< Powrót
5
października 2017
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Wiesław Seidler
Mira Urbaniak i szczeciński zespół „Pomerania Singers” podczas pierwszej edycji wspólnego śpiewania „Hymnu do Bałtyku”.

Mira Urbaniak – człowiek instytucja w morskim żywiole

Mira Urbaniak, znana żeglarka, aktywnie działająca na rzecz środowiska żeglarskiego, członkini Bractwa Kaphornowców, została społeczną pełnomocniczką burmistrza Helu ds. żeglarstwa i wychowania morskiego. W rozmowie z nami Mira opowiada o projektach, które będzie realizować w nowej roli.

– Pełnomocniczką burmistrza chyba jeszcze nie byłaś?

– Rzeczywiście, ale myślę, że mam odpowiednie kwalifikacje. Działam na Helu jako wolontariuszka. Złożyłam do budżetu miasta kilka projektów i zabieram się do roboty.

– Jeden z twoich pomysłów – murale powstające w porcie – jest już w Helu realizowany…

– Tak. I będziemy ten projekt kontynuować. Chcę, by teraz powstały obrazy samolotów Morskiego Dywizjonu Lotniczego oraz dekret Piłsudskiego powołujący Marynarkę Wojenną, a także portret wczasowiczki z epoki dwudziestolecia. W ten sposób uczcilibyśmy stulecie przyznania w Polsce praw wyborczych kobietom.

– Za rok będziemy obchodzić setną rocznicę Hymnu do Bałtyku, a jesteś z tą pieśnią związana szczególnie…

– Staram się, żeby za dwa lata, w stulecie powstania hymnu, stanęły na falochronie odsłuchy umożliwiające mieszkańcom wysłuchanie tej pieśni i Hymnu Kaszubów. Autorem obu kompozycji jest Feliks Nowowiejski. Wspólne śpiewanie Hymnu do Bałtyku to doroczna tradycja, którą zainicjowałam w Szczecinie, a teraz chciałabym przenieść na grunt helski.

– Ale to nie jedyne twoje inicjatywy „historyczne”?

– Zaproponowałam władzom miasta, by wspólnie z Puckiem wydać kalendarz upamiętniający Morski Dywizjon Lotniczy. Kolejny projekt, który staram się wcielić w życie, to „Opowieści z helskich ulic”. Ten pomysł spotkał się z przychylnością dyrekcji helskiej szkoły, a chodzi o to, żeby utrwalić pamięć o historycznych domach, których w mieście przecież nie brakuje. Ja mieszkam w jednym z takich domów, które Piłsudski w 1932 roku wybudował dla swoich żołnierzy. W jego piwnicy mieściła się przez pewien czas komenda portu. „Schleswig-Holstein” miał za zadanie zniszczyć ten budynek, ale ostrzał był niecelny i dom ocalał. Co jakiś czas można te wszystkie wartościowe obiekty oznaczać tablicami, na których byłby opis dziejów danego miejsca i funkcji, jaką w przeszłości pełniło. W realizację tego przedsięwzięcia zaangażowana byłaby młodzież i słuchacze uniwersytetu trzeciego wieku. Zbieraliby informacje o obiektach, weryfikowaliby je i spisywali.

– No właśnie, uniwersytet trzeciego wieku. To także twój pomysł.

– Dokładnie to się nazywa Uniwersytet Pod Żaglami. Inauguracyjne zajęcia organizujemy z okazji Dnia Edukacji Narodowej 13 października. W programie czytanie Conrada i Borchardta. Przyjedzie Marek Szurawski z Lublina, który zaśpiewa szanty, przedstawi garść morskich opowieści, a na koniec zaprosimy wszystkich na jego wykład pod tytułem „Otwarty trening dla umysłu, czyli jak się uczyć w wieku dojrzałym”. Marek poza tym, że jest znanym szantymanem i gawędziarzem, zajmuje się właśnie technikami twórczego myślenia i treningu pamięci. Dodam jeszcze, że gościć będziemy też panią Ewę Ostrowską, ostatnią sekretarkę kapitana Borchardta, która przybliży nam tę kultową postać.

– Nad czym teraz pracujesz?

– Zarząd portu w Helu zdecydował o podwyższeniu postojowego o czterdzieści procent. Zaproponowałam coś, co wymyślili moi koledzy ze Szczecina i co sprawdziło się tam znakomicie. Otóż większe jachty i oldtimery, pod pewnymi warunkami, mogą skorzystać z pięćdziesięcioprocentowego upustu.

– Jakie to warunki?

– Po pierwsze, cumujące u nas jednostki są otwarte dla zwiedzających. Chodzi głównie o okres wakacyjny. Gdyby przypłynął tu „Zawisza Czarny” z pewnością cieszyłby się dużym zainteresowaniem turystów. Poza tym chcę, by żeglarze uczestniczyli w spotkaniach z młodzieżą, opowiadali o żeglarstwie, historii swoich jednostek. To sprawdza się w innych miastach, na przykład w Gdańsku, gdzie Jurek Wąsowicz uczestniczy w takich spotkaniach. A jeśli jeszcze na zakończenie wakacji udałoby się zorganizować krótki rejs z dziećmi na pokładzie takiego jachtu, to byłoby znakomicie.

– A plany przyszłoroczne?

– Chciałabym zaprosić do nas jachty uczestniczące w szczecińskim zlocie oldtimerów. To będą głównie jachty niemieckie, ale skoro pojawią się w Szczecinie i będą płynąć do Gdańska na zlot Baltic Sail, to dlaczego po drodze nie miałyby zawitać do Helu? Żeglarze przypłynęliby do nas 28 czerwca, ugościlibyśmy załogi, a dzień później odpłynęliby pod żaglami czyniąc piękne tło na święto Piotra Rybaka, patrona Helu. Tego dnia organizowane jest też doroczne święto miasta.

– Będziesz miała co robić. Masz jeszcze jakieś marzenie związane z Helem i żeglarstwem?

– Hel jest przede wszystkim portem rybackim. Marzy mi się, że powstanie tu marina żeglarska z prawdziwego zdarzenia. Warto budować w tym mieście tradycje żeglarską, bo to ostatni polski port do wyjścia w morze i pierwszy przy powrocie. Warto, żeby zawijali do nas żeglarze. Dzięki temu sieć przystani wzbogaciłaby się o kolejny punkt. Wszyscy na tym skorzystają. I żeglarze, i mieszkańcy miasta.

Zaproszenie na zajęcia Uniwersytetu pod Żaglami