Rozpoczął się remont drewnianego jachtu „Wars”
W grudniu 2019 roku zatonął w Pucku, ale teraz ma szanse na drugie życie. Nowy właściciel drewnianego jachtu „Wars” rozpoczął prace, które mają przywrócić jednostce świetność.
Jacht „Wars” – typu Conrad 45/Opal IV – powstał w 1980 roku dla Warszawsko-Mazowieckiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. Przez ponad 30 lat pływał w rejsach szkoleniowych oraz startował w regatach. Był dobrze utrzymany – kilkanaście lat temu firma Complex Jacht przeprowadziła duży remont. W 2015 roku jednostka została sprzedana prywatnemu armatorowi z południa Polski.
Niestety 28 grudnia 2019 roku „Wars” zatonął w Pucku. Wydobyć na powierzchnię udało się go dopiero po trzech miesiącach – 28 marca 2020 roku. Właściciel przewiózł jacht do siebie pod Tarnobrzeg, ale ostatecznie nie rozpoczął remontu tylko wystawił go na sprzedaż. Jednostkę zdecydował się kupić i przywrócić do życia ustecki żeglarz Michał Markowski.
– Zacząłem żeglować jak miałem 11 lat w Usteckim Klubie Opty – opowiada Michał Markowski. – Najpierw klasa Optimist, potem 470, a po pewnym czasie postanowiłem przesiąść się na większe łódki. W Ustce do dyspozycji był jacht „Gryfita” – typu Opal III. Patrząc na wyciągniętą na zimę jednostkę i piękną, drewnianą sylwetkę, zakochałem się od razu. Dużo na niej pływałem i pomagałem w pracach remontowych. Więc ta miłość do drewnianych jachtów jest we mnie od dawna.

Transport „Warsu” do Ustki odbył się w czerwcu 2023 roku.
Fot. Michał Markowski
Kiedy żeglarz zobaczył, jak „Wars” zatonął w 2019 roku, zrobiło mu się go szkoda. Pomyślał też, że warto byłoby go kupić, kiedy nadarzy się okazja. Nie stało się to jednak szybko.
– Pierwsza oferta pojawiła się w lutym 2022 roku, ale szybko zniknęła i nie było kontaktu z właścicielem – opowiada. – Dopiero pół roku później jacht znów został wystawiony na sprzedaż, a na pierwsze oględziny pojechałem w listopadzie 2022 roku. Dogadaliśmy się, „Warsa” kupiłem w maju tego roku, a w czerwcu przewiozłem spod Tarnobrzega do Ustki.
Mimo że jednostka spędziła trzy miesiące pod wodą, a następnie dwa lata na łożu pod gołym niebem, jego stan nie jest tak zły, jak by się mogło wydawać.
– Kiedy po raz pierwszy jechałem na oględziny jachtu, spodziewałem się, że te trzy miesiące pod wodą zrobią dużo spustoszenia i będzie wymagał solidnej odbudowy – mówi nowy właściciel „Warsa”. – Okazało się, że nie jest tak źle, choć trochę szkód jest. Drewno napęczniało i parę wręg popękało, jest też trochę pęknięć na nadbudówce. Najgorszy jest muł, który jest wszędzie! Dlatego najpierw spędziłem dwa tygodnie z kärcherem na wymywaniu, sprzątaniu i udrażnianiu szpigatów, żeby jacht zaczął oddychać.
Do wymiany jest też część planek i pół metra pokładu od strony rufy. Na szczęście zabudowa wnętrza jest w dobrym stanie i nie wymaga wymiany. Obecnie jacht stoi na łożu, nakryty plandeką, na posesji dobrego znajomego Michała Markowskiego. Tak będzie przez najbliższe trzy miesiące, a docelowo na wiosnę postawiony będzie duży namiot, w którym będą prowadzone prace. Wtedy też remont ruszy w szerszym zakresie.
Michał Markowski sądzi, że remont zajmie mu kilka lat. Jacht będzie wykorzystywał do pływania rekreacyjnego z rodziną i przyjaciółmi.





