznam, że do potrawy z policzków wieprzowych podeszłam nieufnie, nigdy wcześniej tego nie jadłam. Danie okazało się bardzo smaczne, mięciutkie, mięsko rozpływało się w ustach! Polecam”.

Żywność tę testował również kpt. Maciej Muras – na filmie objaśnia, jak przygotować posiłek Forestia.

Życzę Wam smacznego i bezpiecznego gotowania podczas rejsu.

Co myślisz o tym artykule?
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ