< Powrót
28
marca 2017
Tekst:
dol
Zdjęcie:
Pedro Martinez
POL11 podczas ubiegłorocznej edycji Pucharu Księżniczki Zofii.

Irmina Mrózek-Gliszczynska – urlop pod kontrolą

Żeński team POL11 reprezentuje Polskę w klasie 470 podczas rozgrywanego właśnie na Majorce Pucharu Zofii. Tym razem Agnieszka Skrzypulec (SEJK Pogoń Szczecin) płynie w duecie z Jolantą Ogar, a Irmina Mrózek-Gliszczynska (ChKŻ Chojnice) została w domu.

Duet Skrzypulec – Gliszczynska pływa razem od 2014 roku, na ubiegłorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro panie zajęły 10 miejsce. Do ich największych sukcesów zaliczyć można m.in. zwycięstwo w Pucharze Zofii w 2016 roku i złoty medal Mistrzostw Polski klas olimpijskich w roku 2015. Zapytaliśmy żeglarkę z chojnickiego klubu o to, jak wyglądają regaty oglądane oczyma kibica.

– Kibicowanie na odległość musi być chyba dość irytujące dla kogoś, kto zawsze jest w centrum wydarzeń?

– Trudno jest obserwować nasze POL11 z pozycji kibica. Kiedy trwa wyścig co chwilę sprawdzam wyniki. Czekam, niech w końcu wygrają!

– Została pani w domu z powodu dawnej kontuzji…

– Tak, to stara sprawa. Rok przed igrzyskami zerwałam więzadło krzyżowe w kolanie. Nie było już szans na operację. Musiałabym stracić pół roku przed startem w Rio na rehabilitację, co oczywiście nie wchodziło w grę. Byłam operowana po igrzyskach i mistrzostwach Polski. Teraz trwa rehabilitacja, a na początku kwietnia czekają mnie jeszcze badania kolana. Wtedy będziemy wiedzieć, czy wszystko jest w porządku.

– Ostateczny test sprawnościowy chyba już niebawem?

– Tak. 15 kwietnia jedziemy do Hyères, gdzie wystartujemy w Pucharze Świata. Będę pod stałym nadzorem fizjoterapeuty. Na razie nie mogę stwierdzić na pewno, że będziemy trenować po sześć godzin dziennie na wodzie, a potem jeszcze się ścigać. Praca załoganta jest bardzo wyczerpująca, wzmacniam nogę, jestem w treningu ogólnorozwojowym, ćwiczę plecy i ręce, bo one też mogą bardzo łatwo wysiąść przy takim wysiłku. Robimy wszystko, żeby zejść na wodę, trenować i uczestniczyć w regatach. Dziś czuję się świetnie i mam nadzieję, że będzie dobrze, ale na razie jeszcze za wcześnie, żeby o czymkolwiek przesądzać. Nikt nie zaryzykuje zaprzepaszczenia półrocznej rehabilitacji.

– Jeśli okaże się, że z kolanem wszystko w porządku, jak będzie wyglądał kalendarz duetu POL11 na ten rok?

– Najpierw czeka nas start w Pucharze Świata w Hyères, a w drugim tygodniu maja będą mistrzostwa Europy. Po nich zaplanowane mamy głównie treningi przed mistrzostwami świata w Grecji, które odbędą się na początku lipca. Potem kolejny cykl treningowy i start w mistrzostwach Polski. Zaplanowaliśmy też trzy tygodnie treningów w Japonii.

– W tym roku będziecie mniej zajęte niż w roku olimpijskim?

– Na pewno w roku poolimpijskim kalendarz mamy mniej obłożony. Jednak nie jest lżej niż było w roku poprzedzającym igrzyska. Jako duet mamy trochę więcej luzu ze względu na moją kontuzję. Ale po igrzyskach sporo dziewczyn robi sobie nieco dłuższy urlop, na cztery, pięć miesięcy. Nie mamy więc zbyt dużych strat w porównaniu z nimi. Agnieszka trenuje i startuje, żeby nie tracić formy. A kiedy wrócę na wodę, obie będziemy uczestniczyć w podstawowym zestawie imprez i już myślimy o przygotowaniach do Tokio.

– Jednym słowem będzie się działo, ale dłuższy odpoczynek od żeglowania mimo wszystko się przydaje…

– Przygotowanie do igrzysk jest mocno wyczerpujące psychicznie i fizycznie. Mamy mniej czasu na sprawy prywatne, mniej czasu dla rodziny. To na dłuższą metę jest dość trudne. Jesteśmy przez 250 dni poza domem, poza Polską, co sprawia, że musimy nadrabiać prywatne zaległości. Zawodnicy mają swoje szkoły, studia, życie rodzinne. Po intensywnym roku czy dwóch, każdy potrzebuje trochę odpoczynku. Z drugiej strony, szybko ciągnie nas na wodę, chcemy pływać, startować…

– Jak pani znosi pauzę w pływaniu, no i konieczność rezygnacji ze startu w Pucharze Zofii?

– Byłoby gorzej, gdyby to stało się nagle, na dzień przed wylotem na Puchar, ale od dawna byłam przygotowana na tę przerwę w treningach i startach. Dlatego jest całkiem nieźle.