< Powrót
3
marca 2021
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
KS Spójnia Warszawa
spójni
Młodzi żeglarze ze Spójni podczas przygotowań do mistrzostw polski klasy 420.

Żeglarze z warszawskiej Spójni walczą o przetrwanie

Największym wrogiem sportowców ze Spójni okazały się nie problemy finansowe czy brak chętnych do kontynuowania chlubnych sportowych tradycji, a lokalne władze. Od niemal 20 lat trwa spór z wójtem gminy Nieporęt Maciejem Mazurem, który domaga się usunięcia klubu z zajmowanego terenu.

Spójnia Warszawa to jeden z najstarszych żeglarskich klubów w Warszawie. Działalność zainaugurował w 1949 r. Początkowo treningi odbywały się na Wiśle, a kiedy w 1964 r. powstał Zalew Zegrzyński (dziś zwany Jeziorem Zegrzyńskim), właśnie tam rozlokowali się żeglarze. Nie tylko ze Spójni, bo pod egidą Warszawskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego (WOZŻ) swoje miejsce na nabrzeżu znalazło kilkanaście innych klubów wodniackich, w tym Yacht Klub Polski Warszawa i Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie.

Dla miłośników sportów wodnych miejsce to było wymarzone – płytkie zejście do wody w formie zatoki zabezpieczonej przez falowaniem i zalewami od strony północno-zachodniej. Powstała dobrze zaopatrzona baza sprzętowa i miejsce, w którym młodzi ludzie mogli rozwijać sportowe pasje. Nic dziwnego, że w takich warunkach karierę rozpoczynali najlepsi z najlepszych. Wśród nich Mateusz Kusznierewicz, Dominik Życki, Zofia Klepacka.

Po przemianach ustrojowych, w latach 90., kiedy kluby utraciły lwią część dotacji publicznych, sytuacja uległa pogorszeniu, sprzętu ubywało, a środków na zakup nowego nie było. Mimo wszystko żeglarstwo nadal królowało nad Zalewem. Wszystko zaczęło się zmieniać na początku pierwszej dekady nowego stulecia.

– Kluczowy w całej tej sprawie jest model funkcjonowania polskiego samorządu – uważa Jarosław Kaniewski z zarządu Sekcji Żeglarskiej KS Spójnia Warszawa. – W minionych latach nie było ograniczenia kadencyjności na stanowisku wójta. W takiej formule wójt może tak ukształtować środowisko polityczne, w którym funkcjonuje, że nie tyle rządzi, a panuje w gminie. Ambitny, przedsiębiorczy wójt ma w takim modelu dwie możliwości: rzetelnie i z pożytkiem pracować dla dobra lokalnej społeczności i rozwoju gminy, albo pracować na własną korzyść i w swoim politycznym, i nie tylko, interesie, realizując przedsięwzięcia wygodne dla niego i jego zaplecza. Wójt gminy Nieporęt był najpierw, od roku 2001, zastępcą wójta, a od roku 2002 nieprzerwanie sprawuje urząd włodarza gminy. Pan Mazur jeszcze jako wicewójt zaangażował się w sprawę przejęcia przez gminę terenu, na którym prowadzili swoją działalność żeglarze, a który należał do Skarbu Państwa. Tłumaczył to korzyściami, jakie mieliby z tego czerpać sami zainteresowani. Sport i rekreacja należą do zadań własnych gminy, a ówczesny wicewójt twierdził, że dzięki gminie żeglarze zyskają wsparcie, którego państwo, w tym przypadku wojewoda, im nie zapewni. Zaaranżował rozmowy z ówczesnymi władzami wojewódzkimi na ten temat i w efekcie doprowadził do przekazania gminie gruntu w formie darowizny. Umowa zakładała, że WOZŻ otrzyma teren w 15-letnią dzierżawę. Tego warunku nigdy nie zrealizowano, ponieważ  w umowie miedzy gminą a wojewodą, bez wiedzy WOZŻ, pojawiły się zapisy warunkujące przekazanie ternu Związkowi o ile poczyni pewne inwestycje. Inwestycje nie powstały, bo po pierwsze były poza zasięgiem finansowym tej organizacji, po drugie ich realizacja nie gwarantowała przedłużenia dzierżawy.

Przez kilka kolejnych lat żeglarze funkcjonowali na dawnym terenie bez umowy, a później gmina podpisywała z WOZŻ i Spójnią, i YKP  Warszawa kolejne, trzyletnie porozumienia o dzierżawie. Takie trzyletnie umowy uniemożliwiały realizację jakichkolwiek inwestycji, ponieważ nie dawały podstaw do ubiegania się o dotacje, a wszelkie inwestycje, po zakończeniu dzierżawy należałoby zburzyć albo przekazać nieodpłatnie właścicielowi terenu.

– Uważam ze wójt od początku miał własną wizję funkcjonowania i rozwoju tego terenu – mówi Jarosław Kaniewski. – Przez dwa lata gruntem zarządzał urząd gminy, a później został powołany Gminny Ośrodek Sportu i Rekreacji. W roku 2016 wójt podjął decyzję o tym, że wszystkie kluby sportowe mają wynieść się z tego terenu. Uznał, że po „naszej” stronie zatoki będzie on, a po drugiej stronie ma coś, co się nazywa Zatoka Pilawa, popeerelowski, zabetonowany port. Moim zdaniem to teren, który należy odtworzyć od podstaw. Wójt zaproponował klubom dzierżawy niedużych działek na umowy krótkoterminowe. Nam zaproponował działkę o powierzchni 2500 m. Nie ma tam zaplecza infrastrukturalnego, nie mieliśmy też gwarancji kontynuacji dzierżawy. Większość klubów zgodziła się na propozycję wójta. My się nie zgodziliśmy na takie warunki. Mieliśmy za sobą patrona w postaci WOZŻ. Inne kluby o bardziej prywatnym charakterze, gdyby się postawiły, straciłyby miejsce do swojej działalności z dnia na dzień. Wójt wyznaczył nam datę przeprowadzki. Kiedy pojawił się spychacz, pojawiła się równocześnie telewizja i nasi prawnicy. Wtedy akcja została wstrzymana. Wójt zrezygnował z radykalnych posunięć. Zaczęło się nękanie nas poprzez utrudnianie dostępu do terenu, odcinanie prądu i wreszcie skierowanie sprawy do sądu.

Klub zaczął funkcjonować na dotychczasowym gruncie płacąc czynsz bezumowny. Sprawa o eksmisję z zajmowanego terenu toczy się przed sądem w Legionowie do dziś. Żeglarze ze Spójni uważają, że mimo iż decyzje wójta mają akceptację rady gminy, to naruszają interes publiczny, bo Zalew nie jest prywatną własnością, ani wójta, ani radnych. Równocześnie szukali sposobu na porozumienie z wójtem. Chcieli pogodzić pomysł władz gminy na działalność GOSiR z działalnością żeglarską. Bez skutku.

– Jedyny konflikt dotyczył tego, że wójt chce postawić na zajmowanym przez nas terenie budynek dokładnie w miejscu, gdzie stoi nasza baza, mimo że dla tego budynku nie ma znaczenia, czy on jest tuż nad wodą, czy 50 metrów dalej – informuje nasz rozmówca. – Dla nas z kolei lokalizacja jest kluczowa choćby ze względów bezpieczeństwa i wyjścia na wodę. Niestety, wójt nie chciał z nami rozmawiać i nadal forsował własną koncepcję. Od lat obserwuję nad Zalewem niekorzystne zjawisko. Tereny przybrzeżne obrastają niczym rakiem ośrodkami o charakterze biesiadnym. Architektura tych budynków jest okropna, niszczy krajobraz, ale plany zagospodarowania przestrzennego uchwalane pod rządami wójta, dopuszczają taką zabudowę. Dla żeglarzy i rozwoju żeglarstwa nic z takich inwestycji nie wynika. Doszedłem do wniosku, że wójt za publiczne pieniądze chciałby postawić budynek o podobnym przeznaczeniu, jak działające w okolicy budynki imprezowo-noclegowe i dlatego wyklucza funkcje sportowe na tym terenie. Po prostu działalność biesiadna i sportowa kłócą się ze sobą. Roboczo budynek bywa określany jako kapitanat, budynek Urzędu Gminy, siedziba WOPR – w zależności od sytuacji i potrzeb wójta. Jeśli mowa z kolei o GOSiR, to działalność rekreacyjna miała być ograniczona do zadań niskobudżetowych, takich jak organizacja boiska do siatkówki plażowej i budowy betonowych ścieżek rowerowych, albo torów deskorolkowych. Jak dotąd ten teren stracił na takim podejściu 15 procent obszaru zielonego.

Zdaniem żeglarzy ze Spójni, jedyną szansą na uchronienie terenów nad Zalewem i zachowanie ich funkcji sportowych, jest debata publiczna, w której jednoznacznie i transparentnie zostanie określone, jaką działalność, z punktu widzenia interesu publicznego, należałoby realizować na spornym terenie. Dlatego starają się zapoczątkować debatę i liczą na wsparcie całego środowiska żeglarskiego i sportowego z Warszawy i szerzej – z Polski.

– Żeglarstwo w tym miejscu ma wymiar sukcesów mistrzów świata, mistrzów kraju, olimpijczyków – mówi Jarosław Kaniewski. – Wiele pokoleń zostało dzięki żeglarstwu i dzięki Zalewowi zostało ukształtowanych. To dziś wartościowi ludzie.

W tych staraniach udało się żeglarzom pozyskać wsparcie obecnego wojewody mazowieckiego, który po trwających jakiś czas, nieskutecznych negocjacjach z wójtem gminy Nieporęt doprowadził do unieważnienia darowizny terenu na rzecz gminy. Powodem był komercyjny charakter planowanych przez wójta na terenie Spójni inwestycji. Wójt nie uznał tego powołując się na suwerenność samorządu. Wojewoda skierował sprawę odwołania darowizny do sądu.

– Wójt wprowadził narrację opierającą się na tym, że on reprezentuje interes gminy, a tymczasem Kaniewski i trener Spójni Dariusz Czapski chcą się uwłaszczyć na tym terenie, a  wojewoda im w tym pomaga, bo chce tam obsadzić swojego człowieka – informuje nasz rozmówca. – My z kolei mówimy, że to nie jest dyskusja o prawie cywilnym i o tym, co właściciel może robią na danym terenie, a o tym, że Zalew jest terenem powszechnym, a zatoka jest dedykowana żeglarzom i jest nierozerwalnie związana z dotychczasowymi osiągnięciami sportowym. Że bez tej zatoki nie ma możliwości kontynuacji tej działalności nad Zalewem Zegrzyńskim. Ostatni akord sprawy to pierwsza rozprawa w sądzie. Niestety, sędzia stwierdziła, że nie interesują jej żadne inne kwestie, poza tą, kto jest właścicielem terenu. Uznaliśmy więc, że należy sprawę upublicznić i dążyć do otwartej debaty z udziałem wszystkich mających coś do powiedzenia na temat żeglarstwa i zatoki, w której funkcjonujemy. Chcemy nadać sprawie wymiar społeczny. Prezes Warszawsko-Mazowieckiego Okręgowego Związku Żeglarskiego, Jerzy Durejko wystąpił do PZŻ o wsparcie i koordynację działań, których celem byłoby zbudowanie na tym terenie bazy żeglarskiej. Za pieniądze publiczne, jako cel publiczny i na publicznym gruncie.

Klub Sportowy Spójnia Warszawa istnieje od 1949 roku. Sekcja żeglarska jest najliczniejszą sekcją klubu. Zawodnicy trenują na jachtach klasy Optimist, L’Équipe, Laser Standard, Laser Radial, Laser 4,7 , 420, 470, Finn. Sekcja żeglarska prócz grup regatowych posiada szkółkę żeglarska dla dzieci, w której najmłodsi żeglują na jachtach klasy Optimist i Omega.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ