< Powrót
9
kwietnia 2019
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Trofeo Sofia Iberostar
Buksak

Dominik Buksak: To nie była dramatyczna awaria

Dominik Buksak i Szymon Wierzbicki (AZS AWFiS Gdańsk/AZS Poznań) to jedna z naszych dwóch czołowych załóg w klasie 49er. W zakończonym niedawno Pucharze Księżniczki Zofii zajęli ostatecznie 11 lokatę, choć wyścigi eliminacyjne kończyli na czołowych pozycjach. O podsumowanie startu w jubileuszowej, 50. edycji hiszpańskich regat poprosiliśmy Dominika Buksaka.

– Z Majorki przywieźliście jedenaste miejsce. To chyba nie jest wynik, który was w pełni satysfakcjonuje, co się stało?

– W finałowej złotej grupie, w której startowaliśmy, poziom był bardzo wyśrubowany. Każdy błąd czy niedociągnięcie skutkowało stratami, które trudno było odrobić na tyle, żeby walczyć o miejsca w ścisłej czołówce. Pierwszego dnia finałów zabrakło nam optymalnego poziomu, zabrakło koncepcji na przeprowadzenie wyścigów. Warunki wietrzne były dość trudne. Podobnie zresztą było drugiego finałowego dnia, kiedy wiatr wiał z drugiej strony. Mieliśmy problemy z prędkością.

– Wyścigi eliminacyjne poszły wam dobrze…

– W eliminacjach też nie pływaliśmy najszybciej, ale cała stawka była podzielona na trzy floty, co sprawiało, że osiągaliśmy prędkość wystarczającą do zajmowania wysokich lokat. W finałach ta prędkość okazała się trochę za mała. Musimy nad tym elementem popracować. Ostatniego dnia prędkości zabrakło ewidentnie i nawet jeśli znaleźliśmy się w dobrym miejscu na trasie i w stawce, to prędkościowo przegrywaliśmy i musieliśmy robić zwrot, płynąć w mniej korzystną stronę. Podobnie jak pierwszego dnia finałów, od strony koncepcyjnej czegoś nam zabrakło.

– Na Majorce pływaliście na nowym sprzęcie?

– Łódkę mamy tę samą co wcześniej, tylko żagle są nowe. Ale też nie najnowsze. Mamy je od kilku tygodni. Były okazje, żeby je wypróbować, strymować, więc niczym nas nie zaskoczyły. Owszem, może brakuje jeszcze tego ostatecznego trymu, ale to drobnostki. Choć z drugiej strony, na tym najwyższym poziomie każdy milimetr ma znaczenie i musimy szukać jak najlepszych ustawień.

– Jakie są wasze najbliższe plany startowe?

– Za tydzień jedziemy do Genui na zawody pucharu świata. Warto powiedzieć, że zarówno regaty na Majorce, jak i te w Genui, to element przygotowań do najważniejszych dla nas teraz zawodów, jakimi będą majowe mistrzostwa Europy. Oczywiście, poprzednie starty też były ważne, ale nie uważam, żeby był powód do rozpaczy. To były przygotowania do najważniejszej imprezy sezonu. W Genui będziemy mieli okazję poprawić to, co niedobrego zauważyliśmy podczas regat na Majorce. W dalszej kolejności jest start w pucharze Europy w Weimouth, potem pojedziemy na chwilę do domu. No a później czeka nas zgrupowanie i start w mistrzostwach Europy.

– Wróćmy jeszcze do regat na Majorce. Jak oceniasz wasze starty w tej imprezie na przestrzeni ostatnich lat? W którym miejscu pod względem wyszkolenia, umiejętności i sportowych możliwości jesteście teraz, a w którym byliście wtedy?

– Rok temu zajęliśmy szóste miejsce, dwa lata temu ósme. Teraz było jedenaste. To niby najgorszy wynik w trzech edycjach Pucharu Księżniczki Zofii i ktoś mógłby uznać, że zrobiliśmy krok albo i dwa do tyłu. Tego jednak nie da się tak porównywać, przykładając regaty do regat. Nasz obecny poziom jest dużo wyższy niż rok, czy dwa lata temu. Trzeba jednak pamiętać, że konkurencja nie śpi i nie czeka na nas. Oni też intensywnie pracują.  Nie ma się więc co fiksować na takie porównania. Na zawodach takiej rangi jak Puchar Zofii wystarczy, że jeden wyścig ułoży się inaczej niż by się chciało i już zmienia się cały końcowy wynik. Nie ma to większego znaczenia w podsumowaniu naszego rozwoju.

– Czyli wszystko jest pod kontrolą?

– Przed regatami na Majorce zastanawialiśmy się w teamie – z naszymi trenerami i drugą załogą, czyli Łukaszem Przybytkiem i Pawłem Kołodzińskim, na jakim etapie są nasze przygotowania do mistrzostw Europy i wspólnie uznaliśmy, że idą bardzo dobrze. Start na Majorce niczego w tej ocenie nie zmienia. Dalej robimy swoje, idziemy zgodnie z założeniami. Spójrzmy na całą sytuacje tak – zajęliśmy jedenaste miejsce w stawce 108 najlepszych załóg świata. To nie była dramatyczna awaria, to nie było nagle 60 miejsce, czy wręcz jedenaste od końca. Trenujemy, rozwijamy się, idziemy do przodu.

Co myślisz o tym artykule?
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ