< Powrót
15
marca 2016
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
materiały prasowe

Piotr Kula: Nie dzielę skóry na niedźwiedziu

26 marca rozpoczynają się na Majorce regaty o Puchar Księżniczki Zofii. To ostatnia okazja dla Piotra Kuli, by w klasie Finn uzyskać kwalifikację na tegoroczne Igrzyska Olimpijskie.

W zakończonych niedawno Mistrzostwach Europy w klasie Finn, Piotr Kula (Biskupieckie Towarzystwo Żeglarskie) zajął 23 lokatę. Nie jest to wprawdzie miejsce na podium, ale początkowo Polak zajmował 34 pozycję. W wyścigu ostatniego dnia regat popłynął świetnie zajmując 2 miejsce, co ostatecznie dało mu awans o jedenaście oczek. To dowód na to, że nasz reprezentant jest w coraz lepszej formie i wciąż ma szanse na olimpijską kwalifikację. Z Piotrem Kulą rozmawiamy nie tylko o szansach na wyjazd do Rio de Janeiro.

– Jak oceniasz swój start na Mistrzostwach Europy?

– To były dość trudne zawody. Wiosna jest takim okresem, kiedy często wieje nieregularny wiatr. Pojawia się nie wiadomo skąd, zdarzają się niespodziewane lokalne wiatry. W tych regatach bywało tak, że płynąc w jedną stronę trasy siedziałem w środku łódki, a kiedy płynąłem w drugą stronę, ja i inni zawodnicy, wszyscy siedzieliśmy na balaście zasuwając na boje. Warunki były więc trudne, nieprzewidywalne. Z drugiej jednak strony rozkręcałem się w trakcie zawodów i powoli wdrapywałem się na górę tabelki. Zauważyłem duży postęp w stosunku do poprzednich lat, to mnie cieszy i to jest dobra prognoza przed regatami kwalifikacyjnymi.

– A jak postrzegasz swoją formę na Puchar Księżniczki Zofii?

– Lubię ścigać się w regularnych warunkach, a w czasie wyścigów na Mistrzostwach Europy zmiany wiatru były nawet po czterdzieści stopni. Tylko podczas ostatniego wyścigu kręcił się w okolicy piętnastu stopni. Kiedy wiatr nie płata figli i jest szansa żeby rozegrać wyścig taktycznie, to potrafię się znaleźć i utrzymać w czołówce stawki. Wierzę, że tutaj, na Majorce będzie pod tym względem dobrze, nie będzie „jazd” z wiatrem i będę miał szanse popływać właśnie w czołówce.

– Czyli wierzysz, że wciąż masz szansę na olimpijski start?

– Nie chcę rozbudzać jakichś nadziei, bo nie dzielę skóry na niedźwiedziu. Natomiast zawsze na Majorce dobrze mi się żeglowało. W tym upatruję swoją szansę. Mam jeszcze około dwóch tygodni na poskładanie paru rzeczy. Przez ponad dwa miesiące, czyli cały okres treningowy po Mistrzostwach Świata w Nowej Zelandii, najpierw odpoczywałem od żeglowania, ale w styczniu i w lutym żeglowałem w Europie. Poprawiałem te rzeczy, które należało od kilku lat poprawić. To się powoli udaje, ale mam też do pokonania trudnych przeciwników. Chodzi zarówno o ich umiejętności, jak i dość liczną stawkę konkurentów. Będzie z kim się ścigać.

– A co jest jeszcze „do poskładania”?

– Przede wszystkim musze popracować nad startami. Kiedy się wyrwę i płynę na świeżym wietrze, to gnam do boi i jest OK, ale zdarza się, że po starcie jestem w sytuacji, która nie pozwala mi rozgrywać wyścigu tak, jak bym chciał. To nie jest kwestia techniczna, bo pływać umiem. Chodzi bardziej o to, co jest w głowie. Kiedyś popełniłem zbyt wiele falstartów i zakodowała się we mnie nadmierna ostrożność. Zdarzało się, że świetne regaty potrafiłem zepsuć falstartami. Poza tym pracuję nad pływaniem kursem z wiatrem. Poprawiałem to już w Nowej Zelandii i wychodzi mi coraz lepiej.

– Czy nie czujesz frustracji z powodu tego że twoja walka o olimpijską kwalifikację wciąż nie jest rozstrzygnięta?

– Oczywiście, to mnie w jakimś stopniu obciąża, jak zresztą kilka innych rzeczy. Problemem jest na przykład to, że od maja ubiegłego roku jestem poza kadrą. Wszystko, co robię to moje działania finansowane przez indywidualnych sponsorów. Wsparcie ze strony Polskiego Związku Żeglarskiego mam minimalne i jest to efekt moich słabych wyników z ostatnich lat. To jest uciążliwe, ale tym bardziej jestem wdzięczny sponsorom, że mnie nie opuścili, mimo tego spadku formy. Czuję niepewność, bo zostało do igrzysk tylko kilka miesięcy i nie wiadomo co się wydarzy. Natomiast, jeśli załapię się do Rio, czeka mnie bardzo dużo pracy. Jeśli jednak mi się nie uda, to mój program treningowy będzie okrojony. Cóż, jest tylko jedno miejsce w kwalifikacjach i kilka mocnych krajów będzie o nie walczyć.

– Brak kwalifikacji olimpijskiej to będzie koniec świata?

– No nie! Na pewno nie będę zadowolony, ale to nie jest największe nieszczęście, jakie się człowiekowi może przydarzyć. Nie myślę jednak o tym, co to będzie, jak się nie zakwalifikuję. Skupiam się na tym, co zrobić, co poprawić, a co ulepszyć, żeby dostać się na igrzyska.

– Sprawa kwalifikacji rozstrzygnie się niebawem. A co poza tym, jak przebiegają twoje przygotowania do sezonu?

– Poza igrzyskami są jeszcze w tym roku dwie bardzo ważne regaty. W maju odbędą się Mistrzostwa Świata we Włoszech. To bardzo duża i najważniejsza po igrzyskach impreza. Z kolei we wrześniu rozegrane zostaną Mistrzostwa Polski. I z tymi zawodami wiążą się moje plany i treningi w tym roku. A jeśli chodzi o przyszłość trochę bardziej odległą, to skończyłem jakieś pięć lat temu studia i chcę wykorzystać w praktyce swoją wiedzę w pracy poza żeglarstwem.

– Poza żeglarstwem, czyli? Nie będziesz trenerem żeglarstwa?

– Z pewnością, kto raz zasmakował żeglarstwa, zostaje żeglarzem do końca życia i to się nie zmieni. Ale nigdy nie widziałem swojej przyszłości w roli trenera. Może będzie to jedna z wielu, dodatkowa rzecz, która będę się od czasu, do czasu zajmował. Czasem zdarza mi się pomagać komuś, kto stawia pierwsze kroki w żeglarstwie. Doradzam i słyszę, że moje rady są pomocne. Nie mam jednak wykształcenia trenerskiego, w przeciwieństwie do wielu moich koleżanek i kolegów, którzy jeszcze studiują, albo studiowali na Akademii Wychowania Fizycznego i mają poukładaną wiedzę w tym zakresie. Jestem z wykształcenia ekonomistą i chciałbym dzięki swojej wiedzy realizować cele biznesowe. Oczywiście, na razie skupiam się na „tu i teraz”, czyli na żeglarstwie i regatach, które przede mną.

 

Strona internetowa Piotra Kuli

PODZIEL SIĘ OPINIĄ