Jachtem za 1 euro przez ocean
Dla jachtu rzuciła wszystko. Wywróciła życie do góry nogami i z Polski przeniosła się na Maltę. 22-letnia Justyna Czop z Malborka opowiada nam jak wykorzystała szansę otrzymaną od losu.
– Kiedy zaczęła się pani przygoda z jachtem o wdzięcznej nazwie „Juanita”?
– W styczniu, dokładnie rok temu.
– Co się wydarzyło?
– Na facebookowym forum „Jachtostopowicze, czyli my” pewien znajomy umieścił znalezione w internecie ogłoszenie. Właściciel chciał sprzedać łódkę młodej, energicznej osobie, która tchnie w nią nowe życie. Napisałam do niego, opowiedziałam trochę o sobie i swoich doświadczeniach żeglarskich. W 2016 roku przepłynęłam Atlantyk i spędziłam miesiąc na farmie kakaowca, na jednej z karaibskich wysp. Ponadto oczywiście pływałam po akwenach europejskich, Bałtyku, Morzu Północnym i Śródziemnym. W odpowiedzi dostałam zaproszenie na Maltę, gdzie jacht cumował. Nie miałam nic do stracenia, poleciałam. Spotkałam się z właścicielem i jego żoną, opowiedzieli mi historię jachtu. To metalowy slup o długości 10,5 metra, z 14-metrowym masztem. Zbudowany został w 1971 roku, pływał po wszystkich oceanach, opłynął świat dookoła.
– Właściciele mieli wymagania wobec nabywcy jachtu, jak pani udało się przekonać ich, że będzie w tej roli najlepsza?
– Myślę, że mnie polubili. Nawiązaliśmy nić porozumienia i któregoś wieczoru zapytali, ile byłabym w stanie zapłacić za ich łódkę. Tak się złożyło, że byłam wtedy bez grosza… Uznali, że w związku z tym sprzedadzą mi jacht za 1 euro. I w ten sposób stałam się dumną właścicielką „Juanity”.
– Pierwsza pani reakcja?
– Byłam totalnie zaskoczona i wzruszona. Nie sądziłam, że takie rzeczy się zdarzają. Zresztą nie tylko ja byłam zszokowana. Moi znajomi i rodzina także. Najpierw wszyscy mnie ostrzegali, że to ogłoszenie nie może być prawdziwe, że w głowie mi się poprzewracało, skoro chcę kupić jacht. A tymczasem naprawdę go kupiłam. Za 1 euro.
– Co było potem?
– Wróciłam do Polski, gdzie dotarło do mnie, że skoro mam własny jacht, to teraz wszystko musi się zmienić. Zamknęłam swoje sprawy, rzuciłam Politechnikę Gdańską. Wiedziałam, że nie zdołam wyremontować łódki studiując, pracując i mieszkając w Polsce. Równocześnie uznałam, że jeśli chcę zrobić coś ciekawego i niezwykłego, to właśnie teraz, kiedy jestem młoda. Spakowałam się, poleciałam na Maltę i zamieszkałam na moim jachcie. Zaczęłam od pracy w barze, żeby poznać ludzi. Później wynajmowałam się dorywczo jako dayworker na różnych jachtach. A w końcu znalazłam miejsce w stałej załodze na 80-stopowym jachcie żaglowym jako deckhand. Oszczędzam i zbieram fundusze na remont „Juanity”.
– Jak tak młoda osoba poradziła sobie ze zmianą życia o 180 stopni?
– To nie były łatwe decyzje. Ale dobrze zrobiłam. Nie widzę dla siebie przyszłości w Polsce, w „normalnym codziennym trybie”. Młodość to ten etap życia, w którym jest czas i miejsce na podejmowanie pochopnych, czasem błędnych decyzji. Spełniać marzenia trzeba właśnie teraz, a ludzie czekają z tym do emerytury, kiedy nie mają na to ani sił, ani ochoty. Mam 22 lata i nawet jeśli za 8 lat stwierdzę, że chcę czegoś innego, stabilizacji, nadal będę młoda i będę mogła wszystko zmienić. Oczywiście, najbliżsi przekonują mnie do wdrożenia się w standardowy tryb życia – studia, kredyt, dom, rodzina. Ale to nie dla mnie. Nie chcę być jak ci, którzy idą na studia udając, że wiedzą już co chcą robić w życiu. Ja niczego nie udaję – jeszcze nie wiem i próbuję różnych rzeczy.
– Co dzieje się z jachtem?
– Stoi wyciągnięty z wody w takim miejscu, za które nie płacę zbyt wiele. Czekam na moment, w którym będę mogła zająć się tylko pracą przy łódce. Chcę robić wszystko spokojnie, krok po kroku. Będę go ulepszać, dostosowywać do swoich potrzeb. Przekształcę „Juanitę” w moją przestrzeń życiową.
– Jakie prace są najpilniejsze?
– Trzeba usunąć trochę rdzy z kadłuba. Rdza pojawia się też pod kilem. Trzeba pewne elementy wyciąć, pospawać na nowo. No i chcę przemalować kadłub, żeby był porządnie zabezpieczony przed korozją. Poza tym łódka jest w całkiem dobrym stanie. Zastanawiałam się, czy wymienić drewniany maszt na aluminiowy, jednak po konsultacjach z innymi żeglarzami uznałam, że nie warto zmieniać czegoś, co działa.
– W którą stronę pożegluje pani, kiedy jacht będzie gotowy?
– Nie myślałam jeszcze o szczegółowych planach rejsów na pokładzie „Juanity”. Muszę nauczyć się tego jachtu, sprawdzić go. Na początku nie będę pływała sama. Pierwsze wyprawy to będą pewnie okolice Malty i Sycylii. Nie dalej. Uznałam, że do niczego nie muszę się spieszyć.
– Na pewno ma pani jakiś żeglarski cel – marzenie, które chce pani zrealizować.
– Chciałabym przepłynąć „Juanitą” Atlantyk. Marzy mi się także Pacyfik, ale to raczej zbyt odległa wizja, by dziś uznać ją za konkretny cel.
– Czeka panią sporo pracy, wydatki…
– Remont jachtu to koszty i masa pracy, ale satysfakcja potem będzie ogromna. Wiele osób oferuje mi pomoc przy naprawach i wierzę, że uda się to zrobić w miarę tanio. Nie trzeba wszystkiego zlecać stoczni, wiele prac można wykonać we własnym zakresie. Jedyna decyzja, jaką muszę podjąć, to kiedy zrezygnować z pracy zarobkowej i zająć się „Juanitą”. Ten moment niebawem nastąpi.







