< Powrót
18
marca 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Dariusz Olejniczak
stocznie

Polskie stocznie jachtowe w obliczu kryzysu

Kryzys wywołany pandemią koronawirusa COVID-19 może mieć fatalny wpływ na funkcjonowanie większości przedsiębiorstw produkcyjnych. Negatywne skutki spowolnienia gospodarki nie ominą przemysłu jachtowego. Zapytaliśmy kilku przedstawicieli branży o to, jak przystosowują się do nowej sytuacji.

Galeon to istniejąca od niemal 30 lat stocznia produkująca luksusowe jachty i łodzie motorowe. Swoich klientów stocznia ma na wszystkich kontynentach. Firma zatrudnia ponad 1400 osób. W obliczu zagrożenia część z nich została w domach.

– Tam, gdzie to możliwe przeszliśmy na system pracy zdalnej – wyjaśnia Grzegorz Tuszyński, dyrektor generalny fabryki. – Pracownicy biura kontaktują się z klientami telefonicznie, a do pracy na halach produkcyjnych przyszli tylko ci, którzy wyrazili na to zgodę i nie muszą zostać w domach, żeby opiekować się dziećmi. Mamy zapasy części, inne firmy wciąż działają, więc produkcja nie ustała całkowicie. Czasowe zamknięcie produkcji wiązałoby się z ogromnymi kosztami. Chodzi nie tylko o utrzymanie fabryki, ale leasingi, kredyty. Naszym największym, jak na razie problemem jest odbiór gotowych produktów. Łodzie, które są gotowe i powinny być już zapłacone, czekają na dostarczenie do klientów. Niestety, nasi dilerzy mają problem z odbiorem i dostarczeniem łodzi do swoich indywidualnych klientów z powodu zamknięcia granic niektórych państw. Ta sytuacja może się potęgować z każdym dniem. Mam nadzieję, że z początkiem kwietnia sytuacja zacznie wracać do normy.

Nie udało się nam uzyskać oficjalnego stanowiska gdańskiej stoczni Sunreef, będącej wiodącą marką produkującą m.in. luksusowe katamarany żaglowe i motorowe. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że także i ta firma przeszła częściowo na zdalny system pracy i ograniczyła liczebność zespołu produkcyjnego.

Tymczasem stocznia Baltyacht, działająca od 1990 r. nie tylko nie przerywa produkcji, ale także nie zmienia systemu pracy.

– Pracujemy, tak jak dotychczas – dowiadujemy się w dziale marketingu augustowskiej firmy. – Nie zmieniamy planu produkcyjnego, bo jak na razie mamy zapewnioną ciągłość łańcucha dostaw. Firmy zaopatrujące nas w części maja swoje zapasy, więc na tę chwilę zakłóceń nie ma. Ale jak będzie za kilka czy kilkanaście dni, trudno powiedzieć.

Tego, jak będzie nie wie także prezes zarządu Stoczni Jachtowej Delphia, Michał Pokorski.

– Nie mamy wpływu na wiele czynników zupełnie od nas niezależnych – mówi prezes Delphii. – Dziś produkujemy zgodnie z zamówieniami i przyglądamy się sytuacji. Przygotowaliśmy kilka scenariuszy awaryjnych, które możemy uruchomić w zależności od sytuacji. Będziemy reagować wedle potrzeb. Kluczowy jest oczywiście łańcuch dostaw. My mamy tę przewagę, że możemy produkować łódki i przeczekać kryzys – przynajmniej przez jakiś czas, bo mamy zabezpieczenie finansowe. Kolejny kłopot, to niemożność dostarczenia łódek na rynek europejski z powodu zamknięcia granic. Z dnia na dzień jest coraz trudniej, ale pracujemy i czekamy na to co będzie dalej. Myślę, że za tydzień lub dwa, sytuacja może wyglądać już zupełnie inaczej.

O negatywnym wpływie kryzysu epidemiologicznego na branże stoczniową przekonany jest Michał Bąk, sekretarz generalny Polskiej Izby Przemysłu Jachtowego i Sportów Wodnych – POLBOAT.

– Bez dwóch zdań dostaniemy po kościach – przekonuje nasz rozmówca. – Jak bardzo, tego nie wiemy, bo sytuacja jest nowa i nieznana. Stocznie próbują sobie radzić – dzielą pracowników, ograniczają zespoły. Na razie są zapasy części, więc produkcja idzie. Wiem, że niektóre zrzeszone w Izbie stocznie, przewidując zbliżające się obostrzenia na granicach, już w ubiegłym tygodniu wysłała zrealizowane zamówienia za granicę. W ten sposób niektórzy zyskali trochę czasu. Ale jak za kilka czy kilkanaście dni będzie wyglądał łańcuch dostaw, ilu pracowników będzie musiało zostać w domach na kwarantannie, ciężko przewidzieć. Jedne firmy przejdą przez kryzys lepiej, inne będą miały większe problemy. Przedsiębiorstwa walczą z dnia na dzień, a na skutki kryzysu jeszcze poczekamy. Mogę jednak zapewnić, że jesteśmy do dyspozycji zrzeszonych w Izbie przedsiębiorstw i czekamy na wszelkie sygnały o pojawiających się problemach.

Z danych publikowanych w ostatnich latach przez POLBOAT wynika, że polskie stocznie jachtowe produkują ponad 20 tys. jednostek rocznie. 95 procent produkcji trafia na eksport. Polskie jachty żaglowe i motorowe znajdują nabywców m.in. w Europie Zachodniej, Skandynawii, Stanach Zjednoczonych i na Bliskim Wschodzie. Jesteśmy światową potęgą w branży jachtowej. Pod względem wielkości produkcji, Polska jest pierwszym w Europie i drugim po USA na świecie, producenterm łodzi motorowych do 9 m. Wartość sprzedaży polskich stoczni Izba Polboat szacuje na ponad miliard złotych. Z danych Eurostatu wynika, że w 2018 r. eksport polskich jachtów stanowił 60 procent ogólnej wartości eksportu jachtów w Unii Europejskiej.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ