Żeglarska Wielkanoc daleko od domu
Święta Wielkanocne to zwykle czas rodzinnych spotkań, odpoczynku w domowym zaciszu i chwila wytchnienia od codziennego zgiełku. Wielu polskich żeglarzy spędzi jednak najbliższe dni z dala od domów, na morzach i oceanach, w dalekich portach. Dla niektórych będzie to okres szczególnie trudny.
Jednym z takich żeglarzy jest kapitan Grzegorz Węgrzyn, płynący w rejsie dookoła świata. W czwartkową noc 13 kwietnia na jachcie kapitana została odpalona boja EPIRB. Taką dramatyczną informację zamieścili przyjaciele żeglarza na jego fejsbukowym profilu. O uruchomieniu nadajnika powiadomiło ich Polskie Ratownictwo Morskie. Był to najprawdopodobniej fałszywy alarm. Na wiadomość zareagowała mieszkająca w Melbourne znajoma kapitana. W komentarzu na Facebooku napisała: „Rozmowa tel. z Rescue Services in Auckland. Mówią, że EPIRB został aktywowany przypadkowo, na tę chwilę jest wyłączony. Nowa Zelandia nie jest w stanie sprawdzić co się dzieje, bo kapitan jest już na wodach poza ich zasięgiem. Musieliby lecieć jakieś 10 godzin. Trzeba cierpliwie czekać na dalsze wiadomości. Trzymajcie kciuki i zachowajcie spokój. Bedzie dobrze! Musi być!”.
Grzegorz Węgrzyn i jego „Regina R.”
Kapitan Grzegorz Węgrzyn wyruszył ze Szczecina 6 czerwca 2015 roku na pokładzie jachtu „Regina R.”. Chciał opłynąć świat samotnie bez zawijania do portów. Niestety na Atlantyku okazało się, że to się nie uda. Uszkodzeniu uległ komputer pokładowy i autopilot. Żeglarz zacumował u wybrzeży wyspy Santiago w archipelagu Wysp Zielonego Przylądka. Po naprawieniu uszkodzeń ruszył w dalszą drogę, ale kolejna awaria – tym razem olinowania jachtu – zmusiła go do postoju w Simonstown w RPA. Kolejne przystanki to porty w Australii i Nowej Zelandii.
Grzegorz Węgrzyn wszędzie spotykał się z życzliwością i wparciem lokalnej Polonii. Rodacy pomagali mu w przeprowadzeniu niezbędnych napraw, dostarczali prowiant i trzymali kciuki, kiedy ruszał w dalszą drogę. Z Acukland „Regina R.” wypłynęła 18 marca kierując się na Pacyfik. Kapitan żegnany był oczywiście przez Polonusów. Z informacji Żeglarskiego.info wynika, że nie wyklucza postoju w którymś z portów Ameryki Południowej. W tej chwili jednak jest na Pacyfiku i tam samotnie spędzi Święta Wielkanocne.
Jacht „Wassyl”.
Wojciech „BoloJr” Maleika i jego ludzie, czyli załoga jachtu „Wassyl” też są bardzo daleko od domu. Rarotonga, na którą zawitali, to wyspa najbardziej oddalona od ich macierzystego Szczecina. Licząca łącznie sześć osób załoga jest w trasie od lipca 2015 roku, choć nie wszyscy żeglarze uczestniczą w kolejnych etapach rejsu.
Mateusz Stodulski (z lewej), jego żona, syn oraz Heniu, współwłaściciel „Sputnika III”.
Cztery lata ma potrwać odyseja Mateusza Stodulskiego, który z rodziną realizuje przygodę życia pod nazwą „Sputnikiem dookoła Ziemi”. W drogę wyruszyli 3 maja 2014 roku, po drodze przesiedli się na kolejny jacht, któremu nadali imię „Sputnik III”. Tym razem święta spędzą w rejonie Ameryki Środkowej. Ostatnią relację Mateusz wysłał z Panamy.
„Selma Expeditions”.
Kolejny polski jacht na oceanie to „Selma Expeditions” z dziesięcioosobową załogą. Pod koniec marca żeglarze dotarli w okolice Przylądka Horn, a teraz kierują się w stronę Falklandów, gdzie najprawdopodobniej zacumują na okres świąt. Kolejnym ich celem będzie Recife w Brazylii.
To oczywiście nie jedyni Polacy pływający teraz po morzach i oceanach, daleko od ojczyzny. Pamiętamy o wszystkich, a znajomym i nieznajomym żeglarzom życzymy Wesołych Świąt i bezpiecznych powrotów do domów.


