< Powrót
18
maja 2021
Tekst:
Jędrzej Szerle
Ilustracja:
Barlow Moore
McMullen
„Orion” podczas rejsu.

Słyszeliście o… pionierze żeglarstwa rekreacyjnego?

40 lat pływał wokół Wysp Brytyjskich, rejsy opisywał w książkach i przekonał brytyjską klasę średnią, że żeglarstwo jest też dla amatorów. Richard Turrill McMullen uchodzi za jednego z pionierów żeglarstwa rekreacyjnego.

Choć początki żeglarstwa sięgają XVII wieku, przez pierwsze dwa wieki pływano i ścigano się głównie na dużych jachtach z wieloosobową, często zawodową załogą. Było to też zajęcie dla najbogatszych, których stać było na odpowiednią jednostkę. Jachting rekreacyjny na małych jednostkach i dla amatorów narodził się dopiero w połowie XIX wieku, a wielkie zasługi na tym polu oddał brytyjski makler giełdowy Richard Turrill McMullen.

McMullen

Richard Turrill McMullen.
Il. Barlow Moore

O jego życiu wiadomo niewiele. Urodził się w 1830 roku, a w 1850 roku postanowił nauczyć się żeglować na zaledwie 6-metrowym, ważącym jednak 3 tony kutrze „Leo”, którego remont sam nadzorował. Początkowo pływał głównie po Tamizie, ale już rok później po raz pierwszy dotarł na morze. Kiedy podczas jednego z rejsów wszedł do Weymouth w bardzo trudnych warunkach pogodowych, wzbudził sensację i zgromadził tłum gapiów, bo nie zdarzyło się, żeby tak mała jednostka weszła do portu w sztormie.

Na „Leo” McMullen pływał do 1857 roku. Rok później przesiadł się na odrobinę większego „Siriusa”. Na tym jachcie pokonał łącznie ponad 11 000 mil, m.in. opływając Wielką Brytanię w 1863 i 1887 roku. Jego kolejną jednostką był od 1868 roku „Orion”, którym przez kolejne dwie dekady pływał głównie po Kanale La Manche. W międzyczasie próbował także samotnych rejsów na jachcie „Procyon”. Żeglarz pływał z różnymi, zmieniającymi się załogami, w skład których wchodzili jego koledzy i żona.

Swoje rejsy Richard Turrill McMullen opisał w dwóch książkach – w wydanej w 1869 roku i później wznawianej z uzupełnieniami „Down Channel” oraz opublikowanej  w 1878 roku „Orion: Or How I Came to Sail Alone in a 19-ton Yacht”. W obu opisał dokładnie wyprawy, często posiłkując się dziennikami pokładowymi. Przybliżył także osprzęt, który zabierał w rejsy oraz prace, jakie wykonywał na jednostkach, żeby lepiej przygotować je do potrzeb żeglugi po morzu. Wielokrotnie podkreślał też, że nie potrzeba dużego i drogiego jachtu, żeby zacząć żeglować i jest to zajęcie dostępne dla amatorów.

McMullen

Nocny rejs jachtu „Leo” po Kanale La Manche.
Il. Barlow Moore

„Od lat zwykłem słyszeć uwagi, które sugerują, że żeglarska praca musi być ciężka i trudna. Może tak być we właściwym żeglarstwie, które polega głównie na spacerowaniu po nabrzeżach, esplanadach i pomostach – oczywiście w odpowiednim stroju – oraz na przechodzeniu do i z powrotem na wodowanie statku parowego lub łodzi wyścigowej, z wielkimi sukcesami: rozkosz oddawana tylko przez skrajnie zamożnych lub przez tych, którzy powinni być tacy. Pływanie jachtem to jednak zupełnie inna sprawa niż żeglarstwo, a gdy jest prowadzone z duchem, jak to bywa na dużych i małych jachtach, wcale nie jest bezczynną rekreacją. Jest to zawsze zdrowe i ekscytujące, choć nie zawsze jest źródłem czystej przyjemności.” – pisał we wstępie do „Down Channel”.

Jego książki odbiły się bardzo dużym echem, a liczba żeglarzy pływających rekreacyjnie na małych jachtach zaczęła szybko rosnąć. Dzięki temu w 1880 roku powstał Cruising Club of England (obecnie Royal Cruising Club of England), którego członkami stali się właśnie posiadacze mniejszych jednostek.

W 1889 roku Richard Turrill McMullen sprzedał „Oriona” i kupił nowy, mniejszy jacht do samotnej żeglugi, który nazwał „Perseus”. Na nim 13 lipca 1891 roku wypłynął w ostatni rejs, podczas którego doznał zawału serca. Dwa dni później francuscy rybacy znaleźli dryfującą jednostkę. Dłoń McMullena wciąż spoczywała na rumplu…

Oba jego dzieła – „Orion: Or How I Came to Sail Alone in a 19-ton Yacht” i „Down Channel” – w oryginale – można przeczytać za darmo w Google Książki.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ