Kacper Ziemiński: Czuję respekt przed tą wodą
Nie odpuszczę – deklaruje w rozmowie z nami Kacper Ziemiński (Sejk Pogoń Szczecin), który po raz trzeci będzie reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich. Najlepszy obecnie polski laserowiec opowiada nam między innymi o żmudnych przygotowaniach do startu w Rio i przyznaje, że nie chce myśleć o tym, co będzie później.
– Czy pamięta pan swoją pierwszą kwalifikację olimpijską i start w igrzyskach w Pekinie?
– Oczywiście! Nie sposób o tym zapomnieć. Miałem niespełna osiemnaście lat i jechałem do Pekinu przede wszystkim po to, żeby się czegoś nauczyć. Samo wywalczenie kwalifikacji było dla mnie dużą niespodzianką i ogromnym sukcesem. Nie zająłem wybitnie dobrego miejsca, ale zyskałem doświadczenie. Igrzyska rządzą się swoimi prawami i trzeba wielu rzeczy się nauczyć.
– I jaka to była nauka?
– Miedzy innymi taka, że z igrzyskami nie ma żartów, że kiedy zawodnik przygotowuje się do startu wszystko inne traci znaczenie. Każdy trening i każdy inny start podporządkowane są temu najważniejszemu celowi. Mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy, które są po drodze w roku olimpijskim, stają się tylko treningiem, zawodami przygotowującymi. Nie lekceważę ich, daję z siebie wszystko, ale najważniejsze są igrzyska. Mam nadzieję, że moje doświadczenie z dwóch poprzednich startów olimpijskich zaprocentuje, że wykorzystam je do jak najlepszego przygotowania się na pływanie w Rio. Jadę tam, żeby walczyć o medal. Jeśli tylko pojawi się szansa na zajęcie miejsca na podium, nie odpuszczę!
– A jak ocenia pan swoją formę?
– Niedawno odbyły się regaty pucharowe w Hyeres. Byłem w czołówce, w towarzystwie najlepszych zawodników na świecie, zająłem dziewiąte miejsce. Uważam, że jestem na dobrej drodze do olimpijskiej formy. Niebawem jadę na mistrzostwa świata, które także będą przedolimpijskim treningiem, sprawdzianem i dalszym poszukiwaniem najlepszych rozwiązań. Wspólnie z trenerem ustaliliśmy plan działania i trzymamy się go, ale kiedy widzimy, że coś na treningach nie działa jak należy, wprowadzamy zmiany.
– Uzyskując dość wcześnie kwalifikację olimpijską poczuł pan chyba ulgę…
– Ulga jest spora, kiedy się wie, że nie trzeba walczyć o kwalifikację do ostatnich zawodów. Zawodnicy, którzy przed samymi igrzyskami jeszcze nie wiedzą czy wystartują, czy nie, są w gorszej sytuacji. To mi daje przewagę i swobodę w przygotowaniach. Mogę sobie budować formę metodą prób i błędów.
– Czy w roku olimpijskim trenuje pan mocniej, częściej?
– Treningi i starty muszą być zrównoważone. Jeśli zauważamy z trenerem, że jakaś część szkolenia trzeba zmienić, robimy to. Są na przykład elementy, które na treningach wychodzą świetnie, a na regatach okazują się klapą. Wówczas taki detal szlifujemy. Niedawno zrezygnowaliśmy ze startu w Pucharze Świata w Weymouth na rzecz dodatkowych treningów. Uznaliśmy, że ważniejsze jest doszlifowanie tego, co nie zadziałało w Hyeres.
– Często okazuje się, że coś nie działa?
– Bywa że problemy rodzą się samoistnie, ponieważ jakiegoś elementu dawno nie trenowałem. To wychodzi właśnie podczas zawodów. Wiele zależy od dyspozycji, w jakiej znajduję się danego dnia.
– Z czego składa się pański trening?
– Poza pływaniem, treningami na wodzie, mam stały program treningu motorycznego i siłowego, ogólnorozwojowego. Do tego dochodzą sesje z psychologiem, na których przygotowuję się na trudne sytuacje, jakich nie brak w czasie regat, uczę się koncentrować szybciej i na dłuższy czas. To jeszcze nie koniec, bo korzystam ze wsparcia fizjoterapeutycznego. Na zawodach i w trakcie intensywnych treningów urazy zdarzają się co i rusz. Jak widać, dbać trzeba o bardzo wiele elementów. W przygotowaniu sportowym liczy się nie tylko trening na wodzie.
– Liczy się pewnie także utrzymanie nie tylko dobrej kondycji, ale i właściwej wagi…
– Na szczęście, akurat tym czynnikiem potrafię trochę „sterować”. Umiem przytyć o dwa, trzy kilogramy albo je zrzucić. Robię to w zależności od tego czy zawody odbywać będą się przy silnym czy przy średnim wietrze. Taka mobilność wagowa bardzo się przydaje. A co do diety, to oczywiście odżywam się zdrowo i unikam ciężkostrawnych potraw przed zawodami.
– Jak z pańskimi nieobecnościami w domu radzi sobie rodzina?
– To nie jest proste. Kiedy jestem na miejscu, muszę znaleźć czas i dla żony, i dla syna, a do tego nie jestem zwolniony ze zwykłych domowych obowiązków. Rodzina jednak rozumie, że w roku olimpijskim moje potrzeby związane z cyklem przygotowawczym do igrzysk są na pierwszym miejscu. Moja żona jest bardzo wyrozumiała, rodzina wspiera mnie jak może. A kiedy pojawia się szansa, żeby na jakieś zgrupowanie pojechali ze mną żona i syn, zabieram ich ze sobą. To daje mi komfort, bo cały czas są blisko przy mnie.
– Plany na najbliższą, przedolimpijską przyszłość…
– Za chwilę jadę na mistrzostwa świata do Meksyku i to będzie ostatni poważny start przed igrzyskami. Potem kilka tygodni odpocznę od łódki i pływania. Między innymi po to, żeby za tym zatęsknić, poczuć głód żeglowania. Odpoczynek nie będzie nieróbstwem, cały czas będę miał treningi kondycyjne i psychologiczne. W czerwcu wystartuję jeszcze w Kiel, w Pucharze Europy. No a później lecimy do Rio, żeby tam trenować przy zmiennym wietrze na akwenie olimpijskim. Pewnie wezmę tam udział w jakichś przedolimpijskich, treningowych regatach w lipcu. Będzie okazja, żeby jeszcze się trochę pouczyć i skonfrontować z tamtejszymi zmiennymi prądami.
– Akwen olimpijski, czyli Zatoka Guanabara, jest panu dobrze znany…
– Byłem tam już cztery razy. Znam tę wodę bardzo dobrze, ale za każdym razem mnie zaskakuje. Jeździmy tam, żeby nauczyć się tego akwenu i zawsze zdobywamy nową wiedzę.
– Czy ten rejon porównywalny jest do jakiegoś innego na świecie?
– Chyba nie. W różnych częściach świata mogą być różne warunki, ale są one jednostajne jeśli chodzi o prądy wodne. A w Rio może być tak, że w jednym miejscu płynie bardzo silny prąd, a tuż obok, z taką samą lub większą siłą, płynie prąd w przeciwnym kierunku. Czuję respekt do tego akwenu, bo jest bardzo skomplikowany, szczególnie trasy, które są w środku zatoki.
– Zastanawiał się pan co po igrzyskach, planował jakieś kolejne starty?
– Planów żeglarskich nie mam żadnych. Skupiam się na starcie w Rio, to jest mój główny, najważniejszy cel w tym roku. O tym co dalej, pomyślę po igrzyskach.
Kacper Ziemiński
ur. 1990 r.
wybrane sukcesy:
drużynowe mistrzostwo świata w kl. Optimist (2005 r.)
mistrzostwo Europy Juniorów (2011)
trzykrotny mistrz świata w kl. 470
udział w IO w Pekinie, kl. 470 (2008 r.) i Londynie, kl. Laser (2012 r.)
kwalifikacja olimpijska do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro 2016


