< Powrót
17
marca 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle, Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Richard Langdon/Sailing Energy/World Sailing
kadry

Kadra w czasach pandemii

Na Majorce, w kwarantannie lub w domu. Pandemia koronawirusa zdezorganizowała życie polskim kadrowiczom. Jak nasi żeglarze i żeglarki sobie z nią radzą?

Gwałtowny rozwój koronawirusa w Europie złapał żeglarzy, nie tylko polskich, pomiędzy dwoma wielkimi wydarzeniami. W lutym w Australii odbywały się mistrzostwa świata w klasach Laser Standard, Laser Radial, RS:X 49er, 49erFX i Nacra 17, z kolei na drugą połowę marca i początek kwietnia na Majorce zaplanowano mistrzostwa świata w klasie 470 i Puchar Księżniczki Zofii dla wszystkich klas olimpijskich. Odwołanie obydwu imprez, ogłoszenie pandemii i stopniowe wprowadzanie stanów epidemicznych przez kolejne kraje spowodowało, że członkowie naszej kadry znaleźli się w różnych sytuacjach.

– Wróciłem do Polski na początku marca z mistrzostw świata, kiedy jeszcze kwarantanna nie obowiązywała – opowiada Piotr Myszka (KS AZS AWFiS Gdańsk), reprezentant Polski w klasie RS:X. – Zaplanowany był teraz luźniejszy okres, a 22 marca mieliśmy jechać na Majorkę na zgrupowanie i regaty. Ale sytuacja dynamicznie się zmienia, więc wiadomo, że tam nie pojedziemy. Dlatego przynajmniej do końca marca organizujemy sobie treningi ogólnorozwojowe na miejscu, w Polsce. Bedą to zajęcia siłowe na świeżym powietrzu, bo dostaliśmy wytyczne, żeby nie być w pomieszczeniach z innymi ludźmi. Mamy też rowery, nartorolki i biegamy. Chcielibyśmy zejść na wodę – ale musimy czekać na troszeczkę cieplejsze warunki. Przydałoby się kilka dni z temperaturą powyżej 15 stopni, żeby woda się nagrzała, to wtedy będzie można pojechać na Zatokę Pucką i popływać.

Mniej szczęścia mają członkowie kadry w klasie 49er, którzy trenowali na Majorce, ale po odwołaniu Pucharu Księżniczki Zofii zdecydowali się wrócić do Polski.

– Zastanawialiśmy się, czy zostać na Majorce i indywidualnie kontynuować realizację programu, zwłaszcza że część zespołów zapowiadała, że zostanie na kilka dni i będą obserwować, co się dzieje – mówi Paweł Kołodziński (KS AZS AWFiS Gdańsk) – Ale wspólnie z zespołem 49er Team Polska i sztabem Polskiego Związku Żeglarskiego zdecydowaliśmy się na powrót do kraju. Przebukowaliśmy nasz prom na piątkowy wieczór, wsiedliśmy w samochód z całym naszym sprzętem i zespołem i wróciliśmy do Polski. Jechaliśmy spokojnie maksymalnie dbając o higienę, żeby przez przypadek czegoś nie przywieźć do Polski. W niedzielę o 6 rano byliśmy przed autostradą A2 i spędziliśmy tam pięć godzin oczekując na kontrolę. Wieczorem wróciliśmy do Gdańska, zabezpieczyliśmy sprzęt, rozjechaliśmy się do domów i zgodnie z zaleceniami zaczęliśmy 14-dniową kwarantannę. Wspólnie z trenerami przygotowania fizycznego, Mariuszem Golińskim i Jarkiem Protasewiczem, opracowujemy zestaw ćwiczeń, niezbędny sprzęt będzie nam podrzucony – choć oczywiście każdy z zawodników trochę ma w domu jakieś hantle czy gumy.

Dominik Buksak (KS AZS AWFiS Gdańsk) z teamu Buksak&Wierzbicki 49er Sailing także najbliższe dwa tygodnie spędzi w domu. Jego plan na przetrwanie okresu kwarantanny jest prosty, a właściwie jedyny możliwy do realizacji w warunkach ograniczonej swobody przemieszczania się.

– Będę ćwiczył, jadł i odpoczywał – mówi zawodnik. – Dziś po południu brat przywiezie mi właściwie całe wyposażenie domowej siłowni. Będę miał rowerek, ergometr wioślarski, hantle i jeszcze kilka innych sprzętów, czyli wszystko co jest potrzebne do podtrzymania formy fizycznej. Takie siedzenie w domu ze świadomością, że nie można wyjść na zewnątrz nie jest łatwe, ale rozsądek nakazuje tak właśnie postępować. Pocieszające jest to, że nie jestem jedyny. Wszyscy, którzy wrócili do Polski po północy z soboty na niedzielę zostali objęci kwarantanną. My uciekliśmy z Majorki właściwie w ostatniej chwili, tuż przed zamknięciem granicy niemiecko-francuskiej. W naszym przypadku samolot nie wchodził w grę, bo mamy za dużo sprzętu. Wracaliśmy więc w piątkę samochodem – dwie załogi i trener. Gdybyśmy wyruszyli do kraju trochę późno, utknęlibyśmy gdzieś na granicy. Samolotem wrócili do Polski juniorzy z czterdziestek dziewiątek i Piotrek Kula. Samolotem wracała też Kinga Łoboda.

W najtrudniejszej sytuacji są członkowie kadry, którzy postanowili zostać na Majorce i tam kontynuować treningi. Początkowo wydawało się to możliwe, a Agnieszka Skrzypulec z Jolą Ogar (SEJK Pogoń Szczecin/UKŻ Wiking Toruń) chwaliły sobie świetne, żeglarskie warunki. Jednak Hiszpanie stopniowo zaostrzają środki bezpieczeństwa.

– Sytuacja zmienia się z dnia na dzień – na początku mogliśmy zostać, ale teraz może się okazać, że nakażą nam wyjazd – przyznaje Aleksandra Melzacka (YKP Gdynia), reprezentantka Polski w klasie 49erFX. – Trenować teraz nie ma jak, bo nie można za bardzo wychodzić na zewnątrz. Wcześniej jeszcze zawodnicy pływali, ale od poniedziałku przepisy są restrykcyjne – nie można nawet jeździć na rowerze po górach czy biegać.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ