< Powrót
10
września 2021
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Edwarda Walentynowicza
Edward Walentynowicz

Znani i nieznani: Edward Walentynowicz

Doświadczony żeglarz, miłośnik Joshui Slocuma i jedyny Polak na liście startowej samotnego wokółziemskiego wyścigu Golden Globe Race 2022. Edward Walentynowicz od ponad 30 lat mieszka w Kanadzie, ale żeglarstwa nauczył się w Polsce.

Za niespełna rok, 4 września 2022 roku rozpocznie się druga edycja regat Golden Globe Race. W tym niezwykłym wyścigu, w którym uczestnicy ścigają się na starych konstrukcjach, bez współczesnej elektroniki jachtowej i z wykorzystaniem m.in. astronawigacji, udział zadeklarował jeden Polak – mieszkający w kanadyjskiej Nowej Szkocji Edward Walentynowicz.

– Zawsze chciałem popłynąć samotnie dookoła świata, ale praca nie sprzyjała – opowiada Edward Walentynowicz. –  Golden Globe Race to doskonała okazja, żeby spełnić marzenie. Ważne też, że te regaty są bardziej dostępne finansowo od innych wokółziemskich wyścigów. Poza tym mieszkam 33 lata w Halifaksie i czuję się do pewnego stopnia obywatelem Nowej Szkocji. A mamy tu piękne tradycje – to tu urodził się Joshua Slocum, pierwszy człowiek, który samotnie opłynął świat.

Dla Edwarda Walentynowicza będzie to pierwsza wokółziemska wyprawa, ale ma on bogate doświadczenia w pływaniu po Atlantyku. Żeglarz w ostatnich latach siedmiokrotnie go pokonał. Część z tych rejsów odbył samotnie i posługując się wyłącznie astronawigacją. Umiejętność doskonałego pływania z wykorzystaniem tradycyjnych środków nawigacyjnych jest zasługą szkolenia żeglarskiego, które przeszedł w Polsce.

– Moja przygoda zaczęła się w 1972 roku, kiedy byłem na drugim roku elektryki i automatyki przemysłowej na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie – wspomina. – Zamieszkałem wówczas w akademiku z kolegami-żeglarzami. Zawsze byłem zainteresowany żeglarstwem i zdarzało mi się pływać na łódkach, ale nie miałem większych doświadczeń. Za ich namową zapisałem się do sekcji AGH w Krakowskim Yacht Clubie – szybko udało mi się popłynąć w kilku rejsach na Mazurach i zdobyć patent sternika jachtowego. Mocno zaangażowałem się w życie klubu i na rok zostałem nawet jego komandorem.

Edward Walentynowicz

Edward Walentynowicz podczas przeprowadzania jachtu Rustler 36 „Noah’s Jest” z Europy do Halifaksu.
Fot. Edward Walentynowicz

W tym czasie po raz pierwszy wypłynął na morze. Był to rejs z Trzebieży na „Śmiałym”, a jachtem dowodził Jerzy Szelestowski. U niego żeglarz zdawał później egzaminy na patent sternika morskiego oraz jachtowego kapitana żeglugi bałtyckiej. Po ukończeniu studiów Walentynowicz rozpoczął pracę w Gorlicach i zaangażował się w działalność harcerskich drużyn wodnych oraz Sądecko-Podhalańskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. W 1984 roku był współorganizatorem i uczestnikiem rejsu na jachcie „Dunajec” z Gdyni do Ameryki Północnej.

– Andrzej Mendygrał był kapitanem, mój przyjaciel Maciej Smaga zastępcą, a ja byłem I oficerem – opowiada. – Rejs był świetny, choć wpadliśmy wtedy w huragan z wiatrem o prędkości 100 węzłów. Wszystko dlatego, że ja przez cały dzień stałem za sterem, więc siłą rzeczy nie mogłem odbierać komunikatów pogodowych. A pod pokładem moi koledzy rozgrywali mistrzostwa północnego Atlantyku w brydża. Podczas huraganu hałas był straszny. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a ja bardzo dużo się nauczyłem.

W 1986 roku Edward Walentynowicz zdecydował się wyemigrować do Kanady i osiadł w Halifaksie w Nowej Szkocji. Przez pierwsze pięć lat układał sobie tam życie i nie miał czasu na żeglowanie. Do pływania wrócił na początku lat 90., kiedy do Kanady przyjechał Maciej Smaga, a pierwszy jacht kupił w 1995 roku. Dołączył do AYC Yacht Club w Halifaksie, współpracował też z polonijnymi żeglarzami zrzeszonymi m.in. w Polsko-Kanadyjskim Jacht Klubie Biały Żagiel. Pływał samotnie po Atlantyku. A kiedy dowiedział się o kolejnej edycji Golden Globe Race, postanowił wziąć w niej udział.

Edward Walentynowicz

Edward Walentynowicz (w środku) z pracownikami stoczni Rustler Yacht Shipyard.
Fot. arch. Edwarda Walentynowicza

Żeglarz na początku 2020 roku kupił w Anglii jacht Rustler 36. Na pięciu żeglarzy, którzy ukończyli pierwszą edycję Golden Globe Race, trzech płynęło na jednostkach tego typu, w tym zwycięzca Jean-Luc Van Den Heede. Kilka dni po sfinalizowaniu transakcji Kanada zamknęła granice i Edward Walentynowicz przez 14 miesięcy nie mógł przeprowadzić jachtu z Wielkiej Brytanii. Do Plymouth poleciał dopiero w kwietniu tego roku, a z wrócił z jachtem do Halifaksu cztery miesiące później.

– Moje przygotowania trochę się przez to zmieniły, ponieważ planowałem sprowadzić łódkę do Halifaksu w zeszłym roku i samemu przeprowadzić prace – tłumaczy. – Ostatecznie remont kadłuba i pokładu wykonała w Falmouth stocznia Rustler Yacht Shipyard – musiałem niestety słono za niego zapłacić. Dalsze prace prowadziłem w Les Sables-d’Olonne, korzystając m.in. z rad Jean-Luc Van Den Heede. Szczegółów prac nie podaję, żeby nie zdradzać sekretów konkurencji.

Przez najbliższy rok Edward Walentynowicz przygotowywał będzie jacht do regat. Czeka go zakup i testowanie żagli, zamontowanie niektórych urządzeń pokładowych, np. radiostacji. Będzie musiał zmienić zbiornik paliwa. Szuka również miejsca, żeby postawić jacht na zimę. Na wodę zejdzie około 15 maja 2022 roku, a pięć dni później planuje popłynąć do Les Sables-d’Olonne. Stamtąd 4 września wystartuje w Golden Globe Race.

Edward Walentynowicz, ur. 4 sierpnia 1953 roku w Lądku Zdroju, od 1986 roku mieszkający w Halifaksie w Kanadzie. Doświadczony kapitan jachtowy i członek AYC Yacht Club w Halifaksie. Z wykształcenia inżynier automatyki. Prowadzi w Kanadzie własną firmę.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ