< Powrót
4
października 2019
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
griffin

Marzena Szuca: Dbałość o bezpieczeństwo na morzu to nasz fundament

O powstaniu i rozwoju przedsiębiorstwa oraz polskim rynku rozmawiamy z Marzeną Szucą, managerem ds. rozwoju i marketingu Griffin Group Marine.

– Kiedy powstała Griffin Group Marine?

– Firma powstała w 1991 w Szczecinie. Od początku jej istnienia pracują w niej absolwenci szkół morskich, fachowcy związani z branżą morską. Pierwotną ideą naszej działalności były kwestie związane z bezpieczeństwem życia na morzu. Zaczynaliśmy od sprzedaży  i serwisu tratw ratunkowych na polskim rynku. W kolejnych latach rozszerzaliśmy ofertę o sprzęt pokładowy, elektronikę morską, pirotechnikę. Otworzyliśmy dwa oddziały, w Gdyni i w Kołobrzegu. A następnie firma rozwinęła się i poszerzyła rynki.

– Kiedy to poszerzenie nastąpiło?

– Mniej więcej dziesięć lat temu, odpowiadając na zapotrzebowanie, zaczęliśmy rozwijać naszą działalność w nowych kierunkach i był to proces ewolucyjny, nie rewolucyjny. Zajęliśmy się dystrybucją i serwisem morskiego sprzętu LSA (life saving appilances)  – łodzi i żurawi łodziowych, wprowadziliśmy też do oferty silniki zaburtowe, ich przeglądy i serwis. To, że pracują u nas osoby związane z firmą od początku jej istnienia było bardzo pomocne. Ich wiedza i doświadczenie, znajomość branży miały ogromne znaczenie przy podejmowaniu działań związanych z rozwojem firmy i poszerzaniem zakresu działalności. Nasza firma wywodzi się z profesjonalnej gałęzi branży morskiej, ale w chwili obecnej działamy na obu rynkach: profesjonalnym i żeglarski.

– Dlaczego zdecydowaliście się wejść w sektor żeglarski?

– W Polsce coraz więcej osób uprawia żeglarstwo i motorowodniactwo. Co za tym idzie, rośnie zapotrzebowanie na sprzęt ratunkowy, elektronikę morską, która wprawdzie jest droga, ale w razie konieczności ratuje życie. Ludzie mają coraz większą świadomość tego, że nie warto oszczędzać na bezpieczeństwie. W sektorze profesjonalnym – dużych statków – kwestie bezpieczeństwa są regulowane określonymi przepisami i wymaganiami, określającymi zakres posiadanego sprzętu ratunkowego i obowiązkowe szkolenia załóg. W żeglarstwie to wygląda trochę inaczej, ale i tu przepisy oraz rosnąca wiedza żeglarzy wspomagają rozwój rynku.

– Skupiacie się na żeglarzach morskich czy jeziorowych?

– Nie dzielimy odbiorcy pod tym kątem. Staramy się odpowiadać na bieżące zapotrzebowanie. Każdy żeglarz znajdzie u nas coś dla siebie: sprzęt ratunkowy, pokładowy, elektronikę morską, sztormiaki i wiele wiele więcej.

– Co odróżnia was od konkurencji?

– Działamy kompleksowo. Oferujemy szeroki zakres produktów i jednocześnie oferujemy ich serwis. Jesteśmy związani biznesowo z największymi producentami i liderami w zakresie bezpieczeństwa życia na morzu, na świecie. Dzięki wypracowanej wieloletniej współpracy z producentami, możemy sprowadzić sprzęt dla żeglarzy na korzystnych warunkach oraz zadbać o jego profesjonalny serwis.

– Ze swoją ofertą trafiacie do klientów indywidualnych czy skupiacie się na dużych, firmowych odbiorcach?

– Naszych produktów czy usług nie reklamujemy i nie kierujemy bezpośrednio do klientów indywidualnych. Zaopatrujemy sklepy żeglarskie. Ale oczywiście, jeśli trafi do nas klient indywidualny, także go obsłużymy.

– Czy na przestrzeni lat zaobserwowaliście państwo jakieś zmiany, wahnięcia na rynku jeśli chodzi o zapotrzebowanie na wasze usługi i produkty? Chcąc utrzymać konkurencyjność musicie chyba reagować na takie zmiany bardzo szybko.

– Myślę, że każdy rynek kieruje się podobnymi prawami. Zmiany nie następują gwałtownie, ale rynek trzeba obserwować na bieżąco. Wiele decyzji gospodarczych ma także wpływ na rozwój rynku morskiego i żeglarskiego. Ale oczywiście oprócz standardowych czynników rozwój rynku związany jest także z nowinkami technicznymi, technologicznymi. Sprzęt jest coraz lepszy, nowocześniejszy, dostosowany do potrzeb współczesnego odbiorcy. Tam gdzie nie mówimy tylko o wymaganiach wynikających z przepisów klient kieruje się własnymi potrzebami. Jeśli ktoś inwestuje co jakiś czas w lepszy, nowszy telefon, to dlaczego – jeśli go na to stać – nie miałby inwestować w coraz doskonalsze urządzenia ratujące życie? Oczywiście, rynek się rozwija i my dostosowujemy się do coraz to nowych realiów. Wzbogacamy naszą ofertę.

– Zawsze udaje się wam trafić w gusta i zapotrzebowania klientów?

– Z tym jest różnie. Niektóre „nowinki” okazują się być strzałem w dziesiątkę, inne się nie przyjmują. Wszystko weryfikuje rynek, a my poszerzamy ofertę i dlatego na przykład wprowadziliśmy do sprzedaży silniki zaburtowe czy skutery. Nasza infrastruktura pozwala nam rozbudowywać się i oferować to, czego domaga się rynek.

– A ten rynek jest duży w porównaniu z krajami tradycyjnie uznawanymi za morskie?

– Nie możemy porównywać się do krajów śródziemnomorskich, czy skandynawskich, gdzie zapotrzebowanie na takie towary i usługi, jak nasze, jest znacznie większe. Jesteśmy malutkim rynkiem, choć potencjał branży jachtowej należy do największych na świecie. Tyle że, o ile nasze stocznie produkują doskonałe, cieszące się uznaniem na całym świecie jachty, o tyle ich zagraniczni odbiorcy wyposażenie do jednostek sprowadzonych z Polski kupują już u siebie.

– Współpracujecie ze stoczniami?

– Tak, jednak stocznie jachtowe są nastawione na bezpośrednią współpracę z producentami. Zatem współpraca ze stoczniami to tylko jeden z kanałów dystrybucji produktów.

– Wspomniała pani o zmianach i dostosowywaniu się do potrzeb rynku – czy w przyszłym roku zaoferujecie klientom nową ofertę?

– Oczywiście. Nie o wszystkim mogę powiedzieć, bo dziś jest to jeszcze tajemnica handlowa, ale szykujemy dwie nowości. Jedną w sektorze żeglugi rekreacyjnej. Tu chodzi o wprowadzenie do oferty nowej marki silników zaburtowych. Druga nowość dotyczy sektora profesjonalnego.

– Zmiany i nowości podyktowane są bieżącymi potrzebami i oczekiwaniami klientów. Udaje się wam za nimi podążać?

– Staramy się być przygotowani na zachodzące zmiany. Także w sferze przepisów prawnych dotyczących żeglugi. Nasi dostawcy działają podobnie. Śledzimy rynek, jeździmy na targi, spotykamy się z producentami, bo to oni zawsze najlepiej wiedzą, jakie zmiany są przygotowywane.

– Ale u podstaw działalności firmy pozostanie bezpieczeństwo ludzi na wodzie?

– Tak, z pewnością sfera bezpieczeństwa i ochrony życia ludzkiego na wodzie to fundament naszej firmy. I jest to dla nas bardzo ważny aspekt działalności. Dlatego uczestniczymy w regatach jako sponsor, edukujemy naszych potencjalnych klientów. Rozwijamy tą działalność edukowania rynku ponieważ chcemy wykorzystać nasze ogromne doświadczenie i uświadamiać użytkowników jak ważne jest posiadanie sprawnego sprzętu ratującego życie. Pokazujemy, jak działa sprzęt, jak z niego korzystać. Tak było choćby podczas gdyńskich targów Wiatr i Woda, gdzie pokazywaliśmy, jak reagować na wodzie w razie niebezpieczeństwa (jak otworzyć tratwę, albo jak założyć kombinezon w trudnych, sztormowych warunkach, jak zachować się na morzu w takiej sytuacji). Okazuje się bowiem, że czasem samo posiadanie na pokładzie jachtu wyposażenia nie jest równoznaczne z umiejętnością jego użycia. Będziemy niebawem organizować drugą konferencję skierowaną do rynku profesjonalnego dotyczącą wyposażenia LSA (life saving appilances). Ponadto utrzymujemy kontakt z instytucjami i organizacjami działającymi w interesującym nas obszarze. Naszą misją jest dostarczanie najlepszej jakości produktów i serwisu sprzętu oraz edukacja  środowiska morskiego w celu zapewnienia sprawnego ratowania życia ludzi na morzu.

griffinMarzena Szuca – manager ds. rozwoju i marketingu Griffin Group Marine. W firmie pracuje od 2011 roku i odpowiada za dobre relacje, umowy z zagranicznymi dostawcami oraz za wizerunek firmy.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ