Znani i nieznani

Znani i nieznani: Andrzej Kowalczyk

Urodził się nad wodą i całe dzieciństwo spędził bawiąc się w wodzie. Z czasem został żeglarzem. Kiedy musiał opuścić Polskę nie porzucił swojej pasji. Żegluje i wydaje książki …

Andrzej KowalczykAndrzej Kowalczyk
Galeria zdjęć (1) - zobacz wszystkie

Urodził się nad wodą i całe dzieciństwo spędził bawiąc się w wodzie. Z czasem został żeglarzem. Kiedy musiał opuścić Polskę nie porzucił swojej pasji. Żegluje i wydaje książki poświęcone dziejom i najważniejszym postaciom polskiego żeglarstwa. O tym wszystkim w rozmowie z nami mówi Andrzej Kowalczyk.

– Jak został pan żeglarzem?

– Urodziłem się nad Wisłą, w Puławach. Rzekę widziałem z okien domu i całe dzieciństwo bawiłem się nad wodą i w wodzie. Mój tata pływał kajakami, od niego zaraziłem się wodniacką pasją. Zanim poszedłem do podstawówki, częściej spędzałem czas na wodzie, niż na lądzie. Potem był klub Ligi Przyjaciół Żołnierza i kolejny, Ligi Obrony Kraju. Wtedy, w latach 50. i 60., każde miasteczko leżące nad rzeką miało swój klub wodniacki. Stopień żeglarza jachtowego zdawaliśmy na starej łajbie typu DZ. Pływało się na niej w 6 osób, a egzamin polegał na wykazaniu się umiejętnością wiosłowania, sterowania i stawiania żagla, który był dość ciężki i konieczne były do tego dwie osoby.

– Ale to pana nie zniechęciło…

– Wcale. Tym bardziej, że później dostaliśmy klubowe Cadety i na nich startowaliśmy w regatach od Sandomierza po Warszawę. Należałem też do harcerskiej drużyny żeglarskiej. Kwatera Główna ZHP kupiła nam łódki klasy Pirat, bardzo popularne w latach 60. Na nich pływaliśmy aż na Śniardwy i Mamry – Wisłą, Narwią i Pisą.

– Jak wielu młodych ludzi marzył pan pewnie o marynarskiej przygodzie.

– Wszystkim nam marzyła się kariera marynarska. Chcieliśmy dostać się do ówczesnej Państwowej Szkoły Morskiej. Niestety, był jeden haczyk – można było zdać egzamin, ale to komisja weryfikacyjna decydowała o przyjęciu i przydziale na konkretny kierunek. Trzykrotnie zdawałem na nawigację, niestety byłem „podpadnięty” już na starcie, bo miałem pochodzenie inteligenckie, a preferowano kandydatów z punktami za pochodzenie robotnicze i chłopskie. Chciałem być kapitanem, a proponowano mi kierunek elektryczny lub mechaniczny, a nawet intendenturę. Nie chciałem się na to zgodzić i tak oto nie zostałem kapitanem floty handlowej.

– Mieszkał pan w Puławach. Czy to oznaczało pływanie tylko po śródlądziu?

– W tym okresie zaczęliśmy pływać po Zatoce Gdańskiej. Żeby móc to robić, uzyskałem patent sternika jachtowego z rozszerzeniem, co dawało uprawnienia do żeglowania właśnie po Zatoce.

– Poza żeglowaniem zajmował się pan knuciem przeciwko władzy ludowej…

– To ma swój początek także w żeglarstwie. Zaczęło się w 1965 roku, kiedy cały kraj obchodził 20-lecie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Z tej okazji organizowany był m.in. gwiaździsty zlot harcerskich drużyn wodniackich w Warszawie. Nasza drużyna miała uczestniczyć w paradzie, a zadanie, jakie nam przydzielono polegało na ciągnięciu platformy, na której szczycie ustawiona była klatka z gołębiami. Te gołębie miały w odpowiednim momencie, tuż przed trybuną honorową, wylecieć klatki i wzbić się w niebo. Oficjele partyjni mieli bić brawo i w ogóle miało być podniośle i radośnie. Za pociągnięcie liny opuszczającej zasłonę i otwierającej klatkę we właściwym momencie odpowiedzialny byłem ja. Starałem się zrobić wszystko jak należy, ale jakoś nie szło.

– Co się stało?

– Ciągnąłem ten sznurek, szarpałem, a zasłona nie chciała opadać, klatka się nie otwierała. Kiedy się w końcu udało, zrobiło się zamieszanie. Jacyś ludzie zaczęli do nas podbiegać, spychali platformę na bok, starali się nas zasłonić. Okazało się, że owszem – sznurek odsłonił materiał, na którym było napisane „Niech żyje 22 lipca!”, tylko że ktoś dopisał tam „Dawniej E. Wedel”. Chodziło oczywiście o przedwojenną nazwę i właściciela słynnej na całą Polskę i na cały świat czekolady, którą władze komunistyczne znacjonalizowały i nazwały właśnie 22 Lipca.

– Co było potem?

– Rozpoczęło się śledztwo. Spytano, kto pociągnął za sznurek. No oczywiście ja. Założyli mi kartotekę.

– Ale z działalności opozycyjnej pan nie zrezygnował.

– Kiedy powstała Solidarność, oczywiście przyłączyłem się. Zająłem się wydawaniem niezależnego biuletynu, którego treści nie podobały się Służbie Bezpieczeństwa. Później byłem dziennikarzem akredytowanym na I Zjazd NSZZ Solidarność. Na tym zjeździe byłem jednym z wydawców biuletynu satyrycznego pod nazwą „Pełzający Manipulo”. W jednym z numerów zamieściliśmy dwa rysunki – pierwszy na stronie tytułowej, drugi na ostatniej. Oba przedstawiały śpiącego niedźwiedzia i gromadkę ludzi wokół niego. Jeden opatrzony był komentarzem: „Stary niedźwiedź mocno śpi. My się go boimy, cichutko chodzimy, jak się zbudzi to nas zje”. W przypadku drugiego rysunku ten sam komentarz kończy się słowami: „Jak się zbudzi to nam pomoże”. Niedźwiedź miał twarz do złudzenia przypominającą wizerunek ówczesnego I sekretarza KPZR Leonida Breżniewa. Tego dla władzy było już za dużo. Uznano, że to obraza przywódcy zaprzyjaźnionego państwa.

– W tamtych czasach to dość poważny zarzut. Próbował się pan bronić?

– Zachowałem się raczej nietypowo. Powiedziałem, że skoro przywódca czuje się obrażony, to ja do niego chętnie pojadę, żeby go przeprosić i się pogodzić. Stwierdziłem, że napijemy się wódki i jak mi wybaczy to wszystko będzie w porządku, a jak nie, to trudno, mogą mnie zamknąć. Złożyłem im taką propozycję, tylko powiedziałem, że potrzebuję paszportu.

– Dali ten paszport?

ReklamaTwoja reklama tutajReklama i współpraca →

– Dali. I kazali się wynosić. Tylko odtransportowali mnie nie na wschód, a na zachód, do granicy niemieckiej. I tak oto trafiłem do Francji. Myślałem, że za jakiś czas, kiedy opozycja przejmie władzę, wrócę do kraju. Było to dwa miesiące przed wprowadzeniem stanu wojennego. Do Polski na stałe już nie wróciłem.

– Z żeglarstwa na emigracji pan nie zrezygnował…

– Najpierw zacząłem wydawać polskojęzyczną gazetę dla Polaków, a następnie rozglądać się za jakimś jachtem. Mieszkałem wtedy w rejonie paryskim i najbliżej było mi do Kanału La Manche. Kolega miał jacht i przez kilka lat razem pływaliśmy. Pewnego razu powiedział, że gdybym i ja miał jacht, moglibyśmy skrzyknąć innych żeglujących Polaków we Francji i założyć polski yacht club. Zaraziłem pomysłem swojego syna, który miał wtedy 17 lat i spędzał wakacje na południu nad Morzem Śródziemnym.

– Zlecił mu pan kupno jachtu?

– Jan Jack, po wielu perypetiach i poszukiwaniu funduszy, których obaj nie mieliśmy, kupił na spółkę z kolegą stary drewniany jacht. Razem go remontowali przez rok. Syn się uparł i nie mając wielkiego doświadczenia żeglarskiego, wyruszył z tym kolegą i dwiema koleżankami w rejs dookoła świata. Pod drodze mieli perypetie z silnikiem, jeszcze na Morzu Śródziemnym i dziewczyny się przestraszyły. Wysiadły w Gibraltarze. Kolega Jana, jak się okazało, cierpiał na nietypową chorobę lękową i po przepłynięciu Atlantyku, na Karaibach, zrezygnował z dalszego rejsu. A mój syn popłynął dalej, zatrzymując się w różnych miejscach. Nie miał pieniędzy, więc dorabiał sobie, żeby móc kontynuować wyprawę. Po drodze spotkał w Panamie Nataszę Caban, która właśnie kończyła swój rejs.

– Udało mu się zrealizować marzenie o rejsie dookoła świata?

– Tak. A po powrocie do Francji stwierdził, że utrzymanie starego, drewnianego jachtu z roku 1934 jest dość drogie. Sprzedaliśmy go i kupiliśmy Dufoura 31. Teraz żeglujemy nim po Morzu Śródziemnym z małymi wypadami na Atlantyk.

– Skąd pomysł, żeby zająć się wydawaniem książek poświęconych żeglarstwu?

– To wzięło się z pierwszych żeglarskich lektur. Z czasów, kiedy czekaliśmy na kolejne numery „Żagli” czy „Morza”. Innych czasopism żeglarskich nie było, a do naszego kiosku przychodziły po jednym egzemplarzu. Myśmy czytali te miesięczniki od A do Z, dyskutowaliśmy o nich, robiliśmy notatki i próbowaliśmy pisać własne relacje z żeglarskich wypraw. Była też seria „Miniatury Morskie” wydawana od końca lat 50. aż do 1978 roku. Miałem wszystkie numery. W tamtych czasach żeglarskie lektury bardzo nas inspirowały. Także do budowy łódek. Na podstawie planów z „Młodego Technika” zbudowaliśmy łódź i kajak. Łódź była – zgodnie z planami, z papieru – wzmocniona klejem kazeinowym z braku kleju wodoodpornego. Oczywiście po przepłynięciu paru metrów na wodzie nasza łajba się rozsypała. Ludzie na brzegu mieli spory ubaw. Kajak był ze sklejki i spisywał się lepiej.

– Miał pan jakieś pojęcie o działalności wydawniczej?

– Przez wszystkie lata działalności opozycyjnej nauczyłem się drukować i kiedy trafiłem do Francji, i przekonałem się, że tam można sobie kupić offset, samodzielnie pisać oraz wydawać, co się chce, że nie ma cenzury, postanowiłem skorzystać z tej możliwości. Tym bardziej, że żeglarze z Polski i z emigracji z czasem zaczęli przysyłać swoje teksty, które z przyczyn rynkowych nie mogły się doczekać publikacji w krajowych wydawnictwach.

– Pański cykl nawiązuje do tradycji „Miniatur Morskich”.

– Postanowiłem wydawać książki poświęcone polskim żeglarzom i polskiemu żeglarstwu pod szyldem „Miniatury Żeglarskie”. W 2017 wydałem „Rejs Władysława Wagnera” autorstwa mieszkającego w Kanadzie Zbigniewa Turkiewicza, a potem kolejne. Między innymi Władka Bożka „Regaty bez powrotu” i „Stocznia Jachtowa im. Leonida Teligi”, mojego autorstwa „Vendée Globe”, Jerzego Kulińskiego „Opowiadania Bałtyckie z myszką”, czy ostatnio „Bitwę o Gotland”.

– Czy dziś jest zapotrzebowanie na takie lektury?

– Dotychczas w świat poszło ponad tysiąc pięćset egzemplarzy tych książek, czyli jakieś zainteresowanie jest. Rozsyłam też egzemplarze do bibliotek. Wprawdzie nie zarabiam na tym wydawnictwie, ale też nie ponoszę jakichś ogromnych kosztów. Całe wydawnictwo prowadzę w zasadzie sam.

– Jakie są najbliższe plany wydawnicze?

– Chcę wydać publikację o kultowych regatach Błękitna Wstęga Zatoki Gdańskiej, ale o materiały źródłowe nie jest łatwo, bo wszystko co jest dostępne w internecie, zaczyna się od 2000 roku. A regaty przecież organizowane są od roku 1952. Zwróciłem się do klubu „Stal” z prośbą o jakieś informacje, dane, kopie dokumentów. Mam nadzieję, że uda się coś zebrać.

– A jakie są pańskie plany żeglarskie?

– Planów mam sporo. Chciałbym przepłynąć Atlantyk. Może uda się w regatach Setką przez Atlantyk, ale na razie nie wiadomo, czy i kiedy się odbędą. Być może zresztą setkowicze przerzucą się na nową klasę 5.80? Zobaczymy. Wspólnie z kolegami we Francji planujemy też zorganizować regaty wokół Korsyki. Na wzór Bitwy o Gotland. Na Morzu Śródziemnym, jeśli już są duże regaty, to dla bogatych żeglarzy na drogich jachtach. Wyścigów dla „klasy średniej” brakuje. Może uda się coś takiego stworzyć. Jesteśmy po pierwszych rozmowach z lokalnymi decydentami.

Andrzej Kowalczyk – ur. 12 września 1949 r. w Puławach. Sternikiem jachtowym został już w 1964 roku. Patent instruktora żeglarstwa uzyskał trzy lata później w ZHP. Z wyksztalcenia geograf po UMCS w Lublinie. Żegluje na 10-metrowym Dufourze 31. Pływa wokół Francji, na Atlantyku i Morzu Śródziemnym. Działalność wydawniczą rozpoczął jeszcze w Polsce. Pisywał do miesięcznika studenckiego „Radar”. Od 1981 r. publikował w prasie morskiej i pracował w Radiu Wolna Europa. Od 1982 roku prowadzi własne wydawnictwo. Od 2017 roku wydaje serie „Miniatury Żeglarskie”.
← Wróć do portalu

Czytaj również

Więcej artykułów
Wodowanie statku wycieczkowego Viking Astrea w stoczni Fincantieri w Ankonie15 września 202610:50Viking Astrea zwodowana. Statek z technologią wodorowąBiznesRedakcja · 3 min czytaniaTF35 Versoix Grand Prix on Lake Geneva - Day 315 września 202610:46Ylliam 17 wygrywa TF35 Versoix Grand PrixSport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaAspire on Day 3 of the 5.5 Metre Multi Nations 202615 września 202610:44Aspire druga na Gardzie w klasie 5.5 MetreSport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaZawodnicy klasy Formula Kite podczas mistrzostw Europy w Akyace15 września 202610:35UFD w Formula Kite: co oznacza i jak wpływa na finałSport i regatyRedakcja · 4 min czytaniaMistrzostwa świata kobiet w match racingu San Francisco15 września 202610:31MŚ kobiet w match racingu: 12 załóg w San FranciscoSport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaWojskowy bezzałogowiec na plaży w Rusinowie14 września 202621:18Dron w Bałtyku koło Rusinowa. Co potwierdzonoNa świecieRedakcja · 2 min czytaniaMistrzostwa Europy formuła Kite14 września 202620:58Karolina Jankowska 29. na ME Formula KiteSport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaStudio Borlenghi14 września 202620:33Luna Rossa: skład przed Pucharem Ameryki 2027Sport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaKapitan Krzysztof Baranowski wraz z Rafałem Leja - współorganizatorem wydarzenia14 września 202616:08Kapitan Baranowski i Polonia na MauritiusieRejsyRedakcja · 4 min czytaniaMSIG Europe po zakończeniu The Ocean Race Atlantic14 września 202610:52The Ocean Race Atlantic: MSIG Europe w LorientSport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaRegaty klasy 49er podczas mistrzostw Polski w Gdyni14 września 202610:33Mistrzostwa Polski 49er: finał w GdyniSport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaFinał Maxi Yacht Rolex Cup w Porto Cervo14 września 202608:44Maxi Yacht Rolex Cup 2026: wyniki i tytułySport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaCape 31 class in Scarlino13 września 202620:32Cape 31 Gold Cup w Saint-Tropez: rekordowa flotaSport i regatyMateusz Praszczak · 1 min czytaniaTürk Telekom Formula Kite13 września 202620:10Mistrzostwa Europy Formula Kite: Nolot i StragiottiSport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaDown Under Sail13 września 202619:48Mistrzostwa świata ILCA 6: złoto Charlotte RoseSport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaZałoga maxi jachtu na burcie podczas wyścigu w silnym wietrze13 września 202613:00Mistral przestawił tabele Maxi Yacht Rolex CupSport i regatyOskar Wojciechowski · 3 min czytaniaJeden wyścig i dwa tytuły13 września 202613:00Mistrzostwa świata iQFOiL: Steinberg i van OpzeelandSport i regatyRedakcja · 3 min czytaniaŁodzie klasy 5.5 Metre na kursie z wiatrem ze spinakerami, w tle góry nad jeziorem Garda13 września 202610:085.5 Metre: Norwegia prowadzi po 3 wyścigachSport i regatyOskar Wojciechowski · 1 min czytaniaFlota J/70 na kursie z wiatrem z postawionymi spinakerami, w tle wybrzeże Cascais13 września 202610:05J/70 Worlds: Golison wygrywa oba wyścigiSport i regatyMichał Łaszkiewicz · 1 min czytaniaDwie łódki Musto Skiff ścigające się pod skałą Bass Rock przy North Berwick13 września 202609:52Musto Skiff: Boatman i Trotter wygrywająSport i regatyMateusz Praszczak · 1 min czytaniaAuckland przyjmie dwa mistrzostwa świata13 września 202605:25Auckland: dwa mistrzostwa świata match racingu 2027Sport i regatyMichał Łaszkiewicz · 1 min czytaniaFrancuska zawodniczka klasy ILCA na trasie regat w Taranto, w tle łódka trenerska13 września 202605:20Medale żeglarzy na igrzyskach śródziemnomorskichSport i regatyRedakcja · 2 min czytaniaLatawce zawodników Formula Kite nad wodą w zatoce Akyaka13 września 202605:11Formula Kite: Maeder wygrywa przed finałemSport i regatyOskar Wojciechowski · 1 min czytaniaZawodnicy klasy Formula Kite na trasie wyścigu w Akyace13 września 202604:56Maeder liderem mistrzostw Europy Formula KiteSport i regatyMateusz Praszczak · 3 min czytania