Symbole naszych marzeń: Żaglowce Maracewicza
O polskich żaglowcach powiedziano już chyba wszystko. Biorąc do ręki książkę Tomasza Maracewicza „Symbole naszych marzeń” nie spodziewałem się więc fajerwerków. Tymczasem czekało mnie miłe zaskoczenie. „Symbole naszych …
Dar Pomorza 1931 2022 04 26 NACO polskich żaglowcach powiedziano już chyba wszystko. Biorąc do ręki książkę Tomasza Maracewicza „Symbole naszych marzeń” nie spodziewałem się więc fajerwerków. Tymczasem czekało mnie miłe zaskoczenie.
„Symbole naszych marzeń”, książka o objętości ponad 700 stron, pozytywnie mnie zdziwiła. Nie tyko czyta się ją znakomicie, ale także z odczuciem świeżości, jakiego dawno nie doświadczałem przy tego rodzaju publikacjach. Jakbym opisaną przez Maracewicza historię polskich żaglowców – znaną mi przecież – odkrywał na nowo.
Jest to niewątpliwie zasługa świetnego pióra autora i to pierwsza rzecz, którą warto zauważyć oceniając tę pracę. Książka jest barwną opowieścią (choć może lepiej byłoby napisać – biorąc pod uwagę harcerską przeszłość jej autora – gawędą) o stu latach (niemal rok po roku od 1921 do 2021) polskich żaglowców. Choć od razu trzeba zaznaczyć – nie wszystkich. Brakuje kilku naprawdę ważnych jednostek, jak choćby „Oceanii”.
Maracewicz skupia się na dziejach „Lwowa”, obu „Darów”, obu „Zawiszy”, obu „Iskier”, „Elemki”, „Pogorii”, „Fryderyka Chopina” i „Kapitana Borchardta”. Wybór żaglowców jest subiektywny, ale niekonsekwentny. We wstępie do książki Maracewicz przyjmuje, że będzie pisał o żaglowcach długości przynajmniej 40 m. Tymczasem pierwszy „Zawisza” nie spełnia tego kryterium, podczas gdy, wspomniana wyżej, „Oceania” jak najbardziej.
Nie umniejsza to oczywiście w niczym wartości publikacji. Warto to jednak wiedzieć kupując książkę, która ma w podtytule „Stulecie polskich żaglowców”, co sugeruje ich pełną listę.
Drugą wielką zaletą „Symboli naszych marzeń” jest jej fachowość. Tomasz Maracewicz zna „żaglowcowy” interes jak mało kto w Polsce – jest absolwentem Wydziału Nawigacji Akademii Morskiej w Gdyni, w latach 2011-2014 był szefem Centrum Wychowania Morskiego ZHP, obecnie jest pierwszym oficerem na „Darze Młodzieży”. Jego wiedzę widać szczególnie przy opisach pracy przy żaglach, o czym wspominam, bo taka znajomość rzeczy nie jest wcale oczywista w przypadku innych polskich autorów piszących na ten temat.
Reklama · Muzeum Żeglarstwa PomorskiegoPromuj swoją markęSprawdź ofertę →Książka Maracewicza podsumowuje to, co do tej pory napisano o polskich żaglowcach. I to jest jej kolejna zaleta. Warto jednak pamiętać podczas lektury, że nie jest to naukowa monografia, tylko autorska opowieść. Dlatego przymykamy oko na niedokładności w cytowaniu niektórych źródeł.
„Symbole naszych marzeń” oceniam bardzo wysoko. Uważam, że to pozycja wyjątkowa i wieszczę jej długi żywot, na kilka następnych pokoleń, w roli podstawowego źródła wiedzy o opisanych w niej żaglowcach. Dlatego poświęcamy jej tyle miejsca na naszym portalu.
Reklama · Muzeum Żeglarstwa PomorskiegoArtykuł sponsorowanyZapytaj o pakiet →Nie ma jednak książek idealnych i „Symbole naszych marzeń” również takie nie są. Autor kocha żaglowce i widać to w jego publikacji. Miłość zaś jak wiadomo bywa ślepa czego nie da się nie zauważyć zwłaszcza w części odnoszącej się do czasów Polski Ludowej.
Autor zdaje się hołdować – pokutującemu tu i ówdzie w środowisku żeglarskim – przekonaniu, że komunizm żeglarstwa nie dotyczył. Niestety nie jest to prawda. Dotyczył – i to już od chwili złożenia wniosku o paszport, który był przecież reglamentowany. Choć dostępne są już publikacje na ten temat, nie zauważyłem, aby Maracewicz z nich korzystał. Zaś określenie gen. Jaruzelskiego „dyktatorem” stanu wojennego w cudzysłowie (czyżby nie był nim faktycznie?) – uznaję za nieporozumienie, bo inaczej nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Zwłaszcza pamiętając o zethaerowskiej przeszłości autora.
„Symbole naszych marzeń” są opowieścią nie tylko o żaglowcach, ale i – co podkreśla sam autor – także o ludziach: ich kapitanach i załogach. Maracewicz nie stroni od subiektywnych, nieraz bardzo kontrowersyjnych, ocen i opinii. Ma do tego pełne prawo, ale miejscami – jak w przypadku Krzysztofa Baranowskiego, na którym nie zostawia suchej nitki – wydaje mi się to niepotrzebne i szkodzące jakości książki.
Reklama · Muzeum Żeglarstwa PomorskiegoWyróżnij swoją firmęSprawdź cennik →Warto na koniec docenić jeszcze pracę edytorską wykonaną przez zespół Jakostaf!/archiwumharcerskie.pl. Tę publikację przyjemnie trzyma się w rękach. Jej ogromną i siłą rzeczy widoczną na pierwszy rzut oka częścią są setki zdjęć, nieraz unikalnych (w tym gen. Mariusza Zaruskiego ze swastyką w klapie!). Efektu nie psuje nawet to, że pod kilkoma z nich znalazły się błędne podpisy.
Podsumowując: książka Maracewicza – pomimo wszystkich krytycznych uwag – to bez wątpienia najważniejsza tego typu publikacja w III RP. Byłoby jednak dobrze gdyby poza zachwytem czytelników rozpoczęła ona dyskusję o przyszłości polskiego wychowania morskiego i roli jaką mają w niej do odegrania żaglowce – bo w istocie tak odczytuję przesłanie „Symboli naszych marzeń”. I będzie wielka szkoda, jeśli tak się nie stanie.
Nie ma bowiem nic straszniejszego dla książki jeśli wielu będzie ją podziwiało, niewielu przeczyta a w nikim nie wzbudzi refleksji.
„Symbole naszych marzeń. Stulecie polskich żaglowców 1921-2021. Opowieść o statkach i kapitanach”, Tomasz Maracewicz, Jakobstaf!/archiwumharcerskie.pl, str. 736 (www.jakobstaf.pl). Książka ukazała się pod patronatem naszego portalu.























