< Powrót
26
października 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
archiwum Bożeny Meller
meller
Bożena Meller z uczniami.

Znani i nieznani: Bożena Meller

Choć nigdy nie była żeglarką, a przez kilkadziesiąt lat pracowała jako nauczycielka języka polskiego, z żeglarstwem i morzem związała ważną część swojego życia zawodowego. Bożena Meller opowiada nam o współpracy z Pomorską Szkołą Żeglarstwa i Edukacji Morskiej Pomorskiego Związku Żeglarskiego.

– Kiedy zaczęła się pani przygoda z edukacją morską?

– Oficjalnie wszystko zaczęło się w 2016 roku, dokładnie 27 września, kiedy ówczesne 11 Gimnazjum w Gdyni podpisało porozumienie z Pomorskim Związkiem Żeglarskim. Zanim to jednak nastąpiło, od początku roku szkolnego szukałam świeżego pomysłu na pracę z moją nową klasą. Przeczytałam w internecie, że powstaje Pomorska Szkoła Żeglarstwa i Edukacji Morskiej i postanowiłam podjąć współpracę z tą instytucją. Skontaktowałam się z koordynatorem PSŻiEM Leopoldem Naskrętem, porozmawialiśmy i od pierwszych dni września nastąpiła intensywna wymiana pytań, odpowiedzi i informacji. Wszystko działo się bardzo szybko, a że nie jestem żeglarką dowiedziałam się bardzo wielu nowych rzeczy. Finałem tego pierwszego etapu było porozumienie, no a kolejnych kilka lat to owocna współpraca naszego gimnazjum, a teraz już 51 SP z PSŻiEM.

– Nie miała pani oporów przed wejściem na nowe, nieznane terytorium?

– Żaden nauczyciel nie powinien osiadać na laurach. Ja nie chciałam ograniczać się do edukacji teatralnej czy zajęć dziennikarskich. Postanowiłam znaleźć coś nowego i tak zaczęła się trzyletnia, moja i moich uczniów, współpraca ze Szkołą. Klasa zresztą miała oficjalnie wpisana jako kierunek edukację morską, a po roku działania udało mi się, przy wsparciu Kuratorium, ustalić z wiceprezydentem Gdyni ds. edukacji Bartoszem Bartoszewiczem, że uczniowie klasy mieli na świadectwach końcowych wpisaną, jako dodatkowy, ale oceniany, przedmiot edukację morską. To była dla nas duża sprawa i bardzo się cieszyłam, że udało się to załatwić.

– Uczyła się pani morza i żeglarstwa wspólnie z uczniami?

– Tak. Napisałam swój pierwszy projekt związany z edukacją morską „Żeglujże żeglarzu” i rozpoczęliśmy naukę wszystkiego od podstaw. Uczestniczyłam w zajęciach wspólnie z moimi uczniami. Byłam na każdych zajęciach, razem uczyliśmy się od podstaw wiązania węzłów, zasad bezpiecznej żeglugi, pływaliśmy na jachtach, chodziliśmy do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Z wolna wszelkie sprawy związane z morskością Gdyni i edukacją morską stały się moją pasją. Dzieciakom zresztą też się to udzieliło. To była 31-osobowa klasa różnych dzieci, z różnych części miasta, które weszły w nowy świat. Realizowaliśmy dwa programy, ten morski i edukacje teatralną połączoną z osobom starszym. Często zdarzało się, że zajęcia w PSŻiEM kończyliśmy o 17, zjeżdżaliśmy do centrum Gdyni, kiedy inne dzieci już dawno były w domach, ale nikt nie protestował, nie liczył tego czasu, nie chciał rezygnować z udziału w zajęciach.

– Odnaleźli w żeglarstwie coś dla siebie…

– Te zajęcia to był przede wszystkim sposób na nudę, na depresję i uzależnienia. Pasja żeglarska na tyle dobrze wypełniła ich potrzeby, że wyrośli na fajnych ludzi, a jest wśród nich nawet jedna żeglarka, która całe minione wakacje spędziła żeglując między Chorwacją, a włoską Catanią.

– Jak trafiła pani do zawodu nauczyciela?

– Od zawsze interesowałam się sportem i wiedziałam, że będę nauczycielką WF, albo trenerką. Dostałam się na studia kierunkowe, ale po roku stwierdziłam, że chcę robić coś jeszcze. Przeniosłam się na pedagogikę, na nauczanie języka polskiego. Ale sport nadal był mi bliski. A że po latach natrafiłam w swoich poszukiwaniach pedagogicznych i sportowych na edukację żeglarską – widać tak miało być. Mieszkałam przecież w Gdyni. Codzienne spacery bulwarem, widok na marinę i na Zatokę, na jachty, obserwacja regat… Żeglarstwo jest tu czymś naturalnym.

– Pani podopieczni korzystali też ze wsparcia Marynarki Wojennej…

– Miałam przyjemność współpracować z Akademią Marynarki Wojennej w Gdyni, z komandorem porucznikiem Wojciechem Mundtem. Przez dwa lata moi podopieczni korzystali z Akademickiego Ośrodka Szkoleniowego Akademii Marynarki Wojennej w Czernicy. Między innymi pływaliśmy tam kajakami. W ogóle starałam się, żeby edukacja morska nie była tylko czystą teorią. Możliwie jak najwięcej czasu staraliśmy się spędzać „w terenie”.

– Czego dzieci nauczyły się przez te trzy lata realizacji programu PSŻiEM?

– Myślę, że nauczyli się swego rodzaju posłuszeństwa, samokontroli, która na jachcie jest niezbędna. Zrozumieli, że podczas rejsu trzeba słuchać poleceń, że obowiązuje konieczny rygor oraz to, że na pokładzie jesteśmy wszyscy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Nie zdarzyła się sytuacja, by na jachcie ktoś komuś ręki nie podał, nie pomógł wejść na pokład. Wszyscy byliśmy razem i razem uczyliśmy się wielu nowych rzeczy, poczynając od wiązania węzłów. Ale były też spotkania z żeglarzami, którzy przekazywali swoje doświadczenia i pasję młodym ludziom. W jednym z takich spotkań uczestniczył kapitan „I love Poland” Jarosław Kaczorowski. Dzieciakom szczęki opadły, że to taki fajny gość. Poza tym, organizowaliśmy spotkania w Narodowym Muzeum Morskim, niektóre dzieci pierwszy raz miały okazję zobaczyć „Sołdka”.

– Słyszałem, że zdarzały się też w tym czasie rzeczy niecodzienne…

– Tak, rzeczywiście. Zdarzyła się taka sytuacja, że z Urzędu Miasta Gdyni dostałam nieduże dofinansowanie na zakup materiałów, które mogłyby być przydatne podczas realizacji zajęć. Musiałam je wykorzystać do końca roku szkolnego, ale nie miałam pomysłu, na co pieniądze wydać. I któregoś razu weszłam do ciucholandu. Od razu zauważyłam coś, co przykuło moją uwagę – kolorowe kawałki materiału, które wydały mi się znajome. Okazało się, że to kolejne znaki międzynarodowego kodu sygnałowego. Zaczęłam je po kolei wyciągać, w sumie było ich 32. Zastanawiałam się, ile to będzie kosztować, bo zazwyczaj pełny kod flagowy jest dość drogi. Z drżeniem serca zapytałam kasjerkę i usłyszałam, że za całość zapłacę… 32 złote. Miałam wyjątkowe szczęście, a gala flagowa do dziś towarzyszy wszystkim uroczystościom szkolnym.

– Zachowała pani wspomnienia, ale też zostawiła część swojego zaangażowania i  pracy w szkole.

– Dziś mieszkam poza Gdynią, ale odwiedzam szkołę i choć jestem na emeryturze, wiem że pracownicy szkoły dbają o kącik morski, w którego powstanie włożyłam wiele pracy. Jestem wdzięczna dyrekcji, że nie wahała się wziąć udział w tej przygodzie i zaczęliśmy wspólnie realizować program edukacji morskiej. Dziś z powodzeniem kontynuuje go ze swoimi uczniami Paweł Wołosiewicz, nauczyciel WF w Szkole Podstawowej nr 51. Warto było angażować się i robić coś więcej poza standardowym siedzeniem na lekcjach. Choćby po to, by mieć co wspominać.

MellerBożena Meller – mgr filologii polskiej, której zainteresowania związane są z literaturą, teatrem i sportem. Jej hobby to żeglarstwo i praca zawodowa. Była pedagogiem przez 40 lat. 10 lat pracowała w ośrodkach sportu i rekreacji w Rumi i Redzie. Od 1989 r. nauczycielka j. polskiego w jednym budynku, ale w 3 placówkach: Szkole Podstawowej nr 27, Gimnazjum nr 11 oraz Szkole Podstawowej nr 51. Dziś już na zasłużonej emeryturze.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ