< Powrót
27
września 2016
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Grzegorz Prokopowicz

Piotr Cichocki: Te wyścigi śnią mi się po nocach

Polska reprezentacja w klasie SKUD18 zajęła czwarte miejsce podczas igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro. Piotr Cichocki i Monika Gibes startowali w Brazylii jako kandydaci do medalu. Niestety do podium zabrakło im jednego punktu.

O zakończonych niedawno igrzyskach, utraconej szansie na medal i planach na najbliższą przyszłość rozmawiamy z Piotrem Cichockim.

– Jak podsumujesz wasze starty w Rio?

– Co tu podsumowywać, skoro to cały czas tkwi w mojej głowie? Rano, wieczorem, w nocy rozgrywam wyścig za wyścigiem… Podsumowanie chyba musi odzwierciedlać wynik jaki osiągnęliśmy. Czasem jest tak, że regaty wychodzą ci niemal od niechcenia, bez najmniejszych problemów, a w Rio cały czas mieliśmy „pod górkę”. No i ten nieszczęsny drugi wyścig, który mogliśmy spokojnie wygrać – dałem ciała. Nie zdecydowałem się na kręcenie karnych kółek, pognałem do przodu. To moim zdaniem zaważyło na całej reszcie.

– Od podium dzieliło was tak niewiele…

– No tak, od brązowego medalu punkt, od srebra dwa. Odrabialiśmy utracone punkty, a po drodze zdarzyło się kilka rzeczy, które to zniweczyły. Na przykład wtedy, gdy mieliśmy szansę wygrać z Anglikami na ostatniej prostej, a łapiemy pływający w wodzie karton na kil i tracimy dwa punkty. Albo w przedostatnim wyścigu – Australijczycy, którzy są gdzieś daleko z tyłu, nagle, przed metą, wyjeżdżają cztery metry przed nami. I to kolejny stracony punkt.

– No i ten wyścig z falstartem…

– Jak pięć łódek ma falstart, to się po prostu przerywa wyścig i puszcza drugi. A tam chyba komuś po prostu zależało na tym, żebyśmy mieli kolejną wpadkę.

– Komu?

– Angielski sędzia siedział na górze i on o tym zadecydował. Sytuacja zresztą była taka, że wiatr był z jednej strony, a prąd z przeciwnej i łódź komisji sędziowskiej cały czas była na silniku, żeby ustawić się tyłem do prądu, a przodem do wiatru. Przecież przesunięcie o pół metra na starcie, to są olbrzymie różnice w odległościach na dwustu metrach startu. Uczciwy sędzia zachowuje się tak, że robi generalkę i puszcza to jeszcze raz, zamiast wyrzucać najlepszych zawodników. Nie bez kozery mówię o angielskim arbitrze, bo wywalił Kanadyjczyków i nas. I oni, i my, byliśmy największymi rywalami Anglików.

– Z informacji, jakie docierały do nas od polskiej ekipy wynikało, że igrzyska w Rio nie należały do szczególnie udanych pod względem organizacji imprezy…

– Zdarzało mi się startować w najrozmaitszych warunkach, czasem bardzo spartańskich. Dla mnie ważne były regaty i sukces, a nie cała otoczka. Nie zwracałem uwagi na to, że w stołówce żywiącej cztery i pół tysiąca ludzi codziennie było to samo jedzenie, że każdego dnia odbywamy godzinne lub nawet dłuższe podróże z miejsca na miejsce i tak dalej, i tak dalej. Najważniejsze było to, co działo się na wodzie. A tam było super. Oczywiście poza tymi wszystkimi wpadkami, które śnią mi się po nocach.

– Długo jeszcze będą ci się śniły? Masz jakiś patent na reset?

– Trzy dni temu wziąłem ślub, ma kto mnie wspierać. Poza tym nie jestem mięczakiem. Wyścigi w Rio śnią mi się teraz, pewnie będą się śnić od czasu do czasu za rok i jeszcze później, ale to nie oznacza, że popadam w histerię i czarną rozpacz, z której się nie podźwignę. Na pewno sobie poradzę. Zresztą słyszałem, że czwarte miejsce na igrzyskach to wielki sukces…

– A twoim zdaniem to był sukces?

– Nie oglądam się za siebie, nie patrzę też na innych. Pojechałem do Brazylii po medal, a wyszło jak wyszło. Nie czuję, żeby to był sukces. Może dla kogoś tak jest, dla mnie nie. Było, minęło. Trzeba myśleć do przodu.

– Ale okazji do rewanżu nie będziecie mieli…

– To prawda. Najgorsze jest właśnie to, że zdjęto naszą dyscyplinę z programu igrzysk i nie będziemy mogli się odkuć.

– A twoje najbliższe plany sportowe?

– Jeśli w Walencji zostaną zorganizowane mistrzostwa Europy, to pojedziemy do Hiszpanii. Poza tym muszę się zastanowić, czy nie zmienić klasy na 2.4. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jeszcze długo nie zamierzam odpoczywać, będę się ścigać.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ