< Powrót
30
maja 2017
Tekst:
dol
Zdjęcie:
archiwum W. Chmielewskiego

Polak potrafi!

Władysław Chmielewski na jachcie „Buena” jako jedyny polski żeglarz brał udział w pierwszej edycji duńskich regat samotników One Star Challange. Trasa wyścigu liczyła 106 mil wokół wyspy Møn, ale ten krótki dystans okazał się naprawdę trudnym wyzwaniem.

– 26 maja na starcie w pobliżu Køge pojawiło się 28 łódek – mówi Władysław Chmielewski. – Główna zasada regat była taka, że na opłynięcie wyspy lewą burtą wszyscy mają maksymalnie 28 godzin. Byłem przekonany, że uda mi się tę trasę zrobić w 20 godzin. Podobnie pewnie myśleli inni zawodnicy i wszyscy się myliliśmy. 23 jachty wycofały się z wyścigu, a pozostałych pięć, w tym moja „Buena” dotarło do Køge już po zamknięciu mety. Mnie przepłynięcie tej trasy zajęło niemal 40 godzin.

Żeglarzy pokonały okoliczne cieśniny, wąskie przejścia, przeciwne prądy i mielizny. Na domiar złego wiatr był zmienny, a często w ogóle go nie było.

– Trasa wydaje się krótka i niezbyt skomplikowana, ale to tylko pozory – zapewnia żeglarz ze Szczecina. – Były momenty naprawdę trudne, jeden farwater pokonałem na półwietrze. Płynąłem na trzech metrach, ale tuż obok było głęboko na półtora metra. Kolejny tor przepłynąłem pod wiatr halsując. Na odcinku jednej mili zrobiłem kilkanaście zwrotów. Na całej trasie regat trzy razy rzucałem kotwicę, bo nie było wiatru. Chwile grozy przeżyłem, kiedy zupełnie przestało wiać. Siła inercji spychała mnie na mieliznę, a nie było jak rzucić kotwicy. Na szczęście w ostatniej chwili język wiatru wyciągnął mnie z feralnego miejsca i popłynąłem dalej.

Mimo trudnych warunków na trasie, uczestnicy regat chwalą ich organizację i świetną atmosferę. Pomysłodawcami One Star Challange są dwaj duńscy żeglarze, którzy często pływają na tej trasie. Chcą, by kolejne edycje wyścigu przerodziły się w tygodniowe żeglarskie święto. Jeśli się uda, przez siedem dni uczestnicy będą mogli za darmo cumować w Køge, wypoczywać, spotykać się z innymi żeglarzami, a na zakończenie zmierzyć z konkurentami w regatach.

– Zachęcam wszystkich do startu za rok – przekonuje Władysław Chmielewski. – To naprawdę świetne i dobrze przemyślane przedsięwzięcie. Do Danii z Polski jest dość blisko, więc po sąsiedzku można przypłynąć do Køge. A poza wszystkim, cieśniny duńskie są przepiękne. Jeśli ma się chwilę, by pooglądać wybrzeże, naprawdę warto to zrobić. Zatem udział w regatach ma walor nie tylko sportowy, ale i turystyczny.

Zawodnicy startowali w trzech grupach. Skipper „Bueny” wprawdzie nie dotarł na metę, ale walczył do końca, nie wycofał się i dopłynął do końca jako jeden z „pięciu wspaniałych”, drugi w swojej grupie za znacznie szybszym duńskim Seascape 27. Chmielewski chce w tym roku wystartować jeszcze w czterech kolejnych regatach samotników, które będą rozgrywane na Bałtyku. W sumie będzie miał za sobą trzy duńskie i dwa polskie wyścigi samotników oraz 1587 mil za rufą. W tym zestawie najbardziej wymagające będą regaty Quantum Denmark Rundt SINGLEHAND – najdłuższe regaty samotników na Bałtyku o trasie długości 646 Mm.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ

Błękitna szkoła