Znani i nieznani: Wiktor Leszczyński
Mówi o sobie, że jest zawodowym żeglarzem, choć z wykształcenia jest rybakiem dalekomorskim. Poznajcie 81-letniego kapitana Wiktora Leszczyńskiego. Urodził się 23 września 1943 roku na Saskiej Kępie w …
Wiktor Leszczynski4 2024 10 01 Fot.Adam Mauks scaled
Wiktor Leszczynski2 2024 10 01 Fot.Archiwum prywatne scaled
Wiktor Leszczynski 2024 10 01 Fot.Archiwum prywatne scaled
Wiktor Leszczynski3 2024 10 01 Fot.Archiwum prywatne scaledMówi o sobie, że jest zawodowym żeglarzem, choć z wykształcenia jest rybakiem dalekomorskim. Poznajcie 81-letniego kapitana Wiktora Leszczyńskiego.
Urodził się 23 września 1943 roku na Saskiej Kępie w Warszawie, niespełna rok przed wybuchem Powstania Warszawskiego. Jego ojciec Stanisław, był wtedy w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Ojciec pochodził z Wilna, a mama – Henryka – z Krakowa. W 1938 roku zamieszkali w Warszawie. Dom, w którym mieszkali stoi do dziś.
– Ojca Niemcy zwinęli w centrum Warszawy, bo był w grupie osób, która organizowała zamach na Kutscherę. Nie udowodnili mu tego, bo inaczej by nie przeżył – mówi Wiktor Leszczyński – Po wojnie trafił do Polskiego Radia, gdzie był dyrektorem administracyjnym, później był dyrektorem naczelnym radiofonizacji kraju, krótko był wiceministrem łączności, by po odejściu z ministerstwa założyć ZURT (sieć zajmująca się handlem i naprawą urządzeń elektronicznych domowego użytku – przyp. red.).
Pierwszy kontakt 4-letniego wówczas Wiktora z morzem to cumowanie „Batorego”, który przywiózł wtedy do Gdyni m.in. braci ojca, walczących w armii gen. Andersa.
– W 1957 roku istniało w Warszawie coś takiego jak Dom Kultury Dziecka, który miał przystań 100 metrów od mojej szkoły – mówi. – Wtedy czas dzieliłem na szkołę i szkutnię, w której zbudowałem sobie kajak – mówi kpt. Leszczyński. Rok wcześniej w dziesięć kajaków przepłynęliśmy z Sandomierza do Warszawy. Miałem wtedy 13 lat, pamiętam, bo to był czas czerwcowych wydarzeń 1956 roku w Poznaniu. Rok później zbudowałem sobie punta, uszyłem żagiel i pływaliśmy na Wiśle, także do szkoły.

Wiktor Leszczyński (po prawej), lata 60. Fot. Archiwum prywatne
Jeszcze w tym samym roku zrobił stopień żeglarza, a w1960 zdobył stopień sternika jachtowego. Mówi o sobie, że jest żeglarzem spod mostu Kierbedzia, jak nazywało się kiedyś tak zwanych żeglarzy szuwarowych.
– Ale dzięki temu nie miałem nigdy problemów z manewrowaniem na dużych rzekach – dodaje dziś Wiktor Leszczyński.
Jego żeglarskim wzorem był wtedy przedwojenny żeglarz i harcerz ze Śląska Leszek Gasztych, który sam zbudował „słomkę”, a uczył nas żeglarstwa także Michał Sumiński, twórca legendarnego programu telewizyjnego „Zwierzyniec”. To było w naszym żeglarskim ośrodku na Wale Miedzeszyńskim w Warszawie. Potem rokrocznie były obozy żeglarskie, a konsekwencją tego było moje pójście do Szkoły Morskiej.
W 1961 roku byłem na pierwszym rejsie „Zawiszy Czarnego”. Na tym żaglowcu sprawowałem wszystkie możliwe funkcje, od jungi zaczynając na kapitanie, kończąc.
– Ostatnio pływałem na nim dwa tygodnie temu – mówi.
Jeszcze mieszkając w Warszawie Wiktor Leszczyński przyjeżdżał nad morze – jak opowiada – na jakiś rejs – a potem zostawał na cały sezon. Wtedy dużo czasu poświęcał jednak na harcerskie obozy wędrowne jego drużyny żeglarskiej.
– Podczas egzaminów do Szkoły Morskiej w 1961 roku zabrakło mi punktów za pochodzenie – wspomina. – „Kandydatkę”, czyli rejs eliminacyjny, zrobiłem na „Darze Pomorza”, a ponieważ nie dostałem się do Szkoły Morskiej, to drugi rejs kandydacki zrobiłem na „Henryku Rutkowskim”. Potem udało mi się dostać do Państwowej Szkoły Rybołówstwa Morskiego w Szczecinie. Skończyłem ją w 1964 roku i pływałem w Przedsiębiorstwie Połowów Dalekomorskich „Odra”.

Wiktor Leszczyński na „Oceanii”. Fot. Archiwum prywatne
Po kilkunastu miesiącach za sprawą SB musiał przejść na ląd i pracować jako nauczyciel w Zasadniczej Szkole Żeglugi Śródlądowej w Warszawie. Tam był dwa lata, później była miesięczna przygoda w Ministerstwie Żeglugi.
– Poprosiłem o przeniesienie do Żeglugi Warszawskiej, gdzie byłem m.in. zastępcą dyspozytora – wyjaśnia.
Potem mógł już swobodnie żeglować po morzu, ale kiedyś postanowił przejechać się samochodem rajdowym i przy okazji zapytał w FSO czy nie potrzebują kogoś do pracy ze znajomością języka angielskiego.
– Wpadłem na chwilę, a wyszedłem po sześciu latach – mówi. – Pracowałem tam w dziele reklamy do 1980 roku.
Leszczyński został wybrany na sekretarza Warszawskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego, ale w międzyczasie ogłoszono stan wojenny i zamiast dwuletniej kadencji był tam trzy lata.
– Potem zostałem kierownikiem wychowania wodnego ZHP i tak zostałem na jakiś czas harcerzem zawodowym – wylicza. – Później pracowałem jako komendant Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni. Wtedy dowodziłem „Zawiszą Czarnym”, a w 1984 roku organizowałem pierwszą, po stanie wojennym, wyprawę na jeziora amerykańskie na tym żaglowcu. Na przełomie 1989 i 1990 popłynęliśmy na nim dookoła świata. Wypłynęliśmy jeszcze w czasach komunizmu, a wróciliśmy do wolnego kraju. Wtedy też zapadła decyzja o pozostaniu nad morzem.

Kapitan Leszczyński na „Pogorii”. Fot. Archiwum prywatne
– Nie ma takiego żaglowca, na którym pływałem, bym nie znał go od podszewki, ale tym najmilszym mojemu sercu jest „Fryderyk Chopin” – nie ukrywa Leszczyński. – Natomiast na „Oceanii” odbyłem 3-miesięczny rejs na Spitsbergen.
Wiktor Leszczyński był kapitanem na „Zjawie IV”, „Generale Zaruskim”, „Zawiszy Czarnym”, „Oceanii”, „Pogorii”, „Fryderyku Chopinie”, „Running on Waves” i „Peace”.
– Myślę, że parę tysięcy osób się ze mną przepłynęło po morzach i oceanach i wróciło szczęśliwie do domu – śmieje się kpt. Wiktor Leszczyński.
Od 34 lat Wiktor Leszczyński mieszka z żoną Ireną w Oliwie, Porównuje tę dzielnice Gdańska do Saskiej Kępy, tyle, że zamiast komarów i Wisły, dziś jest blisko morza. Mieszka w jednym ze stuletnich domów, w którym przed wojną mieszkała m.in. Melitta Schenk von Stauffenberg. Była inżynierem i kapitanem lotnictwa niemieckiego. Bratem jej męża był Claus Schenk von Stauffenberg, uczestnikiem nieudanego zamachu na Hitlera w Wilczym Szańcu. 81-letni dziś Wiktor Leszczyński poza żeglarstwem potrafi i lubi latać na szybowcach, ma licencję pilota śmigłowców. Mówi o sobie, że jest stypendystą ZUS, ale ciągle pływa na „Zawiszy Czarnym” i realizuje rejsy komercyjne. Wiktor i Irena Leszczyńscy mają dwie córki i piątkę wnucząt.






















