„J.S. de Elcano” – czyli 1,8 miliona Mm niemal wyłącznie pod żaglami
„J.S. de Elcano” jest najbardziej „opływanym” żaglowcem świata. Ma za sobą 90 transatlantyckich podróży szkolnych, w tym dziesięć wokółziemskich (pierwsza rozpoczęła się w sierpniu 1928 r., a ostatnia w 2002 r.). Pokonał łącznie blisko 1,8 miliona Mm. Odwiedził setki głównych portów i krajów sześciu kontynentów, w tym roku po raz pierwszy Polskę. Był największą atrakcją szczecińskich Dni Morza 2019.
Należy do największych i najpiękniejszych żaglowców szkolnych świata. Został zbudowany i zwodowany w 1927 roku w Kadyksie, jako kolejny, piąty okręt szkoleniowy Królewskiej Hiszpańskiej Marynarki Wojennej. Nosi imię żeglarza i odkrywcy Juana Sebastiana de Elcano. Jako jedyny z oficerów z historycznej i pierwszej w dziejach wokółziemskiej wyprawy Magellana ocalał. Opłynął kulę ziemską w latach 1519-1522 i przyprowadził do Hiszpanii ostatnią z całej flotylli „Victorię”. Król Karol I nadał mu za to dożywotni tytuł „Primus circumdedisti me”.
91. transatlantycka podróż szkolna
Władze miasta i organizatorzy szczecińskich słynnych zlotów żaglowców i finałów „tolszipów”, czyli międzynarodowych regat TTSR, już od 13 lat zapraszali żaglowiec do złożenia wizyty w Szczecinie. Jednak udało się dopiero podczas jego tegorocznej, 91. transatlantyckiej podróży szkolnej, na trasie której znalazły się po raz pierwszy porty bałtyckie: Kiel i Szczecin.
Wypłynęli z Kadyksu 13 lutego, byli na Teneryfie i Karaibach, później w portach Kolumbii, Meksyku i USA. W drodze powrotnej była Lizbona, Kiel i Szczecin (w dniach 12-17 czerwca). Do macierzystego portu powrócą dopiero 21 lipca. Takie i podobne coroczne podróże szkolne żaglowiec odbywa praktycznie corocznie, realizował je nawet podczas II wojny światowej, a stał „na sznurku” tylko w latach 1937-1939, podczas hiszpańskiej wojny domowej.
Właśnie długie oceaniczne transatlantyckie rejsy szkoleniowe, z wizytami w portach po obu stronach Atlantyku, przeplatane wspomnianymi wyżej dziesięcioma podróżami wokółziemskimi, są jego „specjalnością”. Dlatego bardzo rzadko uczestniczy w europejskich zlotach żaglowców. Także w „tolszipach”, jedynie w ich transatlantyckich edycjach, był obecny tylko cztery razy, w latach 1964, 1966, 1992 i 2000.
Po raz pierwszy w Polsce
Bardzo gorąco witano go na Nabrzeżu Bułgarskim w szczecińskim porcie, gdy 12 czerwca żaglowiec wszedł jako najważniejszy gość szczecińskich Dni Morza 2019. Byli mieszkańcy, dziennikarze i goście, z ambasadorem Królestwa Hiszpanii w Polsce Francisco Javierem Sanabrią Valderramą oraz zastępcą prezydenta Szczecina Krzysztofem Soską.
Były hymny narodowe – hiszpański i polski, bandery i flagi, nawet salut artyleryjski, żaglowiec jest przecież okrętem wojennym. Była też efektowna parada wantowa i rejowa kadetów i kadetek, którą umożliwiają rozpinane na czas wizyt w portach specjalne liny, rozpinane nad rejami i bomami. Gości witał na pokładzie komendant żaglowca kmdr Ignacio Paz García, a na nabrzeżu robiła furorę roztańczona grupa małych „marynarzy” z morskiego przedszkola PP 27 „Żagielek”.
Postój żaglowca w Szczecinie wypełniony był zaplanowanym wizytami i spotkaniami, a w godzinach zwiedzania egzotyczny „Hiszpan” był oblegany przez tłumy mieszkańców, turystów i gości.

Fot. Wiesław Seidler
Historia „Elcano”
Żaglowiec, zbudowany w stoczni „Echevarrieta y Larrinaga” w Kadyksie, został zwodowany 5 marca w 1927 r.. Obecna była rodzina królewska. Jej członkowie również dzisiaj są nie tylko częstymi gośćmi, ale nawet załogantami jednostki. Mają specjalne miejsce w salonie kapitańskim.
„Elcano” ma 113 m długości, wyporność 3755 ton, zanurzenie 7,3 m. Jest jednym z nielicznych i największym 4-masztowym stalowym szkunerem urejonym (four mast brig-schooner), czwartym pod względem wielkości szkolnym żaglowcem świata (po „Siedowie”, „Unionie” (Peru), i „Kruzenszternie”. Jego siostrzaną jednostką jest chilijska „Esmeralda”, zresztą także zbudowana w Hiszpanii.
Żaglowiec wspaniale prezentuje się pod pełnymi żaglami, których podnosi 20, o łącznej powierzchni blisko 2500 m². Osiąga wówczas do 15-17 węzłów prędkości (na silniku do 10 węzłów). Oprócz wspomnianych długich podróży szkolnych, kolejną specyfiką żaglowca są długie przeloty tylko pod żaglami, z rekordowym, liczącym 35 dni, za które już dziewięć razy zdobył honorowe „bostońskie dzbanki do kawy” („Boston Tea-Pot”).
Z okazji zbliżającego się 500-lecia wyprawy Magellana, władze Hiszpanii i Portugalii zapowiedziały zorganizowanie wspólnego, rocznicowego rejsu dookoła świata, na przełomie 2020/2021.
Wyprawa Magellana
Portugalskie władze i media podkreślają, że „Podróż dowodzoną przez Magellana należy uznać za pierwsze duże wydarzenie w procesie globalizacji naszej planety”. Przypomnę tu jednak, że dla odmiany wielu hiszpańskich komentatorów uważa, że Portugalczycy nie mają żadnego udziału w pierwszej morskiej wyprawie dookoła świata, a spór na ten temat trwa już 500 lat.
Jak było naprawdę? Wszystkie encyklopedie podają, że Ferdynand Magellan (1489-1521), był „podróżnikiem i odkrywcą portugalskim, w służbie hiszpańskiej”. Faktycznie był Portugalczykiem, uczestniczył i awansował na oficera podczas portugalskich wypraw wojennych, nawet na Malaje. Po tych doświadczeniach – wzorem Kolumba – uwierzył w kulistość Ziemi i zaproponował królowi Portugalii kolejną wyprawę łupieżczą do Wysp Korzennych (Molukki).
Jednak nie niebezpieczną i długą trasą wokół Afryki i na wschód przez Ocean Indyjski, a prosto na zachód, przez Atlantyk. Król Portugalii odrzucił jednak jego projekt – jako nierealny. Wówczas, w 1517 r. Magellan zgłosił się z tym pomysłem do ówczesnego króla Hiszpanii Karola I. Ten zaś zaakceptował i sfinansował jego historyczną wyprawę. Odbyła się ona w latach 1519 – 1522.
To jednak nie Magellan, który zginął na Filipinach w 1521 r., w niepotrzebnej potyczce z krajowcami, a Juan Sebastian de Elcano (1476-1526) – patron żaglowca – jest jedynym człowiekiem w dziejach, któremu przysługuje nadany mu na zawsze – przez Karola I, w imieniu całej Ziemi – honorowy tytuł „Primus circumdedisti me”, co oznacza „Byłeś pierwszym, który okrążył – opłynął – mnie”.

Portret J.S. de Elcano w salonie kapitańskim żaglowca. Fot. Wiesław Seidler
Juan Sebastian de Elcano
Był rodowitym Baskijczykiem, doświadczonym żeglarzem i kapitanem, gdy Karol I – za karę – dołączył go do wyprawy Magellana, na którą we wrześniu 1519 r. z portu San Lucar ruszyła na zachód flotylla złożona z pięciu jednostek wojennych, w tym czterech galeonów typu „nao” – „Trinidad”, „San Antonio”, „Concepcion” i „Victoria”, oraz jednej karaweli – „Santiago”. Było na nich – wg różnych źródeł – od 239 do 265 ludzi, wśród nich znalazł się także J.S. de Elcano, jako jeden z oficerów, w załodze „Concepcion”.
Początkowo niezbyt chlubnie zapisał się w kronice wyprawy, gdyż jako uczestnik buntu, zdławionego w Patagonii, pięć miesięcy spędził w kajdanach. Później, po śmierci Magellana i stracie czterech żaglowców i większości ludzi, był jedynym ocalałym oficerem. Dlatego przejął dowództwo „Victorii”, która jako pierwsza i jedyna z flotylli Magellana opłynęła glob, i wreszcie – po trzech latach, 6 września 1522 roku – zawinęła z powrotem do hiszpańskiego portu Sanlúcar de Barrameda. Tam z jej pokładu – wśród wiwatów witających ich rodaków – zeszło tylko osiemnastu wynędzniałych załogantów, z podobnym im bohaterskim kapitanem – „El primero que me rodeaste”…
J.S. de Elcano prowadził później jeszcze kolejną wyprawę do Indochin, podczas której zmarł na Pacyfiku. Król Karol I oprócz powyższego tytułu i szlachectwa przyznał mu jeszcze wysoką, dożywotnią coroczną rentę w wysokości 500 ludwików, ale ani on, ani jego potomkowie, nigdy jej nie otrzymali…
Tak czy inaczej J.S. de Elcano – jako jedyny z wyprawy Magellana – nadal „pływa” po wszystkich morzach i oceanach całego świata i z portretu w okazałym salonie kapitańskim żaglowca swego imienia wita i pozdrawia wszystkich gości.

Fot. Wiesław Seidler
Zachwycający żaglowiec
Ciekawostką jest jedyny wśród dużych żaglowców szkolnych otwarty mostek kapitański, a także nazwy czterech masztów żaglowca: Blanca, Almansa, Asturias i Nautilus, które nawiązują do wcześniejszych żaglowców szkoleniowych hiszpańskiej MW. Te cztery maszty szkunera urojonego to – od rufy – bezanmaszt, grotmaszt 2., grotmaszt 1. (główny), i fokmaszt. Dalej jeszcze bukszpryt, z pięknym galionem wyobrażającym boginię Minervę.
Pierwszym komendantem „Elcano” został ostatni komendant „Nautilusa”, zaś obecny kmdr. I. Paz Garcí jest 58. Cała obsada żaglowca może liczyć do 270 osób, w tym 90 kadry, 140 kadetów i 40 gości. Łącznie na pokładzie „Elcano” przeszło marynarskie przeszkolenie ponad 22 000 kadetów, w tym 6500 kadry oficerskiej. Kadeci przechodzą podczas sześciomiesięcznych rejsów szkoleniowych twardą służbę, m.in. określają pozycję wg klasycznej astronawigacji, w południe „łapią słońce”, i nie wolno im – pod karą – nawet spoglądać na mapę satelitarną i GPS!
Żaglowiec zachwyca zwiedzających i gości urodą i „antycznym” wystrojem, szczególnie salonów – kapitańskiego i oficerskiego, oraz czterema krytymi drewnem pokładami. Na rufowym codziennie o godz. 8 podnoszona jest bandera. Na głównym odbywają się różne odprawy i uroczystości, m.in. niedzielna msza św. Na przednim jest winda kotwiczna i dwie armatki do oddawania salutów. Pod pokładem m.in. salony, kajuty i kubryki, kambuz, piekarnia, szpital, kaplica (tam kapelan odprawia codzienną wieczorną mszę św. – dla chętnych), a nawet zakład fryzjerski i palarnia – z fotelem tylko dla komendanta, i osobna dla oficerów.
Wszyscy załoganci – kadra i kadeci – wyróżniają się zawsze eleganckimi nieskazitelnie białymi mundurami i dystynkcjami, do których noszą też paradne szpady, chociaż program szkolenia nie obejmuje lekcji fechtunku.
Hiszpański ambasador
Żaglowiec – duma hiszpańskiej floty wojennej – świetnie spełnia też rolę Morskiego Ambasadora Królestwa Hiszpanii. Zawsze i wszędzie jest pływającym po całym świecie „trocito de Espana que navega”. Oprowadzał mnie po nim oficer prasowy – Lt. I.G. Mendez.
Oczywiście B/E „J.S. de Elcano” należy do STI, przed nazwą może stawiać „STS”, a dodatek „B/E” to „Buque/Escuela”, hiszpański odpowiednik bardziej znanego angielskiego STS (Sail Training Ship). Po kilku remontach i generalnych modernizacjach doskonale spełnia – mimo „podeszłego” wieku – wszystkie wymagania STCW współczesnego żaglowca szkolnego.
Na zakończenie jeszcze jedno uzupełnienie do historii żaglowca i wyprawy Magellana. Wróciło z niej do Hiszpanii, oprócz wskazywanych 18 załogantów „Victorii” – jeszcze także kilku innych Hiszpanów, uwięzionych w drodze powrotnej przez Portugalczyków na Cabo Verde, potem zwolnionych. Zachowała się też relacja z wyprawy Magellana, spisana przez jej uczestnika, Włocha A. Pigafetty, wydana dopiero w 1800 r. – „Primo viaggio intorno al aglobo terraqueo”, ale chyba nigdy nie została przetłumaczona i wydana w Polsce.
Pożegnanie żaglowca – w poniedziałek 17 czerwca – było równie gorące jak powitanie. Ostatnim akcentem był tradycyjny salut banderowy, gdy żaglowiec mijał szczecińską Stację Pilotów. Czy piękny „J.S. de Elcano” zawita jeszcze kiedykolwiek do Polski?


