< Powrót
21
października 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Pedro Martinez/Sailing Energy
Kołodziński

Paweł Kołodziński: Cały czas idziemy do przodu

49er Team Przybytek&Kołodziński, mimo ograniczeń spowodowanych pandemią, całkiem dobrze radził sobie w tegorocznych imprezach regatowych. Udaną passę przerwał wypadek, któremu Paweł uległ podczas startu w Kieler Woche. Sytuacja była bardzo poważna i początkowo wydawało się, że złamanie kości udowej lewej nogi na długo wyeliminuje naszego olimpijczyka ze sportowej rywalizacji. Dziś on sam opowiada nam nie tylko o skutkach wrześniowego wypadku.

– Zanim porozmawiamy o tym, co zdarzyło się na Kieler Woche (5-13 września 2020 r.), chcę prosić cię o podsumowanie dekady wspólnego żeglowania z Łukaszem w klasie 49er…

– W ciągu tych 10 lat zebraliśmy na swoim koncie ogromny bagaż doświadczeń regatowych i sportowych. Lataliśmy we wszelkie możliwe miejsca, gdzie ścigaliśmy się z najlepszymi żeglarzami. Osiągnęliśmy wysoki poziom sportowy – dwukrotnie reprezentowaliśmy Polskę na igrzyskach olimpijskich, dwa razy zajęliśmy czwartą lokatę na mistrzostwach świata, wywalczyliśmy brązowy medal na mistrzostwach Europy, mamy 7 tytułów mistrzów Polski. To daje owoce i uważam, że mamy naprawdę pokaźne doświadczenie. Mamy na czym bazować pracując ze sztabem Polskiego Związku Żeglarskiego nad najlepszym przygotowaniem do startu w przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio. Oczywiście, PZŻ do 30 kwietnia przyszłego roku ma czas na podjęcie decyzji, która załoga wystartuje w Japonii w klasie 49er, ale my jesteśmy skoncentrowani na tym, by cały czas dawać z siebie jak najwięcej i godnie reprezentować Polskę.

– Mówiłeś o waszych sukcesach, ale czy patrząc wstecz widzisz coś, co mogliście i powinniście zrobić lepiej?

– Z perspektywy czasu oceniam, że powinniśmy dużo wcześniej rozpocząć pracę z trenerem mentalnym. To bardzo wzbogaca nasz warsztat sportowy, a równocześnie  pomaga w pracy szkoleniowej naszemu trenerowi Pawłowi Kacprowskiemu. Przy okazji mam radę dla zawodników stawiających pierwsze kroki w żeglarstwie wyczynowym – korzystajcie ze wsparcia mentalnego. Jeśli ktoś ma opory, bo uważa, że jemu pomoc psychologiczna nie jest potrzebna, że nie ma problemów, robi błąd.

– No dobrze, wróćmy do wypadku na regatach w Niemczech. Znaleźliście się w sytuacji kryzysowej, musieliście zmienić wiele planów…

– Cóż, doszło do wypadku, którego efektem jest moja kontuzja. Musieliśmy zmodyfikować nasze plany, ale nie nazwałbym tego sytuacją kryzysową. Kontuzje są wpisane w specyfikę sportu, są częścią gry. My przełożyliśmy nasze przygotowania olimpijskie, uwzględniliśmy w nich nowe czynniki, jak choćby proces leczenia i gojenia urazu, ale cały czas jesteśmy mentalnie na pokładzie naszej łódki. Nasze głowy są w gotowości startowej.

– Jak wygląda twój dzień w roli rekonwalescenta?

– Ja jestem skowronkiem, budzę się i wstaję bardzo wcześnie. Rano mam chwilę dla siebie, więc wykonuje kilka pierwszych ćwiczeń, potem pracuje na komputerze, a później podrywam do życia moją rodzinę. Mamy dwóch wspaniałych synów i reszta poranka upływa nam na przygotowaniach do przedszkola i zajmowaniu się bobasem. Potem jadę do kliniki Rehasport, gdzie odbywam ograniczony trening fizyczny, bo częściowo mogę normalnie trenować, a dodatkowo zajmuje się mną fizjoterapeuta. Wczesnym popołudniem wracam do domu, jem obiad, chwila drzemki, no i później przychodzi czas na „pracę głową” żeby być na pokładzie 49er i zachowywać gotowość startową. Oczywiście, tak nie jest codziennie. Proces gojenia polega też na tym, że tkanki potrzebują czasu i spokoju, więc dajemy nodze odpocząć. Przy tego typu kontuzji i możliwościach współczesnej medycyny, od początku miałem na nodze jedynie szwy i opatrunek, które po dwóch tygodniach zostały zdjęte. Od tego momentu mam pokaźną bliznę. Wprawdzie niewidoczną na co dzień, ale wiem, że ona tam jest.

– Jakie są najbliższe rokowania, kiedy wznowicie treningi?

– W ciągu najbliższych dwóch tygodni będę miał diagnozę. Lekarze ustalą, jak sytuacja wygląda na ten moment, i jakie dalsze kroki trzeba podjąć. Optymistyczne założenie jest takie, że wznowimy treningi na pokładzie łódki na początku przyszłego roku. Myślimy pozytywnie i stopniowo się do tego przygotowujemy. Kiedy już wrócimy na pokład, to będziemy pracować normalnym trybem nad trymem, prędkością i techniką. Oczywiście, pierwsze zejścia na wodę po takiej mocnej kontuzji, to będzie moment, żeby przyjrzeć się sytuacji i moim możliwościom. Ocena medyczna po zabiegu jest jednak taka, że odzyskam pełną sprawność, więc jesteśmy spokojni o przyszły rok.

– A jakie, poza startem na igrzyskach, macie plany na przyszły rok?

– Początkowo będziemy w Europie. W lutym zaplanowane jest Grand Prix Portugalii w Vilamourze i chcemy tam wystartować. Co dalej, nie wiemy. Trudno dziś przewidzieć, kto podejmie się organizacji kolejnych imprez regatowych na świecie. Jeśli my będziemy reprezentować Polskę na igrzyskach w klasie 49er, to chcielibyśmy jak najdłużej trenować i ścigać się na akwenie olimpijskim w Japonii. Liczymy się jednak z tym, że może być i tak, że pojedziemy tylko na okres igrzysk i będziemy walczyć z innymi bez możliwości dłuższego zapoznawania się z akwenem.

– Macie rozeznanie, jak przygotowują się do igrzysk wasi konkurenci? Czy inne reprezentacje także zmodyfikowały swoje tegoroczne plany startowe i treningowe?

– Tydzień temu zakończyły się mistrzostwa Europy w Austrii. Tam była europejska czołówka, ale nie w całości. Część załóg wybrała regaty treningowe w Hiszpanii, żeby móc żeglować na większej fali. Jedni wybierają treningi w Portugalii, żeby korzystać z lepszych fal i intensywniej trenować, inni wolą żeglować bliżej domu. A regat w najbliższym czasie nie będzie. Trudno planować cokolwiek z wyprzedzeniem. Wszyscy czekamy na igrzyska.

– Mijający rok był szczególny. Zmiana wielu planów była koniecznością nie tylko w waszym przypadku. Jak sobie radziliście w obliczu treningowych i regatowych ograniczeń?

– Pozmieniały się nasze plany sportowe, ale mieliśmy to szczęście, że byliśmy „skoszarowani” w Narodowym Centrum Żeglarstwa w Gdańsku Górkach Zachodnich, gdzie od maja do września panowały fantastyczne warunki. Mogliśmy trenować na Zatoce Gdańskiej i na Wiśle Śmiałej. Mieliśmy dużo szukania prędkości, pracy nad trymem. Poza tym wszystko układało się nieźle. Wykorzystaliśmy owocnie Olimpic Week w Danii, gdzie zajęliśmy drugie miejsce. Z kolei eliminacje w Kieler Woche przeszliśmy gładko i do momentu wypadku szło nam bardzo dobrze. Proces został przerwany, ale wrócimy do treningów i startów i będziemy robić swoje.

– Jak oceniasz ten rok?

– Z całego roku wyciągnęliśmy dużo pozytywów. Wzbogaciliśmy myślenie o treningach i komunikacji w teamie. Staramy się z każdej sytuacji wyciągać coś pozytywnego. Niektórzy nie dostrzegają takich możliwości, ale my tak. Pracujemy z najlepszymi ludźmi na świecie, rozwijamy się. Kiedy zamyka się jedna furtka, otwieramy inną. Cały czas idziemy do przodu.

Paweł Kołodziński
urodzony: 07.01.1988 r. w Gdańsku
klub: AZS AWFiS Gdańsk
klasa: 49 er (załogant)
trener kadry: Paweł Kacprowski
wybrane sukcesy:
2 miejsce w Żeglarskim Pucharze Świata w Santander – 2017
8 miejsce w Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro – 2016
4 miejsce podczas mistrzostw Europy – 2016
brązowy medalista mistrzostw Europy – 2015
mistrz Polski w klasie 49er – 2015
13 miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie – 2012

PODZIEL SIĘ OPINIĄ