< Powrót
15
maja 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Fb/Ewa Katarzyna Fijolek
Janusz Szlachetko (w środku) z załogą podczas rozgrywanych w Chorwacji X Mistrzostwach Polski Branży Budowlanej w Żeglarstwie Morskim.

Znani i nieznani: Janusz Szlachetko

Przez lata był organizacyjnym filarem śląskiego żeglarstwa, ale ma w dorobku również działalność w Polskim Związku Żeglarskim. Janusz Szlachetko opowiedział nam o swoim żeglarskim życiu.

– Ma pan w dorobku działalność w Polskim Związku Żeglarskim, Śląskim Okręgowym Związku Żeglarskim, Yacht Klubie Opty Chełm Śląski, a wcześniej także w innych klubach. Trochę tego jest…

– Zaczynałem w Gliwicach w Jacht Klubie Dal, potem organizowałem sekcję żeglarską w ROW Rybnik, a następnie przeniosłem się do Dąbrowy Górniczej, do Huty Katowice. Był tam Klub Żeglarski Huta Katowice, który dzięki moim staraniom przemianował się na Yacht Club Opty. Później byłem też prezesem w Śląskim Okręgowym Związku Żeglarskim oraz zasiadałem w zarządzie Polskiego Związku Żeglarskiego. Wszystko dlatego, że żeglarstwo to moja pasja.

– W ostatnich latach działa pan głównie w Komisji Kultury, Historii i Odznaczeń PZŻ. Dlaczego akurat w niej?

– Zawsze uważałem, że historia i uhonorowanie zasłużonych działaczy jest ważne. Pewnie dlatego w komisji jestem surowy, bo dostajemy dużo wniosków o odznaczenie ogólnopolskie za niewielkie osiągnięcia, a to jednak nie powinno tak być. Dlatego propaguję, żeby najpierw w Okręgach przyznawać odznaczenia przez nie ustanowione. Jest jeszcze kilka Okręgów, które tego nie zrobiły.

– Jak się zaczęła pana przygoda z żeglarstwem?

– W rodzinie nikt nie pływał, ale jako nastolatek czytałem dużo książek przygodowych i żeglarskich. Wciągnąłem się i poszedłem na kurs w Gliwicach i tak się zaczęło. W wieku 16 lat zacząłem pływać rekreacyjnie a potem wciągnęli mnie też do szkolenia. Już jako dorosły człowiek przeniosłem się do Rybnika, gdzie powstał nowy zalew przy elektrowni, w której pracowałem. I stamtąd delegowano mnie do sekcji żeglarskiej. Generalnie wszędzie, gdzie akurat byłem i pracowałem, to starałem się działać społecznie w żeglarstwie. A ponieważ ludzie mnie potem wybierali dalej, to zasiadałem też w Śląskim Okręgowym Związku Żeglarskim i Polskim Związku Żeglarskim. Teraz, jako emeryt, pracuję w Komisji Kultury, Historii i Odznaczeń i Komisji Morskiej PZŻ.

– Częste zmiany klubów związane były z pracą?

– Z zawodu jestem chemikiem i zawsze jak zmieniałem pracę, to brałem pod uwagę żeglarstwo. Zaczynałem w instytucie metalurgii, później pracowałem w elektrowni w Rybniku, a następne odpowiadałem za ochronę środowiska w Hucie Katowice.

– Żeglarstwo dobrze się rozwijało pod opieką potężnych zakładów przemysłowych?

– Oczywiście. Największy był Klub Żeglarski Gwarek, współpracujący z Zabrzańskim Zjednoczeniem Węglowym, który miał prawie 500 członków. Częściowo dlatego, że dyrektor naczelny Zjednoczenia lubił żeglarstwo. Kiedy byłem związany z ROW Rybnik, udało się namówić dyrektora elektrowni do wsparcia żeglarstwa i objęcia funkcji jednego z wiceprezesów K.S. ROW – wtedy nastąpił rozkwit sekcji. Niektóre kopalnie miały też ośrodki na Mazurach, co też sprzyjało uprawianiu żeglarstwa.

– Na morze też wypływaliście?

– Oczywiście. Słynnym jachtem jest „Czarny Diament”, który budował Jerzy Radomski i popłynął na nim do Japonii śladem rybnickiego węgla. Był też Opal „Gwarek”, jotka „Carbonia” oraz „Barlovento” pływający między innymi na północne wody. Śląscy żeglarze są też w gronie zdobywców Srebrnego Sekstantu.

– Jak przetrwaliście transformację ustrojową, która znacznie zmieniła oblicze polskiego sportu i rekreacji?

– Klub Żeglarski Huta Katowice, czyli obecny Yacht Klub Opty, musiał zapłacić za sprzęt pływający, bo był własnością huty. Ale mój kolega pracował w dziale marketingu i zaproponowałem mu, że klub będzie na łódkach reklamował Hutę Katowice przez pięć lat, a w zamian przejmiemy sprzęt. To pozwoliło nam się rozwinąć, a nasz klub jest teraz największy na Śląsku i ma ponad 200 członków.

– Miał pan czas samemu żeglować?

– Opłynąłem całą Europę – Skandynawię, Wielka Brytania, Hiszpania, Portugalia, Morze Śródziemne, Adriatyk… Teraz przerzucam się na śródlądzie – mam mały jacht Kormoran i planuję popłynąć do Szczecina kanałem gliwickim i Odrą.

– Rodzina wspierała pana pasję? Łączenie pracy zawodowej, społecznej działalności w klubach i związkach oraz pływania rekreacyjnego?

– Synów wciągnąłem bardzo mocno w żeglarstwo, a żona się przyzwyczaiła, choć sama nie pływała. Akceptowała, że przychodzi moment, że zarzucam żeglarski worek na plecy i wypływam. Gdyby nie to, to z pewnością nie byłbym w stanie tyle działać.

Janusz Szlachetko, ur. 28 lipca 1948 roku w Cieplicach Śląskich, kapitan jachtowy i motorowodny, instruktor żeglarstwa i inspektor techniczny. Absolwent Technikum Chemicznego. Członek Yacht Klubu „Dal” PTTK Gliwice od czerwca 1969 roku, sekcji żeglarskiej Klubu Sportowego „ROW” Rybnik od 1975 roku, Klubu Żeglarskiego przy Hucie Katowice w Dąbrowie Górniczej od 1978 roku – w 2002 roku przeniesionego przemianowanego na Yacht Club „Opty” Chełm Śląski. Od 1993 roku był członkiem Zarządu Katowickiego/Śląskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego, a w latach 2003-2005 jego prezesem. Od 2005 do 2017 roku członek Zarządu PZŻ i w tym czasie przewodniczący Komisji Odznaczeń. Obecnie członek Komisji Kultury, Historii i Odznaczeń oraz Komisji Żeglarstwa Morskiego PZŻ.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ