< Powrót
5
września 2019
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
Bendyk
Tymoteusz Bendyk.

Tymoteusz Bendyk: Nie chcę zamykać sobie żadnych drzwi

Z Mistrzostw Świata katamaranów klasy A przywiózł brązowy medal. Dziś, wspólnie z Irminą Mrózek-Gliszczynską (Chojnicki Klub Żeglarski), rozpocznie rywalizację w Mistrzostwach Polski klas olimpijskich na katamaranie Nacra 17. W rozmowie z nami Tymoteusz Bendyk (UKS Navigo) mówi między innymi o swoich planach na sportową przyszłość.

– Trzecie miejsce w mistrzostwach świata to powód do radości, jesteś zadowolony ze swojego startu w Weymouth?

– Bardzo się cieszę z tego medalu, choć przyznam, że byłem nieco zaskoczony tak dobrym rezultatem.

– Dlaczego?

– Bo tak naprawdę moje przygotowania do tego startu w klasie A-Cat nie były zbyt długie. Jakieś dwa miesiące dość intensywnego treningu. Większość czasu spędzałem jednak na Nakrze. Całe szczęście konkurencja nie przycisnęła zbyt mocno, choć było kilku zawodników, którzy pokazali klasę i ciężko było utrzymać się w czołówce. Ale się udało i to cieszy.

– Ciężka praca jest ważna, ale liczy się też talent…

– Nie jestem zwolennikiem teorii o talencie. To raczej ciężka praca i czas spędzony na wodzie praca przy sprzęcie daje efekty. Na regatach po wynikach widać, kto więcej efektywnego czasu spędził na treningu przygotowując się do konkretnych zawodów.

– Masz poczucie, że brązowy medal zobowiązuje cię do powtórki sukcesu w przyszłości albo uzyskania jeszcze lepszego rezultatu?

– Rzeczywiście. Nawet czasem żartuję, że stałem już na wszystkich stopniach podium w mistrzostwach świata w Akatach oprócz tego najważniejszego. Po cichu liczę, że w przyszłości uda mi się wspiąć na stopień premiowany złotem.

– W Mistrzostwach Polski wystartujesz z Irminą…

– Tak, wcześniej zdarzało się nam popływać razem, a skoro brakowało mi od jakiegoś czasu załogantki na Nakrę, to postanowiliśmy spróbować sił w mistrzostwach wspólnie. Mam do obrony tytuł mistrza Polski sprzed roku, czy to się uda – zobaczymy.

– Masz jakieś wątpliwości?

– Niestety, nie mieliśmy okazji trenować systematycznie. Pływaliśmy tylko kilka razy. W klasie dwuosobowej ciężko zgrać sternika i załogantkę i stworzyć profesjonalny team. Zgranie i opływanie załogi ma kluczowe znaczenie, większe niż indywidualne umiejętności. Na łódce są dwie osoby i obie muszą współpracować, rozumieć się i wiedzieć, co kto ma robić. Dlatego mówienie o tym, że jesteśmy stałą załogą jest dziś trochę na wyrost. Po prostu oboje lubimy się ścigać i skoro jest taka możliwość, to z niej skorzystaliśmy.

– Czy po tych mistrzostwach planujesz jeszcze jakieś starty w tym roku?

– W tym roku już nie. Czas odpocząć. Może jeszcze jakieś starty klubowe, ewentualnie błękitna wstęga. Ale raczej kończę ten sezon, bo czuję, że już „jadę na oparach”.

– Pływasz na Akacie i na Nakrze, potrzebujesz czasu żeby się „przestawić” z jednej łódki na drugą?

– Na to potrzeba zawsze kilku dni. Zwłaszcza, kiedy przesiadam się na Nakrę z Akata. Nacra 17 jest jak czołg, waży więcej, foile są inaczej zbudowane. Trzeba się przestawić. Najlepiej czuję się w klasie A-Cat, na której najwięcej przepływałem.

– Wiążesz z tą klasą swoją sportową przyszłość?

– Z Akatem jest ten problem, że nie jest to klasa olimpijska, ani zbyt oblegana przez zawodników. Ciężko więc wiązać z nią przyszłość. Można pracować nad rozwojem klasy i technologii tej łódki. W tym sensie swoją przyszłość z klasą A-Cat wiążę, bo to jest ciekawe i mnie interesuje. Jednak w sferze sportowej, na pewnym etapie kariery, ciężko się już spełniać.

– Wygląda na to, że w przyszłym sezonie będziesz musiał podjąć decyzję dotyczącą twojej sportowej kariery. Może wybierzesz Nakrę?

– Chciałby podjąć taką decyzję, bo o ile z Akatem sprawa ma się tak, jak ja przedstawiłem, o tyle Nacra 17 daje możliwości rozwoju sportowego na dłuższą metę, jednak z pływaniem na tej łódce wiążą się ogromne koszty no i konieczność znalezienia załogantki, z którą czułbym się na tyle pewnie, żeby przygotowywać się przez kolejne lata do igrzysk olimpijskich. Jeśli nie znajdę takiej osoby, to taki projekt nie ma sensu. W ciągu tego roku sporo nauczyłem się na Nakrze, ale trudno sobie poradzić bez wsparcia z zewnątrz i stałej, pewnej osoby w załodze. Dziś ciężko mi powiedzieć, jak to będzie, ale chce wiedzieć na czym stoję, bo takie rozdwajanie się i poszukiwanie drogi jest męczące i mało efektywne.

– Może stworzysz team z Irminą?

– Nie wykluczam, że tak będzie, na pewno spróbujemy. Ale mamy z Irminą podobny kłopot. Jesteśmy oboje za ciężcy na tę łódkę. Chcąc osiągnąć rezultaty na najwyższym poziomie musielibyśmy stracić po parę kilo. Z drugiej strony, Nacra 17 to klasa mocno fizyczna, wymaga siły. Nie jestem pewien, czy dałoby się to zrobić i czy to by działało.

– A jeśli się nie uda? Rozważasz jakiś inny wariant?

– Zawsze chciałem zobaczyć jak wygląda ściganie się na dużych jachtach i żeglarstwo oceaniczne. Być może pójdę w tę stronę. Jestem otwarty na wszystko i nie chcę na razie zamykać sobie żadnych drzwi, dopóki nie podjąłem jeszcze decyzji o swojej przyszłości.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ