< Powrót
5
marca 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
Rafał Szymański

Rafał Szymański: Praca na „Darze Młodzieży” nakręca

Komendant „Daru Młodzieży” Rafał Szymański za udział w Rejsie Niepodległości otrzymał Nagrodę Specjalną im. Kapitana Leszka Wiktorowicza, którą odbierze w niedzielę 8 marca. Kapitan opowiedział nam o wychowaniu morskim, pracy z młodzieżą i wyzwaniach wokółziemskiego rejsu.

– Był pan zaskoczony otrzymaniem Nagrody Specjalnej im. Kapitana Leszka Wiktorowicza?

– Zdecydowanie tak. Moim zdaniem nasz rejs nie był wielkim wyczynem żeglarskim. Swój wydźwięk ma oczywiście to, że był dookoła świata, ale mam odczucie, że nie było to super dokonanie żeglarskie, niczym na przykład wyprawy dookoła Antarktydy. Ta nagroda jest dla ludzi, którzy przyczynili się do wychowania morskiego, a dla mnie idea „Daru Młodzieży” to głównie właśnie wychowanie i szkolenie na morzu. Uczymy na nim zawodu, bo to statek szkolny Uniwersytetu Morskiego w Gdyni ale szkolimy też studentów Akademii Morskiej w Antwerpii czy uczniów szkół średnich – techników z Gdańska, Świnoujścia, Kołobrzegu, Szczecina, a nawet Kędzierzyna-Koźla. To zadania, które realizował kiedyś kapitan Leszek Wiktorowicz – jeden z najbardziej zasłużonych komendantów „Daru Młodzieży”.

– Skoro nie wyczyn żeglarski, to co było istotne w Rejsie Niepodległości?

– Na pewno strona reprezentacyjna i patriotyczna. Rejs miał być ambasadorem Polski i rozreklamować to, że obchodzimy stulecie odzyskania niepodległości. Wielokrotnie mówiłem, nie umniejszając niczyich zasług, że najlepszym ambasadorem Polski w tym rejsie była nasza młodzież. Powtarzam to w kółko i do znudzenia, że oni zrobili super robotę, pokazali się z najlepszej strony i nie mamy powodów do wstydu. Aż czasami byłem zażenowany tym, jak ich chwalili. Zresztą cała idea sailtrainingu opiera się na tym, że wychowujemy młodych ludzi przez pobyt i pracę na morzu. Można powiedzieć, że oni sami się wychowują przez to, że są w grupie, czują odpowiedzialność – indywidualną i grupową – a my musimy to tak zorganizować, żeby wszystko zadziałało.

– W Rejsie Niepodległości część załogi stanowili studenci, a część laureaci konkursu. Jak się z tą drugą grupą pracowało?

– Bardzo upraszczając, to studenci przyjeżdżali, bo musieli – to ich obowiązkowa praktyka, a laureaci konkursu przyjeżdżali w nagrodę. Więc laureaci byli przepełnieni entuzjazmem, a studenci nie za bardzo. Moje zadanie polegało na tym, żeby z tego zrobić jeden team – wymieszać, wzbudzić entuzjazm w studentach i stworzyć jedną grupę. I nieskromnie przyznam, że nam się to udało. Wszyscy wykazywali entuzjazm i zrozumieli, że to super sprawa płynąć na „Darze”. Zwłaszcza, że warunki socjalne są o wiele lepsze w porównaniu z tymi sprzed kilkudziesięciu lat. Ale i tak młody człowiek, który nagle jest przeniesiony z domu, gdzie ma własny pokój i mamusię ścielącą łóżko, na statek, gdzie mieszka z dziesięcioma osobami, niekoniecznie tymi, które lubi, i musi znosić ich nawyki, czuć się odpowiedzialny za to, żeby nie tylko jego koja była posprzątana, ale żeby całe otoczenie było ogarnięte. Mało tego – sprzątać musi też toalety, ścielić łóżko, utrzymywać dyscyplinę i punktualność. To może się wydać banalne, ale to wyjątkowo trudne zadanie. Trzeba na przykład tłumaczyć, że kurz zamiata się z wiatrem, a nie pod wiatr. Dla wielu młodych ludzi to jest wyzwanie. Kiedyś przyszła do mnie na statek kobieta z kwiatami, żeby podziękować za córkę, która po powrocie z rejsu na „Darze” pierwszy raz posprzątała w pokoju i pomogła w zmywaniu naczyń. I takie drobne rzeczy to nasz sukces. Wierzę, że dla wielu młodych ludzi taki rejs jest formą psychoterapii. Czasami bolesnej, bo przez pierwsze dni  trudno się odnaleźć, ale na tym polega nasze zadanie, żeby im w tym pomóc. Żeby poczuli się ważni, odpowiedzialni, dostali zadanie, pokonali lęki.

– A trasa rejsu miała wpływ na załogę? W końcu był to Daleki Wschód, Pacyfik, Ameryka Północna…

– Na pewno! Atrakcyjność rejsu była znacznie większa, ale były też wyzwania. Przejście Osaka – San Francisco trwało 34 dni non stop bez widoku lądu i młodzi ludzie mieli bardzo ograniczony dostęp do internetu – jedną godzinę raz na trzy dni. Bałem się, że oni się zbuntują, ale musiałem to zrobić przede wszystkim ze względów technicznych – nie bylibyśmy w stanie zapewnić im internetu non stop. Obawiałem się, że przy takim długim przelocie w końcu przyjdzie do mnie delegacja, albo na podniesieniu bandery powiedzą: panie komendancie, strajkujemy – albo internet, albo robota. Ale nigdy tak nie było, zero narzekania. Jak się spytałem grupy na koniec ich etapu, czy dali radę bez niego, odpowiedzieli tylko: no tak. Da się! A dlaczego? Bo potrafimy dać im zajęcie na cały dzień i pokazać, że można się oderwać. To jest bardzo higieniczne dla młodego człowieka. Dla mnie to jest miarą naszego sukcesu – że udało się taką rzecz przeprowadzić zupełnie bezkonfliktowo.

– Stanowisko komendanta Daru Młodzieży jest ukoronowaniem kariery dla kapitana żeglugi wielkiej?

– Jeżeli potwierdzę, to wyjdzie, że osiągnąłem szczyt szczytów. Dla mnie to jest duże wyróżnienie i olbrzymie wyzwanie. Gdy dostałem ofertę pływania na Darze Młodzieży i się zastanawiałem czy ją przyjąć, to syn mi powiedział: Nad czym się zastanawiasz? Przecież nigdy nie byłeś szczęśliwszy jak przez ten rok kiedy wcześniej pracowałeś na „Darze”. Bo ta praca nakręca i sądzę, że Kapitan Leszek Wiktorowicz też to czuł.

Rafał Szymański, ur. w 1958 roku, kapitan żeglugi wielkiej, kapitan jachtowy i kapitan motorowodny. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni, obecnie Uniwersytetu Morskiego. Pracował m.in. w Polskich Liniach Oceanicznych. Komendant „Daru Młodzieży” w 2014 i od 2018 roku.

Nagroda im. Kapitana Leszka Wiktorowicza, wybitnego polskiego żeglarza, wychowawcy wielu pokoleń polskich marynarzy, została ustanowiona w celu uhonorowania wyjątkowych dokonań żeglarskich, osiągnięć w dziedzinie wychowania morskiego młodzieży lub kształtowania świadomości morskiej. Ustanowili ją spadkobiercy kpt. ż.w. Leszka Wiktorowicza, Miasto Gdynia, Stowarzyszenie Bractwo Kaphornowców i Fundacja Press Club. Nagroda im. kapitana Leszka Wiktorowicza trafiła do Bartłomieja Skwary (2020), Mariusza Kopera (2019), Piotra Kulczyckiego (2018) Macieja Sodkiewicza (2017), Piotra Kuźniara (2016), Wojciecha Maleiki (2015), Andrzeja Drapelli (2014), Tomasza Ostrowskiego (2013) i Janusza Zbierajewskiego (2012). Nagrodę Specjalną im. Kapitana Leszka Wiktorowicza otrzymali: Rafał Szymański, Ireneusz Lewandowski (obaj za kierowaniem „Darem Młodzieży” w Rejsie Niepodległości), Cezary Bartosiewicz, Bohdan Sienkiewicz, Zygmunt Choreń oraz Aleksander Kaszowski.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ