< Powrót
18
grudnia 2016
Tekst:
Małgorzata Wojtaczka
Zdjęcie:
Małgorzata Wojtaczka

Samotnie na biegun – kalejdoskop pogodowy

Już ponad 30 dni Małgorzata Wojtaczka jest w drodze na biegun południowy.  W dzisiejszej relacji o urodzinach na Antarktydzie, trudach marszu w śnieżnej, agresywnej mgle i momencie, gdy przestaje się wierzyć we własne zmysły…

Ostatnio prognozy zapowiadały silne wiatry i śnieżyce. Muszę przyznać, że się sprawdziły.  I to w dniu moich urodzin –   12 grudnia! Obchodziłam je w miejscu, o którym tyle myślałam i marzyłam. To wspaniały prezent!  Ten specjalny dzień dodatkowo uczciłam krótszym marszem, specjalną kolacją i dodatkowymi dwoma godzinami snu. I na swój adres mailowy dostałam tak dużo życzeń. Aż się zapchała skrzynka, ale daliśmy radę (dzięki ekipie projektu i informatykom w Polsce – dzięki!).

Bardzo wszystkim dziękuję za pamięć i za przesłane życzenia. Będąc kompletnie samotna, już 30 dni w codziennym marszu po lodzie i śniegu, nagle poczułam tyle ciepła i życzliwości wokoło. Sama, ale nie samotna. Dziękuję wszystkim. Jednak na prośbę informatyków projektu – proszę o komunikowanie tylko za pośrednictwem naszej strony: samotnienabiegun.pl.

Zapowiadany silny wiatr 40w (80km/h) przyszedł 13 grudnia w nocy i opóźnił poranny wymarsz. 14 rano zwijanie namiotu i pakowanie pulek w mocnych porywach wiatru było jednak sporym wyzwaniem. To był bardzo zimny dzień. Ubrałam się dobrze i uważałam cały czas, by żaden kawałek skóry nie był wystawiony na mróz i wiatr.  W takich warunkach bardzo szybko można się wychłodzić i odmrozić.

Kiedy ruszyłam, razem z wiatrem pojawił się dryfujący śnieg, przelatujący nisko, igrał w słońcu kryształkami lodu. Z boku było to nawet piękne, ale silny wiatr i jego agresywne porywy bardzo spowolniają marsz, a sanie (pulki) stawały się cięższe. 15 grudnia przyszły opady śniegu. Niby Antarktyda to „biały kontynent”, ale opady śniegu nie są w tych rejonach czymś oczywistym i raczej zdarzają się rzadko. Natomiast w miarę często pojawiają się śnieżne zamiecie, czyli whiteout, zjawisko charakterystyczne na lodowej pustyni, związane z przemieszczaniem się śniegu i drobinek lodu już zalęgających na powierzchni.

Idąc godzinami w takiej śnieżnej, agresywnej mgle, z bardzo ograniczona widocznością – nawet nieświadomie przestaje się wierzyć w swoje zmysły. To wrażenie można chyba porównać do zamknięcia w puszce. Wydaje się, że brakuje przestrzeni i jakiejś swobody, coś jakby krępuje zarówno ruchy, jak myśli. Dziwne uczucie… Wtedy nawet wywrócenie sanek – normalnie zauważane natychmiast – podczas whiteout może pozostać niezauważone bardzo długo…

Przede mną jeszcze dwa dni wysokich, pofałdowanych lodowych wydm – pól dużych zastrug. Najgorsze są te, które ciągną się wzdłuż mojej trasy. Często mają nierówne „zbocza”, przedzielone wąskimi przesmykami, jakby wąwozami. Bywa, że pulki się w nich klinują. Opóźnia to marsz i trochę denerwuje. Od kilku dni towarzyszy mi spore zachmurzenie, ale lepsza pogoda ma przyjść niedługo, już 18 i 19 grudnia. Według analiz zdjęć satelitarnych – to wtedy mają zakończyć się także zastrugi. Liczę, że będą mogła znowu przyśpieszyć i zwiększyć osiągi dobowe. Łatwo nie jest, ale przecież tak miało być.

Przekaz satelitarny z pozycji: 083° 50.063S, 080° 56.669W

Małgorzata Wojtaczka – wrocławianka, członkini  Bractwa Kaphornowców, uczestniczyła w żeglarskich wyprawach polarnych, podczas których opłynęła jachtami żaglowymi m.in. Spitsbergen, Przylądek Horn i dotarła na Antarktydę.

Strona wyprawy

PODZIEL SIĘ OPINIĄ