< Powrót
22
marca 2016
Tekst:
Natalia Majcher
Zdjęcie:
zdjęcia archiwalne
Agnieszka Skrzypulec i Jolanta Ogar.

Losy polskich olimpijczyków – klasa 470

Igrzyska w Rio de Janeiro będą piętnastymi, w których wystartują polscy żeglarze. Na razie mamy kwalifikacje w konkurencjach: RS:X kobiet i mężczyzn, 470 kobiet, 49er i Laser Standard. 2 kwietnia, po zakończonym Pucharze Księżniczki Zofii na Majorce, przekonamy się czy prawo startu zdobędą nasi reprezentanci w pozostałych klasach olimpijskich. Czekając na rozstrzygnięcia, sprawdzamy co słychać u naszych olimpijczyków w klasie 470.

Polacy siedmiokrotnie uczestniczyli w regatach olimpijskich w klasie 470. Były to cztery załogi męskie i jedna kobieca.

Jako pierwsi wystartowali w Moskwie w roku 1980 Leon Wróbel i Tomasz Stocki. Jak dotąd nikt nie poprawił ich rezultatu olimpijskiego – piątego miejsca. Sami zawodnicy nie uważają jednak tego wyniku za sukces, od pierwszego do przedostatniego wyścigu prowadzili bowiem w regatach. Złoty medal przegrali w ostatnim biegu…

W przeciągu całej kariery załoga Wróbel i Stocki odnosiła wiele sukcesów. Trzykrotnie, w latach 1976, 1978 i 1979, zdobyli brązowy medal mistrzostw Europy w klasie 470. Mistrzami Polski zostawali dziewięciokrotnie. W klasie Micro razem ze Szczepanem Jabłeckim zdobyli w 1994 roku mistrzostwo Europy, a w roku 1995 w załodze z Jarosławem Kubikiem mistrzostwo świata. Jednak za swój największy sukces uważają zwycięstwo w Open Week’u przed Mistrzostwami Europy w 1978 roku w Portugalii. Wygrali wówczas pięć na sześć rozegranych wyścigów.

Leon Wróbel urodził się 6 kwietnia 1954 roku w Nieporęcie. Po raz pierwszy żeglował jako 10-latek na łódce klasy Cadet w klubie AZS Warszawa (późniejszy AZS AWF Warszawa). Przez kilka sezonów ścigał się w załodze z Edwardem Pietruchą. Razem wywalczyli tytuły mistrzów świata w klasach Cadet i Hornet. Później pływał jeszcze na klasach 420 i Latający Holender, a od roku 1974 w klasie 470.

Po igrzyskach w Moskwie załoga rozpoczęła kolejną kampanię olimpijską. – W międzyczasie złapałem pracę – opowiada Leon Wróbel. – A że miałem już wtedy rodzinę, nie było nad czym się zastanawiać. Zostałem przedstawicielem handlowym w firmie jubilerskiej. Zaopatrywałem 40 sklepów na terenie Polski w złotą biżuterię. W miesiącu pokonywałem od 10 do 12 tysięcy kilometrów samochodem. Pracowałem tak przez 13 lat, do roku 1984 łącząc tę pracę z żeglarstwem. Kiedy okazało się, że na kolejne igrzyska nie pojedziemy z powodu bojkotu, żeglowałem już tylko rekreacyjnie. W 1994 roku odwiedziło mnie dwóch młodych mężczyzn. Byli to Szczepan Jabłecki i Jarosław Kubik. Przyszli za namową Karola Jabłońskiego. Chcieli, żebym wystartował z nimi w mistrzostwach Europy w klasie Micro. Mieli sponsora – Hotel Gołębiewski. Zgodziłem się. I tak dwa kolejne sezony żeglowałem na tej klasie wygrywając mistrzostwa Europy, a w kolejnym roku mistrzostwa świata. W 1996 roku przyszła propozycja przygotowań do igrzysk na Solingu. Mimo dużego zaangażowania i uzyskania prawa udziału w regatach olimpijskich w Atlancie, nie wysłano nas na nie. Wtedy definitywnie zakończyłem przygodę z żeglarstwem olimpijskim. Ścigałem się w regatach jachtów kabinowych. Dostałem propozycję od dilera samochodów IVECO, by startować w barwach jego firmy i pracować jako dyrektor działu produkcji. Gdybym mógł, robiłbym to do dziś, ale z powodów zdrowotnych, w 2005 roku musiałem zakończyć karierę żeglarską. Aktualnie jestem na rencie i czekam na lepsze czasy.

– Obecnym zawodnikom radziłbym, aby nie zaniedbywali nauki, bo nigdy nie wiadomo kiedy przygoda ze sportem się skończy – dodaje. – Jeżeli chcą być profesjonalistami w żeglarstwie, powinni temu poświęcać każdą wolną chwilę. Ja nie chodziłem po dyskotekach, znajomych miałem tylko z kręgów żeglarskich, ze szkoły szedłem prosto na przystań.

Leon Wróbel mieszka z żoną w Białobrzegach nad Zegrzem.

Tomasz  Stocki urodził się 7 marca 1953 roku w Warszawie. Czym jest żeglarstwo dowiedział się na obozie, na który wysłał go ojciec w 1964 roku. Związany był z klubami KS Maraton Warszawa, Spójnia Warszawa i AZS Warszawa.

Po zakończeniu kariery jako zawodnik chciał pozostać w żeglarstwie, ale nie do końca mu się to udało.

– W latach 1990-95 produkowałem łódki klasy Optimist – opowiada. – Interes jednak się skończył, gdy związek klasy wprowadził monotyp. Jedyne co teraz mam wspólnego z tamtym biznesem to żywice. W 1997 roku założyłem firmę Epoxy Floors, która zajmuje się wykonawstwem posadzek epoksydowych. Współpracuję z bratem, który produkuje materiały. Nie planowałem, że będę  robił coś takiego, ale życie czasem samo weryfikuje nasze plany. Bycie olimpijczykiem nie pomogło mi w karierze zawodowej, ale zapewniło ludzki szacunek. Dzięki samemu żeglarstwu natomiast posiadłem wiele różnych umiejętności . Kiedyś na przykład sam zbudowałem Fiata 125 p. Obecnym zawodnikom radziłbym, żeby robili to co lubią. Wydaje mi się, że najlepszą ścieżką kariery jest pozostanie w żeglarstwie.

Obecnie Tomasz Stocki mieszka z żoną w Chyliczkach pod Piasecznem. Hobbystycznie startuje ze swoimi owczarkami niemieckimi w zawodach psów obronnych. Ma córkę i wnuczkę, które mieszkają w Genewie. Córkę próbował zarazić żeglarstwem i nawet była chętna, ale pod warunkiem, że tata będzie trenerem. Niestety było to niemożliwe.

Kolejnymi reprezentantami Polski na igrzyska olimpijskie w klasie 470 byli Marek Chocian i Zdzisław Staniul. Startowali w 1992 roku w Barcelonie, gdzie zajęli 21 miejsce i w 1996 roku w Atlancie, plasując się na 16 pozycji. Do innych osiągnięć załogi można zaliczyć kilka tytułów mistrzów Polski i czołowe miejsca w regatach międzynarodowych, np. drugie w regatach Kieler Woche w 1993 roku. W przeciągu całej kariery reprezentowali kluby: KS Baza Mrągowo, AKM Gdańsk i YKP Gdynia, którego są członkami honorowymi.

Sternik załogi Marek Chocian urodził się 24 listopada 1965 roku w Giżycku. Swoją przygodę z żeglarstwem rozpoczął w wieku dziesięciu lat, w Międzyszkolnej Bazie Sportów Wodnych w Giżycku, od Optimista. Zanim wsiadł na 470, żeglował w klasach Cadet i 420. Edukację również wiązał ze sportem, ukończył bowiem Liceum Ogólnokształcące Mistrzostwa Sportowego w Mrągowie, a później Akademię Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku.

Po igrzyskach w Atlancie załoga podjęła walkę o kolejne, na nowej klasie olimpijskiej 49er.

– Mimo że rok 1997 był dość dobry pod względem wynikowym, zakończyliśmy naszą karierę żeglarską – wspomina Marek Chocian. – Zajmowaliśmy miejsca w pierwszej dziesiątce w regatach międzynarodowych. SPA Regatta w holenderskim Medemblik zakończyliśmy na trzeciej pozycji. Nie były to jednak na tyle dobre wyniki, abyśmy mogli o nic się nie martwić. Zaczęły się problemy finansowe. Obaj mieliśmy już rodziny. Postanowiliśmy rozstać się w zgodzie i zająć pracą zawodową.

Od razu został trenerem kadry narodowej w klasie 49er, a niedługo później także klasy 470. Jego zawodnicy Paweł Kacprowski i Paweł Kuźmicki w następnym roku zdobyli srebrny medal mistrzostw Europy (klasa 49er), a w 1999 roku Tomasz Stańczyk i Tomasz Jakubiak brąz mistrzostw świata (470). Mimo tego sam zainteresowany nie do końca jest zadowolony z przebiegu tych wszystkich zdarzeń.

– Z perspektywy czasu uważam, że zbyt szybko zostałem trenerem i to zawodników na tak wysokim poziomie – opowiada. – Sam dopiero przestałem być zawodnikiem. Owszem byłem specjalistą w kwestiach chociażby techniki żeglowania, ale do trenowania potrzeba czegoś więcej. Trener powinien mieć odpowiednie podejście psychologiczne do zawodnika, które wypracowuje się latami.

Na Igrzyska Olimpijskie w Sydney w 2000 roku pojechał jako trener klas 49er i 470. Po tych regatach zakończyła się jego współpraca z polską reprezentacją.

W 2001 roku założył biznes, który prowadzi wraz z żoną Ewą do dziś. Firma „Chocian Sailing” specjalizuje się w sprzedaży sprzętu renomowanych firm żeglarskich, których jest oficjalnym przedstawicielem na Polskę. Również w 2001 roku rozpoczął współpracę z Mateuszem Kusznierewiczem w Akademii Żeglarskiej Przygody, gdzie przez trzy lata sezonowo szkolił dzieci. Od 2003 roku trenował młodych polskich zawodników z klasy 470, między innymi Łukasza Przybytka – obecnego olimpijczyka w klasie 49er. W roku 2005 prywatnie zajmował się trenowaniem zawodników klasy 420 z klubu w Bawarii. Ich duże postępy zostały docenione i Markowi Chocianowi zaproponowano pracę w tym klubie. – Dopiero wówczas poczułem, że jestem prawdziwym trenerem – wspomina.

Doprowadzenie jednej z załóg do startu w Igrzyskach Olimpijskich w 2012 roku w Londynie, spowodowało, że od 2013 roku został trenerem kadry narodowej Niemiec w klasie 470. Igrzyska w Rio de Janeiro będą trzecimi regatami olimpijskimi w jakich weźmie udział jako trener. Za swój najlepszy, w karierze trenerskiej, uważa rok 2015, kiedy jego załoga Ferdinand Gerz i Oliver Szymanski zdobyła mistrzostwo Europy w klasie 470.

– To, że sam jestem olimpijczykiem bardzo pomogło mi w karierze zawodowej – mówi. – Zwłaszcza doświadczenie jakim mogę dzielić się z klientami mojej firmy. W pracy trenerskiej olimpijska nominacja pozwala pewniej się poczuć w tym światku. Żeglarstwo uczy jak dbać o sprzęt , jak się spakować, jak zaplanować budżet. Zdobywa się wiedzę z meteorologii, poznaje języki. To wszystko w życiu jest bardzo przydatne. Żeby osiągnąć sukces w naszej dyscyplinie potrzebny jest profesjonalizm od samego początku, talent do pracy, a także dużo cierpliwości. Trenowałem wielu zawodników i najbardziej boli mnie, gdy ktoś z nich przestaje żeglować.

Marek Chocian mieszka w Gdyni z żoną Ewą. Mają dwie córki.

Jego załogantem był Zdzisław Staniul. Urodzony w Węgorzewie 3 lutego 1965 roku. Pierwszy kontakt z żeglarstwem miał w wieku 10 lat w miejscowym klubie żeglarskim, do którego zaprowadził go kuzyn. Pierwszą łódką był Cadet.

Po zakończeniu kariery żeglarskiej został trenerem w YKP Gdynia, gdzie szkolił początkujących Optimiściarzy. Prowadził również inne, niezwiązane z żeglarstwem biznesy, np. klub fitness. Pracował także na Ukrainie w polskiej firmie Ziaja. Mimo że wszystkie interesy szły dobrze, gdy zaczynał się sezon, natura nie pozwalała mu skupić się na niczym innym niż żeglarstwo. Wspinał się w karierze trenerskiej wraz z rozwojem swoich zawodników, aż w 2004 roku porzucił inne sprawy i zajął się tylko trenowaniem. Po zdobyciu przez jego zawodnika – Piotra Radowskiego – pierwszego w historii Polski, mistrzostwa Europy w klasie Optimist w 2003 roku, dostawał różne propozycje pracy. Trenował zawodników w zagranicznych klubach, m.in. w Niemczech, w Danii czy na Bermudach. Klasy jakimi się zajmował to Optimist, 420 i 470. Od 2012 roku jest trenerem Agnieszki Skrzypulec – olimpijki w klasie 470.

– Bycie olimpijczykiem sprawia, że w niektórych środowiskach ma się większy szacunek – mówi. – Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że wiem co powiedzieć i jak pomóc zawodnikowi, który startuje w regatach olimpijskich, bo sam tego doświadczyłem.  W swojej pracy staram się tak kierować zawodnikami, aby chcieli żeglować jak najdłużej. Jestem również za tym, aby żeglując, jednocześnie się edukowali, studiowali i zdobywali wszelką wiedzę. Ludzie z wykształceniem mają większe szanse w życiu i w sporcie.

Zdzisław Staniul mieszka z żoną w Gdyni. Mają dwóch synów. Starszy Kacper w 2004 roku zdobył drużynowe mistrzostwo świata w klasie Optimist. Młodszy Mikołaj żegluje w klasie 29er i w zeszłym roku w załodze z Kajetanem Jabłońskim zdobyli brązowy medal w regatach Eurosaf.

Na Igrzyska Olimpijskie w Sydney w 2000 roku pojechała załoga Klubu Sportowego Baza Mrągowo Tomasz Stańczyk i Tomasz Jakubiak. Reprezentowali Polskę również podczas Igrzysk w Atenach w 2004 roku, ale już jako zawodnicy Spójni Warszawa. W Australii załoga zakończyła zmagania na 20 miejscu, a w Grecji na 21. Wychowankowie mrągowskiego klubu, poza startami olimpijskimi w klasie 470, mają na koncie między innymi dwa tytuły mistrzów świata juniorów, a także wiele tytułów mistrzów Polski.

Tomasz Stańczyk urodził się 5 listopada 1978 roku w Mrągowie. Gdy miał 9 lat kolega zaprowadził go do klubu KS Baza Mrągowo, gdzie zaczął żeglować na Optimiście, a następnie od razu na klasie 470. Po igrzyskach w Atenach próbował jeszcze swoich sił w klasie 49er, ale mimo dość dobrych wyników, w 2009 roku porzucił ściganie na rzecz pracy zawodowej.

– Żeglując nie myślałem o tym co będę robił później – opowiada. – Skupiałem się w stu procentach na tym co robiłem w danej chwili. Propozycja zostania trenerem kadry narodowej Niemiec przyszła w 2009 roku, w momencie kiedy zaczynały się problemy finansowe i po prostu trzeba było to wziąć. Od roku 2013 jestem trenerem kadry narodowej Belgów w klasie 49er.

Jako trener reprezentacji Niemiec, Tomasz doprowadził swoje zawodniczki w klasie 470 między innymi do zdobycia tytułów mistrzyń świata i Europy juniorek. Jako szkoleniowiec Belgów będzie walczył o zakwalifikowanie się swoich podopiecznych do tegorocznych Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Sam swoje igrzyska wspomina z nutką żalu w głosie:

– Mimo tego, że moje starty w igrzyskach nie poszły tak jakbym sobie tego życzył, uważam, że już samo bycie olimpijczykiem jest czymś szczególnym. W mojej pracy jest to atut. Ludzie postrzegają cię inaczej, jako autorytet. Z perspektywy czasu żałuję tylko, że byłem zmuszony się poddać. Obecnym zawodnikom radziłbym, żeby tego nie robili, bo nigdy nie wiadomo kiedy coś zaskoczy i wszystko zacznie wychodzić. Daleko przykładów szukać nie trzeba. Zawodniczka polskiej kadry narodowej w klasie RS:X, Gosia Białecka, jeszcze dwa sezony temu zastanawiała się nad zakończeniem kariery, bo ciągle coś nie wychodziło. Ale przetrzymała to i teraz jest mistrzynią świata i będzie reprezentowała kraj na igrzyskach.

Tomek jak tylko może stara się zarażać żeglarstwem kolejne pokolenia. – Moja córka zakwalifikowała się do programu Energa Sailing i będzie się uczyć żeglować na Optimiście – opowiada dumny tata. – Byłem na pierwszym spotkaniu organizacyjnym i starałem się dodatkowo przekonać całą grupę, że żeglarstwo to dobry wybór. Każdy kto kiedyś uprawiał tę dyscyplinę, potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji życiowej.

Tomek Stańczyk mieszka w Warszawie, a pomieszkuje w Mrągowie. Ma dwie córki. 11-letnią Julię i 7-letnią Lenę.

Tomasz Jakubiak urodził się 22 lipca 1978 roku. Do Bazy zapisał się razem z kolegą z klasy po tym, jak na lekcje przyszli trenerzy z miejscowego klubu, aby zachęcić młodzież do żeglowania. Miał wtedy 8 lat i zaczął pływać na Optimiście. Od 4 klasy szkoły podstawowej był już uczniem Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Mrągowie. Zanim trafił na klasę 470 żeglował jeszcze na Cadecie i klasie 420.

– Na przełomie sezonów 1993/94 dobraliśmy się z Tomkiem i zaczęliśmy żeglować w klasie 470 – wspomina. – Pływaliśmy w takim składzie aż do igrzysk w 2004 roku. Po tylu latach spędzonych na wodzie nie wyobrażałem sobie, żeby robić coś innego niż dalej pracować w żeglarstwie. Po zakończeniu kariery zostałem trenerem klas 420 i 470 w Chojnickim Klubie Żeglarskim. Obecnie pracuję, również jako trener, w klubie SEJK Pogoń Szczecin. Trenuję także zawodników kadry narodowej juniorów w klasie 470.To naturalna ciągłość. Doświadczenie, które zdobyłem jako zawodnik mogę przekazać kolejnym pokoleniom. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kto nie siedział na łódce, był trenerem klasy olimpijskiej.

Tomek Jakubiak ma dwóch synów, których także planuje zaznajomić ze swoją dyscypliną.

W Pekinie w 2008 roku Polskę reprezentowała załoga Patryk Piasecki (AKS OSW Olsztyn) i Kacper Ziemiński (ChKŻ Chojnice). Zajęli wówczas 19 lokatę. Jak dotąd byli ostatnią polską załogą płci męskiej, która wystąpiła na igrzyskach w klasie 470.

Patryk Piasecki urodził się 7 sierpnia 1986 roku w Mrągowie. Pochodzi z żeglarskiej rodziny. Zarówno mama Małgorzata, jak i tata Andrzej mają na koncie tytuły mistrzów świata w windsurfingu. – Pierwszy kontakt z żaglami miałem z ojcem na desce windsurfingowej – opowiada Patryk. – Podczepił mi drugi bom w dolnej części żagla. Pochłonęło mnie to i szybko zacząłem się ścigać na desce, a następnie na łódkach, zaczynając oczywiście od Optimista.

Patryk jest wychowankiem Klubu Sportowego Baza Mrągowo. Poza wieloma sukcesami żeglarskimi na wodzie zdobywał także tytuły na lodzie, między innymi mistrzostwo świata juniorów w bojerach. Później zmienił barwy klubowe na AKS OSW Olsztyn. Po igrzyskach żeglował jeszcze rok w klasie 470, po czym przesiadł się na olimpijską klasę Laser Standard. Oficjalnie karierę żeglarską zakończył w 2013 roku srebrnym medalem mistrzostw Polski właśnie w Laserze.

– Wiedziałem, że gdy przestanę żeglować, dalej chcę być w sporcie. Widzę w tym swoją przyszłość, to świetny pomysł na życie. Sport zawsze był moją pasją, a teraz jest też pracą. Odkąd pamiętam ciągnęło mnie do rowerów i sportów wytrzymałościowych. Zawodowo jestem kolarzem grupy JBG2 Professional MTB Team. Moja kariera sportowa z pewnością się nie zakończyła, zmieniłem jej kierunek i ciągle się rozwijam. Z perspektywy czasu myślę, że bycie olimpijczykiem nic nie zmieniło. Był to oczywiście ważny cel w żeglarskiej karierze, jednak w życiu miałem wiele fajniejszych momentów.

Zanim Patryk trafił do obecnego teamu kolarskiego ścigał się na rowerze w barwach Renault Eco2 Team i Algida Centrum Rowerowe Olsztyn. Obecnie mieszka i trenuje w Wiśle.

Załogantem Patryka był Kacper Ziemiński, który jako najmłodszy żeglarz polskiej reprezentacji w Pekinie zaliczył swój debiut olimpijski. Kacper urodził się 4 listopada 1990 roku w Więcborku. Przygodę z żeglarstwem rozpoczął w wieku 7 lat od Cadeta. Zanim wsiadł na klasę 470 żeglował w Optimiście, na którym zdobył między innymi drużynowe mistrzostwo świata. Po igrzyskach w Pekinie przesiadł się na klasę Laser Standard. Szybko się odnalazł na nowej łódce i już w 2012 roku reprezentował Polskę podczas startu olimpijskiego w Londynie, gdzie zajął 17 miejsce na 49 startujących. Kacpra na arenie olimpijskiej zobaczymy po raz trzeci w Rio de Janeiro. Tym razem także na klasie Laser Standard. Obecnie reprezentuje barwy SEJK Pogoń Szczecin. Mieszka w Sępólnie Krajeńskim z żoną i synkiem.

Jako jedyna załoga w klasie 470 na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 2012 roku, Polskę reprezentowały Agnieszka Skrzypulec (SEJK Pogoń Szczecin) i Jolanta Ogar (AZS AWFiS Gdańsk).

Sterniczka – Agnieszka Skrzypulec urodziła się 3 czerwca 1989 roku w Szczecinie. Żeglować zaczęła w wieku 8 lat na klasie Optimist w klubie HOM Szczecin. Później był Laser 4,7, na którym zdobyła mistrzostwo Europy, i Laser Radial. Od 2009 roku żegluje na klasie 470. Przez większość kariery związana z klubem SEJK Pogoń Szczecin. Ze swoją pierwszą załogantką Jolantą Ogar, po trzech sezonach wspólnego żeglowania zakwalifikowały się na igrzyska do Londynu i wywalczyły tam 12 miejsce. Po igrzyskach drogi dziewczyn się rozeszły.

Agnieszka, prywatnie inżynier budownictwa, który to tytuł uzyskała na Politechnice Szczecińskiej, będzie ponownie reprezentować Polskę w klasie 470 w Rio de Janeiro. Tym razem w załodze z Irminą Mrózek – Gliszczynską.

Jolanta Ogar również wystartuje w Rio i też na klasie 470, ale jako reprezentantka Austrii. Jej sterniczką od 4 lat jest Lara Vadlau. Dziewczyny mają na koncie dwa złote i jeden brązowy medal mistrzostw świata. Zacznijmy jednak od początku. Jola urodziła się 28 kwietnia 1982 roku w Brzesku. Pierwsze kroki w żeglarstwie zaczęła stawiać w wieku 22 lat od razu na klasie 470. Wcześniej przez 10 lat trenowała siatkówkę. Do zmiany dyscypliny namówił ją lekarz kadry Witold Dudziński.

Żeglować uczyła się od swojej pierwszej sterniczki Katarzyny Tylińskiej i trenera Roberta Janeckiego. Po nieudanych kwalifikacjach olimpijskich do Pekinu, od 2009 roku zaczęła żeglować z Agnieszką Skrzypulec. Dziewczynom udało się dokonać historycznego wyczynu – były pierwszą polską żeńską załogą w klasie 470, która wystartowała w igrzyskach olimpijskich. Co ciekawe ich trenerem był, a Agnieszki ciągle jest, olimpijczyk Zdzisław Staniul. Jola dokonała kolejnego przewrotu w swoim życiu, gdy po tych igrzyskach przystała na propozycję zmiany barw narodowych.

Zapowiada się emocjonująca, zwłaszcza dla kibiców, walka podczas regat olimpijskich w Rio. Obie załogi żeglują w ścisłej czołówce. Ostatnie mistrzostwa świata, które odbyły się w lutym w Argentynie, Austriaczki skończyły na trzecim, a Polki na piątym miejscu.

Irmina Mrózek-Gliszczynska jest rodowitą Chojniczanką. Urodziła się 9 lutego 1992 roku. Żeglować nauczył ją ojciec, gdy miała 9 lat. Pierwszym klubem był LKS Charzykowy, a pierwszą klasą Optimist. Później żeglowała na klasie 420 i wreszcie 470. Aktualnie reprezentuje klub ChKŻ Chojnice. Z Agnieszką żegluje od listopada 2014 roku. Po niecałym sezonie udało im się wywalczyć kwalifikację olimpijską. W Rio celują w pierwszą szóstkę, ale marzą o medalu.

Irmina jest studentką Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku. Po igrzyskach planuje obronić licencjat i wrócić na wodę.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ