parada żeglarska
< Powrót
5
stycznia 2018
Tekst:
Marek Słodownik/Magazyn Wiatr
Zdjęcie:
Marek Słodownik/Magazyn Wiatr

Polacy w regatach Sydney Hobart

31 grudnia zakończył się The Rolex Sydney Hobart Yacht Race 2017. Płynąca na jachcie „Weddell” polska załoga z kapitanem Przemysławem Tarnackim ukończyła regaty na 36 miejscu. To nie pierwszy polski start w tej imprezie, już w 2001 roku ścigał się z Sydney do Hobart jacht pod polską banderą.

Tegoroczny udział „Weddella” w regatach Rolex Sydney Hobart został bardzo nagłośniony, głównie za sprawą wizyt przedstawicieli załogi w telewizjach informacyjnych i zapowiedziom walki o zwycięstwo.  Ale wcześniej już trzy jachty z polską banderą na rufie pokonały tę trasę. W 2014 roku dwa jachty wyprawowe: „Selma Expedition” i „Katharsis II”, a w 2001 roku, w 57 edycji regat, jacht „Łódka Bols”, który podczas imprezy nosił nazwę „Łódka Sport”. Żeglowała  na nim 24-osobowa załoga, wśród której było 13 żeglarzy z Polski. Był to jacht na wskroś regatowy, za sobą miał dwie kampanie w regatach Whitberead Race, a w Polsce u schyłku lat 90. stał się prawdziwą sensacją.

W Sydney żeglarze startowali w 37-stopniowym upale, przy słabym, sprzyjającym wietrze. „Łódka” szybko wysunęła się na prowadzenie w swojej grupie, wkrótce też dogoniła jachty z regat Volvo Ocean Race, dla których linia startu usytuowana była 200 metrów w przodzie. Kiedy jednak jachty wychodziły na ocean, powiało z przeciwnego kierunku. W dół poszły spinakery i genakery, rozpoczęła się mozolna halsówka.

Wiatr wzrósł do 20, a następnie 25 węzłów, załoga polskiego jachtu chorowała, ale wszyscy szybko się pozbierali. Przed zmrokiem było już 35 węzłów z SW. Załoga przeszła na system wachtowy. Trzy godziny służby, trzy podwachty, czyli drzemka na relingach, trzy kolejne już w kojach. Wiatr się wzmagał, kilka jachtów wycofało się z regat z powodu awarii. „Australian Skandia” porwał żagle, „Grundig” wszedł pod falę rozwarstwiając kadłub na dziobie, „Cadibarra” zniszczyła elektronikę, a załoga „Hollywood Boullevard” odnotowała awarię takielunku.

Trąba powietrzna na trasie wyglądała groźnie, ale szczęśliwie odeszła w bok, nie wyrządzając strat we flocie. Na czele stawki płynęły jachty z regat Volvo Ocean Race, ale starsze Maxi nie składały broni. W sztormie  faworyzowany „Nicorette” Ludde Ingvalla stracił grota i musiał żeglować na zapasowym. Nazajutrz wiało już na całego, 45 węzłów to nie żarty. Na pokładzie normalna praca, „Łódka” jest na pierwszej pozycji w klasie, to dodaje skrzydeł. Flota cały czas żegluje w bejdewindzie, jest mokro i zimno, w Cieśninie Bassa fale rosną do sześciu metrów. „Łódka” cały czas płynie w czołówce, przed nią tylko sześć jachtów Volvo, „Brindabella”, „Line 7” i „Bumbleebee 5”. Wkrótce „Team Tyco” zdyskwalifikowano z powodu braku łączności w Cieśninie Bassa.

Pod wieczór wiar nagle siadł, ale wkrótce zmienił kierunek na SE, by skręcić na E i NE. To dawało szanse na żeglugę spinakerową. Znowu zryw na pokładzie, pomimo narastającego zmęczenia. 29 grudnia o świcie „Łódka Sport” osiągnęła Cape Pillar. Jest tak piękny, że załoga nie chce schodzić pod pokład. Zakręt na Zatokę Sztormów, wkrótce jacht wchodzi w ujście rzeki Derwent. To już ostatnia prosta, rośnie liczba towarzyszących motorówek, skoro jest ich dużo, znaczy, że wynik był dobry. Już na rzece Derwent załogi „Illbruck Challenge” i „Team News Corporation” popełniają błędy, co spycha je na dalsze pozycje. „Assa Abloy” dopływa na metę pierwsza, drugi jest „Amer Sports One” Granta Daltona. W pierwszej dziesiątce aż sześć jachtów z regat dookoła świata („Team Tyco” nie jest liczony w klasyfikacji). „Łódka Sport” dopływa do mety na dziesiątym miejscu, 29 grudnia o 13.04. Załoga żeglowała 3 doby i 4 minuty.  Świetnie, ale mimo to pozostaje pewien niedosyt. Z dużych jachtów wyprzedzały ją „Nicorette”, „Line 7”, Bumbeelbee 5” i „Brindabella”. Na brzegu polski jacht był owacyjnie witany przez Polonię.

Dziesiąte miejsce na mecie to wynik historyczny, ale po przeliczeniu, w klasie IRC polski jacht sklasyfikowano na drugim miejscu, a swojej dywizji IRC A, jachtów większych, został zwycięzcą. „Naszych” prześcignął tylko John Quinn, dowodzący niewielkim, klasycznym jachtem „Polaris of Belmont” klasy Cole 43 z 1970 roku.

Na mecie, w wywiadzie którego mi udzielił mówił: „Nie mogę powiedzieć, że nasz jacht został zaprojektowany specjalnie pod kątem tego przelicznika, bo IRC powstał później. A zwycięstwo z jachtami 80-stopowymi? Nie jest najważniejsze, na jakim jachcie się płynie, ale jak się żegluje”.

Jak wynik „Łódki Sport” wygląda na tle późniejszych startów polskich załóg?

„Katharsis II”, dowodzony przez Mariusza Kopera, 70 edycję regat w klasyfikacji generalnej  ukończył na 65 miejscu, żeglując w czasie 3 doby, 8 godzin, 5 minut i 58 sekund. Po podliczeniu rezultatów okazało się, że nasz jacht uzyskał rezultat porównywalny z nowymi jachtami klasy Super Maxi 100. Stosując przelicznik IRC „Katharsis” zajął 67  miejsce, podczas gdy „Wild Oats” uplasował się na pozycji 71, a „Comanche” na 73.

„Selma Expedition” dowodzona przez Piotra Kuźniara i Kazimierza Jasicę ukończyła regaty na 94 miejscu żeglując w czasie 3 doby, 22 godziny, 34 minuty i 1 sekunda. Po przeliczeniu „Selma” zajęła 76 miejsce.

„Weddel”, jacht klasy Grand Mistral dowodzony przez Przemysława Tarnackiego w klasyfikacji generalnej  zajął 36 miejsce, żeglując na 628-milowej trasie w ciągu 2 dób, 23 godzin, 54 minut i 1 sekundy. 16 lat wcześniej „Łódka Sport” żeglowała zaledwie o 10 minut dłużej, choć warunki meteo w obu przypadkach były diametralnie różne.

Stosując przelicznik IRC „Weddell” zajął 76 miejsce (na 77 sklasyfikowanych). Do zwycięzcy, jachtu Ichi Ban”, Polacy zanotowali prawie dobę straty w czasie skorygowanym.  Faworyzowany „Wild Oats XI” uplasował się na pozycji 19, a „Comanche” na 21. W klasyfikacji IRC div 0. „Weddell” zajął miejsce 12 (na 13 sklasyfikowanych).

PODZIEL SIĘ OPINIĄ