< Powrót
29
października 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
archiwum rodziny Myszków
Myszka
Zuzanna i Piotr z dziećmi.

Mistrzynie i mistrzowie drugiego planu: Zuzanna Myszka

Na co dzień w cieniu swoich partnerów i partnerek, ogarniają wspólne życie „od zaplecza”. Nie stają na podium, nie odbierają pucharów i gratulacji. Obiektywy kamer na ogół ich nie zauważają, ale bez nich sukcesy żeglarskich sław często nie byłyby możliwe. Nam opowiadają o życiu u boku najsłynniejszych polskich żeglarzy.

Dziś rozmawiamy z Zuzanną Myszką, żoną trzykrotnego mistrza świata w windsurfingowej klasie RS:X, medalisty mistrzostw Europy i olimpijczyka Piotra Myszki (KS AZS AWFiS Gdańsk).

– Zacznijmy od początku. Jak się poznaliście?

– Śmieję się, że męża daleko nie szukałam. Poznaliśmy się na studiach, na Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku, a Piotr był moim sąsiadem w akademiku. Minął jednak rok znajomości, zanim coś między nami zaiskrzyło.

– Od początku pani wiedziała, że to partner, którego dość często nie będzie w domu?

– Niby wiedziałam, bo on rzadko bywał w akademiku. Z drugiej strony, człowiekowi zdaje się, że wie co i jak, ale nie mogłam dokładnie wiedzieć, czego się spodziewać. Te jego częste nieobecności zresztą nie przeszkadzały mi tak bardzo. Fajnie się nam rozmawiało, kiedy był na miejscu. Przywoził wiele informacji z całego świata, a czasem uczył się za granicą czegoś nowego. Potrafił na przykład przyrządzić sałatkę grecką w czasach, kiedy nie było to u nas tak popularne. Wtedy nie wybiegałam w przyszłość aż tak bardzo.

– Jak dawno temu to było?

– W tym roku mija dwadzieścia lat.

– Przez te dwie dekady zdarzały się wam chyba trudniejsze momenty?

– Oczywiście. Na początku łatwo nie było, przechodziliśmy różne etapy. Ale dobre jest to, że z czasem wszystko można sobie wspólnie poukładać, wypracować. Dziś mamy wytrenowane działanie w jednej ekipie i funkcjonowanie w niej bez zbędnych frustracji, mimo częstych nieobecności Piotra.

– Musiała się pani nauczyć funkcjonować w takim nietypowym tandemie…

– Najpierw ze wszystkim czekałam na Piotra. Mówiłam sobie, że jak wróci to zrobimy to czy tamto razem, że razem z dziećmi gdzieś pojedziemy i tak dalej, i tak dalej. Ale z czasem zaczęłam myśleć, że nie mogę tak ze wszystkim czekać na niego, bo moje własne życie ucieknie sprzed nosa. Teraz każde z nas ma swoją działkę, w której się porusza. Każdy ma też swoje życie, ale wciąż, kiedy się spotykamy, lubimy spędzać czas ze sobą.

– Podczas nieobecności męża ciężar obowiązków i wychowania dzieci spada na panią. Łatwo w takiej sytuacji znaleźć czas na własne pasje i samorealizację?

– Próbuję tak sobie wszystko poukładać, żeby macierzyństwo nie pochłonęło mnie całkowicie. Jednym ze sposobów na to jest założony w 2018 r., wspólnie z Piotrem, startup Waves Harmony – właśnie harmonia jest dla nas najważniejsza i staramy się ją zachować. Pracujemy razem, bo naprawdę świetnie się dogadujemy. Polega to na treningach za pomocą czytania fal mózgowych. Ja jestem psychologiem i wykorzystuję swoją wiedzę z zakresu neuropsychologii i kwestii koncentracji. On nadaje kierunek tym treningom. Prowadzimy je wspólnie. On na początku opowiada o celu spotkań, potem ja prowadzę treningi, potem ewentualnie dodaje kilka wskazówek np. w kwestiach dotyczących dotyczących radzenia sobie ze stresem. Pracujemy z menadżerami biznesowymi, kadrą zarządzającą. Wszystko rozwijało się całkiem dobrze, ale teraz oczywiście pandemia zmusiła mnie do przekierowania działalności zawodowej na inne pola.

– Jako żona sportowca, uprawia pani sport?

– Trzy kwestie są dla mnie najważniejsze. Dbałość o własne zdrowie, o rozwój zawodowy i o rodzinę. W tym wszystkim sport zajmuje ważne miejsce, ale zdecydowanie na poziomie amatorskim. Uważam, że bez sportu i ćwiczeń nie byłabym skuteczna jako psycholog. Biorę udział w triathlonie – biegam, pływam i jeżdżę na rowerze. Niestety, Piotr nieczęsto mi towarzyszy w moich treningach, bo on jest tak wytrenowany i reprezentuje taki poziom, że kiedy ja docieram do granic własnej wytrzymałości, on nawet nie jest spocony. Jeśli już jedzie ze mną potrenować, to raczej dla relaksu. Sport nie jest mi obcy, biegam od 15 roku życia, ale różnica między nim, a mną jest ogromna.

– On jest profesjonalistą w sporcie wyczynowym na najwyższym poziomie, ale czy sprawdza się jako domownik?

– Z nim jest tak, że doskonale radzi sobie ze sprawami domowymi. Momentalnie włącza się „do systemu”. Jest rannym ptaszkiem, więc wstaje wcześniej ode mnie i robi śniadanie. Nasze dzieci maja 4, 8 i 11 lat, więc Piotr doskonale sprawdza się, zwłaszcza teraz, w roli domowego nauczyciela. Pomaga dzieciom odrabiać lekcje, zajmuje się też najmłodszą córką. Popołudniami, kiedy ja idę do pracy, zajmuje się całą trójką.

– Czy w czasie rozłąki utrzymujecie stały kontakt, czy raczej pochłonięci swoimi sprawami tęsknicie i czekacie na jego powrót do domu?

– Na początku, tych 20 lat temu, nie było takich możliwości kontaktu jak teraz. Zdarzało się, że zanim zdążyliśmy sobie powiedzieć, co u nas słychać, to już kończyły się impulsy telefoniczne. Teraz bywa tak, że Piotr jest w Australii i pomaga mi pilnować dzieci przez Skypa.

– Długi staż małżeński to często przyczyna popadania w małżeńska rutynę. Wam ona chyba jednak nie grozi…

– Jesteśmy małżeństwem 20 lat, ale tak naprawdę to krócej. Właśnie przez te jego częste wyjazdy. Kiedy człowiek widuje się rzadziej, mniej ma okazji do denerwowania się na tę drugą osobę, szybciej tęskni.

– A zawsze pamiętacie o urodzinach, rocznicach ślubu?

– Z tym bywa różnie. Zdarza się nam zapominać o własnych rocznicach. Na szczęście moja mama zawsze pamięta i w razie czego nam przypomina.

– Czy Piotr umie docenić, także publicznie, pani udział w jego sukcesie, nie tyle sportowym, ile osobistym, rodzinnym?  

– Żeglarze, z tego co zauważyłam, w ogóle nieskorzy są do wynurzeń. Ale Piotr często podkreśla moją rolę. Także przy okazji odbierania nagród za osiągnięcia. To dla mnie ważne, bo sama z siebie żartuję, że „pracuję na magazynie”. Wykonuję pracę, której nie widać. Każdy niby podziwia, ale wzrok i tak kieruje na mojego męża. Jednak oboje wiemy, że w małżeństwie działamy jako zespół. Piotr mnie wspiera, pomaga i troszczy się o dzieci. Umie też znaleźć wyjście z trudnych sytuacji. Poza tym, ciąży na nim spora odpowiedzialność.

– Jaka?

– Mamy trójkę dzieci, ale ze względu na jego aktywność sportową, ja nie mogę pracować w takim samym wymiarze, jak inni. Muszę sporo czasu poświęcać dzieciom. To wiąże się z niższymi dochodami, a co za tym idzie, rośnie presja wyniku, jaki Piotr osiągnie na regatach. Presja jest duża, a on świetnie sobie z nią radzi. To ważne, bo teraz często już rywalizuje z zawodnikami o połowę młodszymi od siebie. Oni wrócą do domu, w którym mama zapełni im lodówkę i poda obiad na stół. On tak nie ma. Wraca do rodziny i od razu trafia w wir domowego życia i obowiązków. To nie jest łatwe, ale daje radę.

– Planujecie wspólną przyszłość, kiedy mąż zakończy karierę i zrezygnuje z wyczynowego uprawiania sportu?

– Myślę, że to niemożliwe żeby skończył ze sportem na stałe. On jest przyzwyczajony do tego rytmu, a poza tym pływanie sprawia mu ogromną frajdę. Z drugiej strony, to człowiek spełniony jeśli chodzi o sport. Poza igrzyskami olimpijskimi, oczywiście. Ten startup był takim naszym pomysłem na przyszłość, już po karierze wyczynowej. Postanowiliśmy zbudować coś innowacyjnego, a wiemy że takie rzeczy długo przebijają się na rynku. Dlatego i teraz, i w przyszłości będziemy mieli co robić.

Zuzanna Myszka – magister Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku oraz Uniwersytetu SWPS (psychologia). Od 9 lat prowadzi własną praktykę psychologiczną. Założycielka firmy Waves of Harmony. Mama trójki dzieci, triathlonistka.

Piotr Myszka
urodzony: 25.07.1981 r. w Mrągowie
klub: KS AZS AWFiS (wcześniej Baza Mrągowo)
klasa: RS:X
pierwsi trenerzy windusrfingu: Mariusz Nalewajek, Tomasz Gintowt
trenerzy kadry: Paweł Kowalski, Cezariusz Piórczyk

Wybrane sukcesy:
wicemistrz świata – Perth 2011
mistrz Europy – Burgas 2011
brązowy medalista ME – Funchal 2012
zdobywca Pucharu Polski – Puck 2013
mistrz świata – Kerteminde 2010, Perth 2011, Ejlat 2016
czwarte miejsce – igrzyska olimpijskie 2016 w Rio de Janeiro

PODZIEL SIĘ OPINIĄ