< Powrót
13
lipca 2022
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Bohdan Sienkiewicz
Jerzy Radomski
Jerzy Radomski wpływający do Pucka w 2016 roku.

Znani i nieznani: Jerzy Radomski

Przepłynął na „Czarnym Diamencie” ponad 300 000 Mm. Jest jednym z najsłynniejszych polskich żeglarskich wagabundów. Jerzy Radomski od dziecka myślał o dalekomorskich wyprawach i udało mu się to marzenie w pełni zrealizować.

Jerzy Radomski urodził się 22 lipca 1939 roku w Klewaniu, a dorastał w Działdowie. O dalekomorskich rejsach zaczął myśleć już jako mały chłopiec.

– Każde dziecko marzy – mówi. – Niektóre dziewczynki chciałyby być księżniczkami, a chłopcy żołnierzami. Ja marzyłem o pływaniu po morzu. Inspiracja pochodziła z książek podróżniczych, które kupował mi dziadek, Edward Radomski.

Zew morza był na tyle silny, że w wieku 14 lat Jerzy Radomski w tajemnicy przed rodzicami pojechał pociągiem do Gdyni.

– Podstawą było zebranie pieniędzy – wspomina żeglarz. – Dlatego sprzedawałem makulaturę, butelki i złom. Akurat wystarczyło na bilet do Gdyni i z powrotem oraz małą kanapkę. Po przyjeździe przeżyłem szok – pierwszy raz zobaczyłem szeroką wodę. Chodziłem po basenie Generała Zaruskiego, widziałem jak harcerze pracują przy remoncie jachtu i nawet chciałem im pomóc. Starszy harcerz jednak odmówił i kazał mi odejść. Łzy mi stanęły w oczach, ale potem wykąpałem się w morzu, usiadłem na plaży i pomyślałem: czekaj, czekaj chłopaku – ty mnie nie dopuściłeś do remontu, a ja kiedyś popłynę daleko, za horyzont! Do domu wróciłem na drugi dzień. Mama się martwiła, ale obyło się bez konsekwencji.

Radomski powoli uczył się żeglarstwa. Pływał głównie z kolegami po jeziorkach wokół Działdowa oraz na innych akwenach mazurskich. Żeglowali najczęściej na rozpadającej się łódce, w której za żagiel robiło prześcieradło. Dopiero w okresie służby wojskowej pojechał na urlop do Giżycka, gdzie zdobył stopień żeglarza. Później wziął udział w kursach w Trzebieży i zdobył kolejne stopnie. Przełomowym momentem były przenosiny do Jastrzębia Zdroju w 1962 roku, gdzie mieszkał jego starszy brat. Na Śląsku Radomski zaczął pracować jako elektryk i zaangażował się w życie żeglarskie.

– Na samym początku zapisałem się do klubu Kotwica z pobliskiego Rybnika – opowiada. – Pływaliśmy tam na Cadetach, byłem też instruktorem i szkoliłem. Po kilku latach założyłem w Jastrzębiu Zdroju – Górniczy Yacht Club Delfin przy kopalni Moszczenica. Wkrótce się rozwinęliśmy i zaczęliśmy szkolić oraz organizować rejsy w Trzebieży i na Mazurach.

Jerzy Radomski dowodził też śląskimi rejsami morskimi. W 1970 roku kierował trzymiesięczną wyprawą na jachcie „Chrobry” na Wyspy Kanaryjskie i do Afryki. Cały czas marzył o odbyciu wokółziemskiego rejsu na własnej jednostce. Jeszcze przed wyprawą na „Chrobrym” rozpoczął budowę Agata, konstrukcji Zbigniewa Milewskiego. Niestety podczas nieobecności żeglarza jego powstający jacht został skradziony. Rok 1971 to początek stwarzania „Czarnego Diamentu” – prawie 16-metrowej konstrukcji typu Rigel, zaprojektowanego przez Kazimierza Michalskiego.

„Czarny Diament” został ochrzczony 6 maja 1978 roku w Trzebieży, a 22 czerwca 1978 roku o godzinie 22.55 Jerzy Radomski wypłynął ze Świnoujścia w wokółziemski rejs. Wyprawa miała potrwać cztery lata – zakończyła się jednak po trzydziestu dwóch.

„Czarny Diament” uwięziony w rafie na Morzu Czerwonym w 1979 roku.
Fot. Jerzy Radomski

– Rok po wypłynięciu z kraju jacht wpadł na rafę i był mocno poturbowany, co trochę rejs przedłużyło – opowiada kapitan. – Nie był to jednak główny powód opóźnienia. Wieczorami lubiliśmy słuchać Gdynia Radio, które podawało informacje dla marynarzy. Kiedy byliśmy na Pacyfiku i wypłynęliśmy z Galapagos na Tahiti nagle radio przestało nadawać, następnego dnia też cisza. Na trzeci dzień włączyłem BBC i okazało się, że wprowadzono stan wojenny. No i pojawił się problem – co robimy? Na tym etapie wracać do Polski jachtem nie było sensu, a dodatkowo na Tahiti odebrałem listy od żony, która pisała: płyń dalej. Więc płynąłem.

Po kilku latach żeglarz zamknął pętlę wokółziemską i na chwilę przyjechał do Polski, ale później wrócił na jacht i popłynął dalej. Podczas 32-letniej włóczęgi „Czarny Diament” pokonał około 240 000 Mm, dwanaście razy przepłynął Atlantyk, sześć razy Ocean Indyjski, odwiedził 82 kraje i cumował w 440 portach. Na pokładzie gościł zaś ponad 1000 żeglarzy z całego świata. Radomskiemu często towarzyszyła też rodzina.

– Żona bardzo dużo pływała na tym jachcie, szczególnie po Morzu Śródziemnym, na Bałtyku i wokół Europy – mówi Radomski. – Syn spędził ze mną trzy lata, starsza córka z mężem i dziećmi żeglowała po Morzu Śródziemnym, a młodsza towarzyszyła mi w Afryce i Australii.

Wdzięcznymi towarzyszami były też dwa psy – Burgas, który trafił na pokład „Czarnego Diamentu” w 1978 roku i Bosman, który dołączył do załogi w 1990 roku. Przez jacht przewinęły się też dwie małpy, dwie kury oraz kogut.

Jerzy Radomski

Rybacy na Madagaskarze napotkani w 2015 roku.
Fot. Jerzy Radomski

Podczas podróży nie brakowało przygód. Zdarzały się sztormy, na pokładzie pojawiali się kłopotliwi załoganci mający problem z nadużywaniem alkoholu, jednostka była atakowana przez piratów.

– To było w Zanzibarze – wspomina Jerzy Radomski. – Na szczęście wiedzieliśmy, że zdarzają się napady na jachty, więc byliśmy ostrożni i przygotowani – mieliśmy latarki, rakietnicę i kuszę do połowu ryb. O godzinie drugiej w nocy załogantka usłyszała, że ktoś do nas płynie, więc szybko mnie obudziła. Okazało się, że na łódce zbliża się trzech czarnoskórych. Spytałem, co robią. Odpowiedzieli, że łowią ryby. A gdzie macie wędki – dociekałem. Nie odpowiedzieli, więc kazałem im uciekać. Wtedy jeden wstał, maczetą wskazał na szyję i powiedział, że jak zadzwonię na policję, to mi łeb utnie. Nie zastanawiałem się długo – jak byli już trzy metry od jachtu, wystrzeliłem z kuszy w tyłek jednego z piratów. Bełt wszedł głęboko, a jak pociągnąłem za przywiązaną do niego linkę, ich łódka się wywróciła. Reszta mojej załogi się obudziła, a ja pokazałem im „rybę”, którą złowiłem. Rano już wszyscy w Zanzibarze mówili, że lepiej nie podpływać za blisko do jachtu „Czarny Diament”, bo kapitan się nie patyczkuje, tylko od razu strzela.

Jerzy Radomski powrócił z wielkiej włóczęgi w 2010 roku, ale w domu nie usiedział długo. Dwa lata później ponownie rozpoczął rejs dookoła świata, który zakończył 2016 roku. Rejsy opisał w dwóch książkach – „Czarny Diament tnie oceany” oraz „Burgas i Bosman. Psy z Czarnego Diamentu”.

Jerzy Radomski

„Czarny Diament” wpływający do Pucka w 2016 roku.
Fot. Bohdan Sienkiewicz

Obecnie żeglarz już nie pływa. „Czarny Diament” trafił zaś do założonej przez śląskich żeglarzy Fundacji Czarny Diament im. kpt. Jerzego Radomskiego.

– Fundacja stara się zebrać pieniądze na remont, bo jacht pływał ponad 40 lat i jest naprawdę wysłużony – mówi Radomski. – Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby „Czarny Diament” mógł dalej pływać. Tym bardziej, że są chętni, żeby jeszcze raz popłynąć na nim dookoła świata.

Jerzy Radomski, ur. 22 lipca 1939 roku w Klewaniu. Kapitan jachtowy, doświadczony żeglarz, który przez 40 lat żeglował po świecie na jachcie „Czarny Diament”. Dwukrotny laureat Nagrody Honorowej Rejs Roku – Srebrny Sekstant. Mieszka w Jastrzębiu-Zdroju.

Co myślisz o tym artykule?
+1
9
+1
1
+1
1
+1
0
+1
2
+1
0
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ