Czy uda się zwodować „Ojca Bogusława” jeszcze w tym roku?
Od 14 lat warszawscy bezdomni budują jacht. 57-stopowy szkuner gaflowy będzie nazywał się „Ojciec Bogusław” na cześć pomysłodawcy tego przedsięwzięcia, ojca Bogusława Palecznego. W tym roku łódź ma zostać zwodowana.
Wszystko zaczęło się w 2006 r., kiedy twórca i dyrektor Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, o. Paleczny, postanowił, że jego podopieczni – bezdomni z całej Warszawy – wyruszą w rejs dookoła świata na własnoręcznie zbudowanym jachcie. Budowa zaczęła się na terenie pensjonatu socjalnego „Św. Łazarz”. Trwa do dziś, bo niemal wszystko przyszli żeglarze robią własnym sumptem, korzystając ze wsparcia rzeczowego od osób prywatnych, firm i rozmaitych instytucji. Ojciec Paleczny zmarł w 2009 r. Do roku 2017 budowę statku prowadziła Misja, potem jacht i cały projekt przejęła Fundacja im. Bogusława Palecznego. Z czasem sprawa wokółziemskiego rejsu zeszła na dalszy plan. Najważniejsze jest ukończenie budowy, a celem pierwszej dużej wyprawy jachtu są Karaiby. Dziś wszystko wskazuje na to, że budowniczy powoli zbliżają się do tego celu. Od dwóch lat budowa szkunera kontynuowana jest na terenie warsztatów Przedsiębiorstwa Budownictwa Wodnego na Żeraniu.
– Bardzo nam tu dobrze – wyjaśnia kapitan jednostki, od lat nadzorujący jej powstawanie, Waldemar Rzeźnicki. – Z powodu pandemii stocznia jest zamknięta, ale jeden budowniczy przychodzi do pracy. Na szczęście to ten najważniejszy na tym etapie budowniczy, czyli stolarz. Prace stolarskie są w pełni zaawansowane. Mamy już dziesięć koi. Prace prowadzone są w rejonie śródokręcia. Teraz będzie do zrobienia mesa załogowa, a potem zostanie już tylko rufa. Pierwotnie wodowanie planowaliśmy właśnie na marzec, ale musieliśmy przełożyć ten termin na czerwiec. Jesteśmy jednak przygotowani na to, że i ten termin z powodu pandemii, zostanie przesunięty. Bardzo nam zależy żeby zwodować jednostkę jeszcze w tym roku, choćby jesienią.
Wodowanie będzie okazją do przeprowadzenia niezbędnych prób statecznościowych oraz pierwszych manewrów pod żaglami, bo jacht ma już maszty. Konieczne jest też wypróbowanie silników.
– Zanim zejdziemy na wodę sporo pracy wykonujemy pod dachem – mówi kapitan Rzeźnicki. – Żaglomistrz szyje żagle u siebie, ja pracuje nad rysunkami konstrukcyjnymi, sprawdzam wykazy technologiczne. Tu już potrzeba wiedzy specjalistycznej, dlatego na tym etapie budową musieli zająć się fachowcy. Prace w stoczni przerwane zostały na etapie zamykania kwestii wału śrubowego, który powstaje u tokarza, zaworów dennych i steru. Mamy już wybraną firmę, która położy na statku instalację elektryczną.
Budowniczy potrzebują jeszcze kilku elementów wyposażenia. To m.in. dwa krótkoogniskowe łańcuchy kotwiczne o długości 110 m, kaliber 11-13 mm. Kapitan Rzeźnicki wie, że takie łańcuchy można zdobyć na Wybrzeżu albo u śląskich górników.
– Na razie jeszcze się tym nie zajmowałem, ale niebawem to zrobię – zapewnia nasz rozmówca. Natomiast pytany o pierwszy rejs nie chce składać żadnych deklaracji. – Dziś o tym nie myślę. Jak już będzie jacht, to będą i rejsy. A dokąd i kiedy, to czas pokaże.


