< Powrót
6
marca 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Drew Malcolm
Aleksandra Melzacka
Aleksandra Melzacka (pierwsza z lewej) z Kingą Łobodą podczas tegorocznych mistrzostw Oceanii w klasie 49erFX.

Aleksandra Melzacka: Tokio było moim cichym marzeniem

Wspólnie z Kingą Łobodą zostały pierwszymi zawodniczkami z rekomendacją olimpijską. Aleksandra Melzacka, reprezentantka Polski w klasie 49erFX, opowiedziała nam o ostatnich występach, planach na najbliższe miesiące i zbliżających się igrzyskach w Tokio.

– Zostałyście pierwszymi zawodniczkami, które otrzymały od Polskiego Związku Żeglarskiego rekomendację olimpijską. Była radość?

– Tak, bo to już 100 procentowe potwierdzenie, że pojedziemy na igrzyska. Możemy więc czuć się bezpiecznie i bez stresu przygotowywać się do tej imprezy.

– Będziesz pierwszą kobietą, a piątą zawodniczką, która wystąpi na igrzyskach w 95-letniej historii Yacht Klubu Polski Gdynia. To miłe uczucie?

– Zdecydowanie. Jestem związana z tym klubem blisko 14 lat i jest to trochę mój drugi dom, mimo że teraz rzadko trenuję w Gdyni. W moich żeglarskich początkach spędzałam w YKP Gdynia mnóstwo czasu, miło jest go reprezentować i przynosić mu kolejne sukcesy. Panuje w nim świetna atmosfera, są wspaniali trenerzy, wspieramy się nawzajem i zawsze się cieszą, jak mi dobrze idzie.

– Kiedy w 2018 roku rozpoczynałaś z Kingą Łobodą seniorską karierę na 49erFX spodziewałaś się, że uda Ci się zdobyć kwalifikację olimpijską już niespełna dwa lata później?

– Tokio było moim, a sądzę, że Kingi też, cichym marzeniem od dłuższego czasu. Nawet obliczaliśmy z tatą, że jest to możliwe, bo na klasę olimpijską przechodzę w takim momencie, że jak się wszystko dobrze ułoży, to igrzyska będą w zasięgu i nie trzeba będzie czekać czterech lat do Paryża. Na mistrzostwach świata dałyśmy z siebie 100 procent i kwalifikację zdobyłyśmy.

– Wasze przygotowania w 2019 roku były podporządkowane tej imprezie?

– Tak, grudniowe mistrzostwa świata w klasie 49erFX były główną imprezą. Na tym wyjeździe otrzymałyśmy nową łódkę – dobrze nam się pływało i na sterze czułam, że jest szybka i sztywna. Podniosło nas to też na duchu, że mamy najlepszy dostępny sprzęt.

– Po udanych mistrzostwach świata, w których zajęłyście dwunaste miejsce, kontynuowałyście passę sukcesów – na początku lutego byłyście trzecie na silnie obsadzonych mistrzostwach Oceanii.

– Był to dobry wynik, który nas w tamtym momencie może trochę przerósł, ale pracujemy nad tym. Były to ciężkie regaty, bo każdego dnia dużo wiało i trzeba było się zmagać nie tylko z przeciwnikami, ale i łódką. Potem miałyśmy przerwę, kilka treningów i mistrzostwa świata, które nie poszły po naszej myśli. Niestety były tylko dwa dni kwalifikacyjne i sześć wyścigów, więc nie można było zrobić zbyt wielu błędów – a my właśnie popełniłyśmy ich o kilka za dużo. Kosztowało nas to pływaniem w srebrnej grupie. Nie traktujemy jednak tego jako porażkę, bo każda zawodniczka na tej imprezie była bardzo dobra, ale jako kolejny trening i cenną naukę na przyszłość. Skupiamy się na kolejnych celach.

– Co zaważyło, że te wyścigi kwalifikacyjne poszły Wam gorzej?

– Złożyło się na to kilka czynników – trochę niepotrzebnego stresu i błędy podczas startu, a to najważniejszy element podczas pływania w tej klasie.

– Trenujecie i ścigacie się niemal nieprzerwanie od połowy listopada – może to też efekt zmęczenia?

– Tak, też mogło wyjść, bo długo jesteśmy na standby’u. Oczywiście wracałyśmy do domu i miałyśmy przerwy, ale ostatnie miesiące były intensywne. Zmęczenie mogło w jakimś stopniu też dać o sobie znać, mimo że tego się nie czuje w ferworze walki.

– Co teraz przed Wami?

– W piątek 6 marca lecimy na Majorkę, gdzie przez 10 dni będziemy trenować wraz ze światową czołówką i weźmiemy udział w regatach treningowych Arenal Training Camp. Potem wrócimy do domu i ponownie na Majorkę na Puchar Księżniczki Zofii. Następnie będziemy startować w Hyères we Francji, a później na Gardzie we Włoszech – ale nie wiadomo, jak to się potoczy z koronawirusem. W maju polecimy do Japonii, żeby się przygotować i poznać akwen. Będą tam inne załogi z czołówki, więc będzie okazja trochę się pościgać. Potem powrót do Polski i ponownie wyjazd do Azji, żeby potrenować, odpocząć i wystartować w igrzyskach olimpijskich.

– Na co głównie będziecie zwracać uwagę podczas treningów?

– Na pewno będziemy podtrzymywać zdobyte umiejętność i ćwiczyć technikę – żeby łódka płynęła jak najszybciej i nie traciła prędkości na manewrach. Natomiast skupimy się na startach i rywalizowaniu z innymi, żeby przerobić jak najwięcej sytuacji taktycznych i znajdować się w ciężkich sytuacjach na treningu, żeby łatwiej podejmować decyzje na regatach.

– Wybiegasz już myślami do igrzysk i tego, co się może w nich wydarzyć?

– O miejscach zupełnie nie myślimy. To są nasze pierwsze igrzyska i do końca nie wiem, jak to będzie wyglądać, ale podejrzewam, że jak każde regaty – oprócz całej otoczki medialnej. Same wyścigi będą takie same i będziemy walczyć w każdym z nich. Próbujemy do tego podejść jak najprościej się da – walczyć na 100 procent, wykorzystywać mocne strony i umiejętności oraz żeglować tak, jak się powinno.

– Mateusz Kusznierewicz w swoim olimpijskim debiucie zdobył złoto.

– Byłoby super to powtórzyć, ale nie da się przewidzieć co będzie w Tokio. Nie myślimy o miejscach i skupiamy się na tym, co mamy do zrobienia. A to, co umiemy i czego się jeszcze nauczymy, z pewnością będziemy wykorzystywać na samych regatach.

Aleksandra Melzacka, ur. 5 maja 1998 r. w Gdyni. Karierę rozpoczęła od Optimista, a później pływała w klasie 29er. Wspólnie z Mają Micińską zdobyła w niej m.in. wicemistrzostwo świata juniorów. Od 2017 roku pływa z Kingą Łobodą (KS AZS AWFiS Gdańsk) w klasie 49erFX. Zawodniczka Yacht Klubu Polski Gdynia.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ