< Powrót
6
listopada 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Katarzyny Miarczyńskiej
Katarzyna Miarczyńska
Katarzyna Miarczyńska z córką Magdaleną.

Mistrzynie i mistrzowie drugiego planu: Katarzyna Miarczyńska

Na co dzień w cieniu swoich partnerów i partnerek, ogarniają wspólne życie „od zaplecza”. Nie stają na podium, nie odbierają pucharów i gratulacji. Obiektywy kamer na ogół ich nie zauważają, ale bez nich sukcesy żeglarskich sław często nie byłyby możliwe. Nam opowiadają o życiu u boku najsłynniejszych polskich żeglarzy.

Rozmawiamy dzisiaj z Katarzyną Miarczyńską, żoną Przemysława – brązowego medalisty Igrzysk Olimpijskich w Londynie 2012 w klasie RS:X, multimedialisty mistrzostw Europy i świata, a obecnie trenera kadry RS:X.

– Podobno panią i Przemka połączył windsurfing…

– Byłam zawodniczką Bazy Mrągowo, a Przemek SKŻ Ergo Hestia Sopot i jeździliśmy na te same regaty. Później oboje znaleźliśmy się w kadrze i spotykaliśmy na zgrupowaniach. W 1996 roku na regatach w Kadyksie zaskoczyło i zaczęliśmy się spotykać.

– Rywalizowaliście na wodzie?

– Zdarzało się. I Przemek był zdecydowanie lepszym zawodnikiem. Mam jednak do dzisiaj satysfakcję, że raz, kiedy był jeszcze juniorem, udało mi się z nim wygrać.

– Jak się później potoczyła pani kariera sportowa?

– Na początku studiów nie dostałam się do kadry, mniej jeździłam na zgrupowania, doszły też nowe obowiązki na uczelni. Nie wróciłam już do reprezentacji. Ale pasja do spędzania wolnego czasu na wodzie została i to wciąż duża część mojego życia. Rozumiem ten sport i sądzę, że to pomaga naszemu związkowi.

– Jako doświadczona zawodniczka wiedziała pani, jak wygląda życie sportowca – ciągłe wyjazdy, regaty, zgrupowania. Nie obawiała się pani wspólnego życia z Przemkiem w takich warunkach?

– Szczerze mówiąc na początku nie wybiegałam tak daleko w przyszłość. Później doszłam do wniosku, że znajdziemy sposób, żeby było dobrze miedzy nami, pomimo częstej nieobecności Przemka. Kiedy tylko mogłam, towarzyszyłam mu w wyjazdach. Później również z naszymi dziećmi. Razem zwiedziliśmy kawałek świata. Dla nas obojga spędzanie czasu z rodziną było i jest ważne.

Katarzyna Miarczyńska

Patryk, Przemek i Ewa Miarczyńscy na podium.
Fot. arch. Katarzyny Miarczyńskiej

– Nie było nigdy zazdrości, że to on walczy o medale olimpijskie, a nie pani?

– Nigdy, zawsze mu kibicowałam i bardzo się cieszyłam z sukcesów. A jeśli mu nie szło, szukałam sposobów, żeby go wesprzeć, pocieszyć. Starałam się nie przysparzać mu dodatkowych trosk,  żeby łatwiej było mu skupić się na ściganiu.

– Co pani czuła, kiedy mąż zdobył brązowy medal na igrzyskach w Londynie w 2012 roku?

– To był niezapomniany moment. Nie byłam w stanie oglądać wyścigu medalowego, bo jako windsurferka wiedziałam, ile rzeczy może pójść nie tak. Obejrzałam dopiero powtórkę. Jak kolega zadzwonił, że Przemek zdobył medal, upewniałam się, czy na pewno już po wyścigu i wynik się nie zmieni. Euforia była wielka – to były czwarte igrzyska męża i wiem, ile pracy włożył, żeby zdobyć ten brąz.

– Teraz, kiedy Przemek zakończył karierę sportową i został trenerem, sytuacja się zmieniła?

– Dzieci podrosły, muszą chodzić do szkoły, więc zmniejszyła się liczba wspólnych wyjazdów. Poza tym jako trener Przemek ma jeszcze mniej czasu – musi myśleć o zawodnikach, organizacji i logistyce wyjazdów, treningach…

– Kiedy mąż wraca z wyjazdów łatwo odnajduje się w życiu domowym?

– Bardzo łatwo! Podczas jego nieobecności ja jestem kapitanem statku, a kiedy wraca – jest nas dwóch. Każdy ma  swoją wachtę i wie co robić, żeby wszystko funkcjonowało. Dzieci uwielbiają kiedy jesteśmy w komplecie, bo więcej jest aktywności na świeżym powietrzu, rowerów, piłki czy wspólnych wypraw.

Katarzyna Miarczyńska

Fot. arch. Katarzyny Miarczyńskiej

– Kto zachęca dzieci do uprawiania sportu?

– Myślę, że oboje w podobnym stopniu. W tym roku zapisaliśmy dwójkę starszych do UKS Hals przy SKŻ Ergo Hestia Sopot, żeby nauczyły się windsurfingu lub kitesurfingu. Nie wywieramy presji, chcemy, żeby umiały spędzać czas na wodzie.

– Pływa pani jeszcze na desce?

– Schodzę na wodę w każdej możliwej chwili. W tym roku oświadczyłam mężowi, że chcę się nauczyć pływać na foilu. Pierwsze kroki mam już za sobą, ale przy wielu moich obowiązkach, brakuje czasu, żeby systematycznie ćwiczyć.

– To Przemek wprowadził panią w świat foila?

– Instrukcję dostałam na brzegu, a na wodzie musiałam radzić sobie sama. Ale kiedyś, kiedy jeszcze oboje się ścigaliśmy, poszliśmy na wspólny trening i Przemek faktycznie mi doradzał. Efekt nie był dobry, bo się kłóciliśmy. Trochę szkoda, dzisiaj już wiem, że nie ma lepszego trenera od niego.

– W marcu wybuchła pandemia COVID-19, przez którą świat – także sportowy – stanął w miejscu. Jak wpłynęło to na rodzinę Miarczyńskich?

– To był rodzinny czas. Mogłam się nacieszyć obecnością Przemka w domu. Najbardziej skorzystały dzieci, zwłaszcza podczas pełnego lockdownu. A teraz wykorzystaliśmy fakt, że lekcje w szkole odbywają się zdalnie i całą rodziną dołączyliśmy do męża, który jest na zgrupowaniu w Vilamourze w Portugalii. 22 listopada rozpoczną się tam mistrzostwa Europy w klasie RS:X. Wprawdzie pogoda nie jest najlepsza, ale najważniejsze, że jesteśmy razem.

Katarzyna Miarczyńska, była zawodniczka Bazy Mrągowo, KS AZS AWFiS Gdańsk oraz kadry narodowej. Największe sukcesy odnosiła w klasie Mistral. Absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku, specjalność: trener żeglarstwa. Z mężem mają trójkę dzieci: 11-letnią Ewę, 9-letniego Patryka i roczną Magdalenę.

Przemysław Miarczyński, ur. 26 sierpnia 1979 roku w Gdańsku. Jeden z najbardziej utytułowanych polskich żeglarzy, brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w Londynie w klasie RS:X i multimedialista mistrzostw świata i Europy w Mistralu i RS:X. Związany z SKŻ Ergo Hestia Sopot. Od 2016 roku trener kadry mężczyzn klasie RS:X.