< Powrót
8
października 2019
Tekst:
mat. prasowe, dol
Zdjęcie:
mat. prasowe
rejs pokoju

Upamiętnili 20. rocznicę Rejsu Pokoju

W sobotę 5 października uczestnicy i sympatycy Rejsu Pokoju spotkali się na pokładzie „Zawiszy Czarnego”. Rejs odbył się w 1999 r., a uczestniczyła w nim międzynarodowa załoga. W jej składzie znalazła się młodzież z krajów ogarniętych konfliktami zbrojnymi.

– Rejs Pokoju był jednym z najtrudniejszych i najciekawszych przedsięwzięć zorganizowanych na pokładzie „Zawiszy”, choć nawigacyjnie i żeglarsko nie stawiał przed uczestnikami wielkich wyzwań- mówił kapitan Waldemar Mieczkowski. – Wymagająca była załoga złożona z przedstawicieli tak różnych narodowości i religii. Ci młodzi ludzie nie byli przypadkowi, oni chcieli tam być i udowodnili, że to możliwe.

W spotkaniu oprócz kapitana Rejsu Pokoju Waldemara Mieczkowskiego, który w tamtym okresie był również komendantem CWM ZHP, uczestniczyli oficerowie: Joanna Dombrowska, Magdalena Jabłonowska i Grzegorz Rösner. Wspominali, mniej lub bardziej poważne, rejsowe historie i odpowiadali na pytania słuchaczy przybyłych by dowiedzieć się więcej na temat RP. Wśród sympatyków „Zawiszy” i historii polskiego żeglarstwa nie zabrakło przedstawicieli władz. W zawiszowym kubryku gościł radny Gdyni Lechosław Dzierżak i Adam Labuhn, przedstawiciel senatora RP Sławomira Rybickiego.

Czym był Rejs Pokoju, który po 20 latach wciąż wzbudza emocje i jest uznawany za jeden z najważniejszych rejsów „Zawiszy”? Jak wynika z opowieści druha kapitana pomysł przyszedł z zewnątrz. Światowe Biuro Skautowe chciało zorganizować rejs, w ramach którego młodzi ludzie z krajów zwaśnionych, dotkniętych konfliktami i sporami, zamustrują na pokład żaglowca, aby pokazać, że możliwa jest współpraca i wspólny wysiłek na rzecz pokoju. Zawisza Czarny jako jedyny żaglowiec skautowy na świecie stał się oczywistym wyborem. Tak też w sierpniu 1999 roku polska załoga stała, podjęła trud uczynienia z osób różnych narodowości, religii i kultur jednej załogi. Mimo, że wydawało się to karkołomnym przedsięwzięciem oficerowie pracujący bezpośrednio z załogą dobrze wspominają dowodzenie wachtami i zaangażowanie młodzieży w program.

– Uczestnicy byli bardzo dzielni – mówiła Joanna Dombrowska. – oprócz tych wszystkich wacht, alarmów do żagli i rejonów codziennie mieli kilka godzin zajęć. Uczyli się komunikacji, polubownego rozwiązywania konfliktów. To był spory wysiłek nie tylko żeglarski ale i umysłowy.

Z opowieści innych członków załogi wynika też, że w każdym odwiedzanym porcie realizowali wiele obowiązków. Były spotkania z politykami i działaczami, festyny, występy i zajęcia z lokalną młodzieżą. Wszystko to, aby szerzyć ideę pokoju i współpracy.

Samo uczestnictwo w rejsie i spotkanie z nieraz trudnymi życiowymi historiami jego uczestników było ważnym przeżyciem, również dla polskiej części załogi.

– To zmieniło moje patrzenie na życie – mówiła Magda Jabłonowska. – Zmieniły się moje priorytety. Byłam wtedy jeszcze studentką i po powrocie do kraju zupełnie inaczej spojrzałam na moje dotychczasowe problemy.

– Rejsy polsko-ukraińskie i polsko-litewskie, które realizowaliśmy kilkanaście lat później kontynuowały ideę rejsu wielonarodowościowego – powiedział hm. Rafał Klepacz, prezes CWM ZHP. – Wachty zawsze były mieszane, każdej dowodził polski oficer i starszy wachty z Ukrainy lub Litwy. Dzięki temu, mimo czasem niełatwej historii, obcy sobie ludzie szybko stają się jedną załogą.

Sobotnie spotkanie oficjalnie zakończyło się żeglarskim toastem i kilkoma szantami wykonanymi przez Kapitana Waldka Mieczowskiego i Jacka Jakubowskiego – dyrektora Męskiego Chóru Szantowego „Zawisza Czarny”. W praktyce jeszcze długo kubryk i mesa pełne były rozmów, wspomnień i radości ze spotkania po latach.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ