< Powrót
24
maja 2018
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Ilustracja:
Franco Lodovic
Tomasz Janiak - kite

Tomasz Janiak: Mamy szanse na medal w Paryżu

Kiteboarding będzie jedną z dyscyplin olimpijskich podczas igrzysk w 2024 roku. O rozwoju kajtów w Polsce i szansach Polaków na medal w Paryżu za sześć lat rozmawiamy z trenerem i doświadczonym zawodnikiem Tomaszem Janiakiem.

– Podczas igrzysk w Paryżu kiteboarding stanie się dyscypliną olimpijską. Jak wpłynie to na rozwój tego sportu w Polsce?

– Przyszłość kiteracingową w Polsce determinują teraz dwa wydarzenia, które miały miejsce w ciągu ostatnich miesięcy. Po pierwsze podczas spotkania przedstawicieli World Sailing w Londynie ustalono, że kajty wejdą jako pełnoprawna dyscyplina do programu igrzysk olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Po drugie, w lutym na Mistrzostwach Europy formuły Twin Tip Racing w Dakli, Polska wywalczyła miejsce w regatach kobiet na igrzyskach młodzieżowych, które w tym roku zostaną rozegrane w Buenos Aires. Na razie nie wiemy, która zawodniczka pojedzie, ale Polka na pewno pojawi się na starcie tych regat. Te dwa fakty spowodują, że kiteboarding nabierze rozpędu w Polsce i będzie lepiej traktowany zarówno przez kluby, jak i przez decydentów. Kluby już teraz powinny zdawać sobie sprawę, że to napędzi koniunkturę na tę dyscyplinę, że warto organizować sekcje kiteboardingowe, szkolenia. To zmobilizuje także rodziców młodych sportowców, którzy są nieodzownym elementem w sportowym rozwoju dzieci. Zobaczą, że przed ich pociechami są możliwości rozwoju kariery sportowej.

– Czasu jest sporo, sześć lat wystarczy na wyszkolenie potencjalnych zdobywców medali?

– Trzeba pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Otóż na igrzyskach w Tokio w 2020 roku kajty najprawdopodobniej będą konkurencją pokazową. Oznacza to, że już teraz trzeba się przygotowywać do tych zawodów. To nie jest perspektywa sześciu lat i startów w Paryżu, już za dwa lata trzeba będzie się ścigać w Japonii.

– Będziemy dobrze przygotowani? Mamy z czego wybierać wśród juniorów?

– Co do igrzysk w 2024 roku, już dziś wiemy, że medal będą przyznawane nie indywidualnie, ale teamom, czyli mieszanym duetom męsko-żeńskim. Dla nas, tu w Polsce, oznacza to jedno – musimy zadbać o możliwie liczny nabór dziewcząt. Ten sport zdominowany jest przez mężczyzn. Oni zawsze stanowią większość w ekipach startujących na zawodach. Panie będą więc miały spore pole do popisu.

– Wydaje się jednak, że w krajowej czołówce dziewcząt nie brakuje…

– W Sopockim Klubie Żeglarskim trenują teraz cztery utalentowane zawodniczki, które są zdeterminowane, chcą się rozwijać i osiągać jak najlepsze rezultaty. Pracujemy wspólnie od półtora roku i one już nawiązują równorzędną walkę z czołówką. Uważam, że wyniki dziewcząt są bardzo dobre i miło patrzeć, jak z tygodnia na tydzień ich forma rośnie.

– A jak wygląda sprawa zasobów wśród chłopców?

– Co do chłopców, jest kilku utalentowanych juniorów, którzy pewnie jeszcze nie za rok, ale za dwa, trzy lata, kiedy nabiorą masy, osiągną poziom światowy. Maja po 13-16 lat, a na igrzyskach w Paryżu będą w idealnym wieku i formie, żeby rywalizować z najlepszymi konkurentami z zagranicy.

– Czyli szanse na medal w Paryżu mamy?

– Tak, perspektywa na udany start polskiego teamu w Paryżu jest jak najbardziej realna i pozytywna. Na to, by tak było, pracuję od dwóch lat, bo byłem pewien, że kajty wejdą do zestawu dyscyplin olimpijskich. World Sailing nie miał wyjścia, jeśli chciał dokonać sensownych zmian, urozmaicić żeglarskie widowisko, uczynić je bardziej kolorowym i dynamicznym.

– Ostateczna decyzja co do wyboru sprzętu i klasy zapadnie jesienią. Czy nie masz obaw, że World Sailing wycofa się z tego, co ustalono w Londynie?

– Pamiętamy rok 2012, kiedy po raz pierwszy zadecydowano o włączeniu kiteboardingu do programu igrzysk, a rok później wycofano się z tej decyzji, jednak teraz sytuacja jest inna. Myślę, że tym razem z ustaleń się nie wycofa i ostateczna decyzja, która konkretnie konkurencja kajtowa będzie reprezentowana w Paryżu, zapadnie w listopadzie..

– A skoro World Sailing się nie wycofa, to która formuła wejdzie do gry?

– Uważam, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest kitefoil. Teraz mistrzostwa świata czy Europy juniorów rozgrywane są w boardercrossie TT:R, ale moim zdaniem tak nie powinno być. W eliminacjach do Buenos Aires walczyli osiemnastolatkowie ważący nie raz po 90 kilogramów, często wyżsi i więksi ode mnie. To jest widowiskowe, ale poza zawodami na poziomie światowym nikt nie jest w stanie tej konkurencji rozgrywać. Do tego potrzeba dobrej infrastruktury, stabilnego wiatru, dużej asekuracji, przeszkód, przez które zawodnicy będą skakać. Na poziomie lokalnym takie przedsięwzięcie nie jest do przeprowadzenia, a to generuje problemy dla zawodników i trenerów. Zawodnicy, którzy dziś mają po 16-17 lat powinni już dawno pływać na foilach, a nie w formule TT:R. Za dwa lata będą zawody pokazowe w Tokio, za sześć igrzyska w Paryżu, a młodzi zawodnicy są rozdarci – powinni przygotowywać się do startów na foilach, a muszą walczyć na zawodach TT:R, bo taka jest wizja World Sailingu.

– TT:R powinien być wyparty z systemu szkoleniowego przez foile?

– TT:R powinien być traktowany tak samo, jak klasa Optimist w żeglarstwie. To formuła dla dzieci do 13 roku życia, wstępna. Potem już dzieci powinny przesiadać się na foile i nie przekonuje mnie argument, że to może być zbyt dla nich niebezpieczne. Mam w swojej grupie chłopców, którzy zaczynali pływanie na foilach w wieku 10 lat i są dziś na europejskim poziomie. To jest tylko kwestia doboru sprzętu, tego jakie foile będziemy stosować podczas treningów z tak młodymi zawodnikami. Wszystko jest do zrobienia i można to zorganizować tak, żeby było bezpiecznie. Nie trzeba stosować kosmicznych technologii, ostrych rejsowych foili, ale pływanie na nich trzeba zaczynać możliwie wcześnie.

– Z czego wynika pozycja TT:R w rywalizacji młodzieżowej?

– World Sailing ustalił taką, a nie inną ścieżkę rozwoju. Młodzież pływa w formule Twin Tip Race, seniorzy startują na foilach. A jedno do drugiego ma się nijak.

– A jak przedolimpijska decyzja World Sailing zmieni podejście do kajtów w Polsce?

– Spodziewam się, że koniunktura zacznie się nakręcać. Podobnie było w 2012 roku, kiedy kajty wyparły z igrzysk windsurfing. Ostatecznie do wprowadzenia zmian w życie nie doszło z powodu ostrego oporu środowiska windsurfingowego i protestów, jednak pamiętam, że windsurferzy zaczęli na kajty przesiadać się masowo. To była dla wielu szansa na otarcie nowej perspektywy w karierze. Na mistrzostwach świata w lipcu na Sardynii wystartowało 200 zawodników i zawodniczek, z czego 70 osób to byli windsurferzy. Teraz, jak sadzę, będzie podobnie. Foile i latawce zaczną się sprzedawać, a to nakręci rynek szkoleń. Co za tym idzie, należy oczekiwać, że uaktywnią się kluby.

– Jaka powinna być ich rola?

– Kluby powinny zacząć działać, organizować sekcje kajtowe. Jednak motorem napędowym rynku jest w tym przypadku Polski Związek Żeglarski, który wyznacza tory szkoleniowe. Kajty muszą zostać wciągnięte do systemu rywalizacji sportowej dzieci i młodzieży. Powinno się to stać już ze trzy lata temu. Zabiegamy o to co roku i za każdym razem na przeszkodzie stoją jakieś wymogi formalne, przepisy, na które nie mamy wpływu. PZŻ uznaje, że szkoleniem powinny zajmować się kluby, a nie szkółki. Tymczasem w Polsce, poza czternastoosobową sekcją kajtową w SKŻ Sopot mamy jeszcze jeden klub w Mielnie, który szkoli w tej dyscyplinie. Czy Związek zmieni podejście, czy zaczną powstawać nowe kluby – przekonamy się z czasem.

– Potencjał mamy, perspektywy na światowe sukcesy są, czego nam może zabraknąć na drodze po olimpijski medal w Paryżu?

– Czasu. Francuzi, Włosi, Hiszpanie i inne nacje, które do sprawy podchodzą poważnie, zmobilizowali wszystkie siły, żeby wyszkolić zawodników pływających na foilach. A u nas wciąż ta dyscyplina jest w powijakach. Oby nie było za późno. Tamci pracują, mają już wypływane godziny. Mają na to środki, a u nas bardzo wiele opiera się na rodzicach i ich funduszach. Jeśli zaczniemy trenować za późno, możemy stracić szanse na medale. Musimy pływać, trenować, a na to potrzebne są pieniądze.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ