< Powrót
27
listopada 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Facebook/Topcat Team Polska
Tobys
Marian Tobys i Jakub Drygas na najwyższym podium XXVIII Regat o Srebrną Szeklę Zbąszynia.

Znani i nieznani: Marian Tobys

Utytułowany żeglarz, jeden z pionierów rywalizacji na dwukadłubowcach w Polsce, biznesmen, a przede wszystkim człowiek, który w najtrudniejszych chwilach nie stracił wiary we własne możliwości. Marian Tobys – weteran klasy Topcat – od lat udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych.

– Urodziłem się w Zbąszyniu, małej miejscowości, oddalonej ok. 80 km od Poznania – wspomina Marian Tobys. – Żeglarstwem zainteresowałem się jeszcze w szkole podstawowej. To były lata 60. Możliwości rozwoju zainteresowań czy poszukiwania własnych pasji nie było wówczas zbyt wiele. Ale było jezioro i klub żeglarski, Dość szybko trafiłem na treningi i żeglarstwo mnie zafascynowało. Uprawianie tego sportu wiązało się z ciężką pracą i sporym wysiłkiem fizycznym, ale opłaciło się, wkrótce zaczęliśmy wyjeżdżać na regaty. Udział w zawodach i odnoszone sukcesy nadawały sens temu co robiliśmy. Początkowo pływałem na Cadetach, potem były Hornety i 420. No a jeszcze później była matura. Z ostatniego egzaminu ustnego pojechałem prosto na jakieś regaty. Był to na wiele lat mój ostatni poważniejszy kontakt z żeglarstwem.

Po maturze nasz rozmówca podjął studia na politechnice, w kolejnych latach rozpoczął pracę i ożenił się. Nadszedł czas na wychowanie dzieci i życiową stabilizację.

– Tak upłynęło niemal 19 lat – mówi Marian Tobys. – W tym czasie sporadycznie miałem okazję gdzieś popływać, np. na zbudowanym przez ojca mojego kolegi katamaranie, konstrukcji zresztą mocno niedoskonałej. Wszystko zmieniło się w 1996 roku. Któregoś dnia zobaczyłem na placu należącym do kolegi handlującego samochodami, katamaran. To był niekompletny Hobie Cat 16. Miał złamany maszt, brakowało niektórych elementów osprzętu. Ale poza tym łódka była klasowa, warta zainwestowania. Kupiłem ją i niedużym kosztem naprawiłem. Zawsze pływałem na szybkich, sportowych klasach i teraz miałem taką właśnie łódkę. Podczas poszukiwania części, których wtedy w Polsce brakowało, trafiłem do Berlina. Tam kupiłem co trzeba, ale przy okazji dowiedziałem się, że są organizowane regaty katamaranów i jest możliwość wzięcia w nich udziału. Wystartowaliśmy z kolegą. Niewiele jeszcze umieliśmy, ale wstydu nie było. Równocześnie poznałem tamtejsze środowisko katamaranowe.

Rok później na Helu zorganizowano jedne z pierwszych regat katamaranów. Nie zabrakło na nich naszego bohatera. I tym razem przypadek odegrał ważną rolę w jego sportowej karierze. Do Juraty przyjechał szef firmy Topcat Berndt Breyman.

– W regatach ścigało się kilkanaście łódek, a każda inna – wspomina Marian Tobys. – Szef Topcat zjawił się w tym miejscu i  czasie, jak sam mówił, przypadkowo, ale być może dowiedział się o regatach i postanowił szukać nowych możliwości na poszerzenie rynku dla swoich łódek. Tak czy inaczej, od słowa do słowa, poznaliśmy się lepiej i ostatecznie zaproponował mi kupno jednej z jego łódek. Spytał też, czy nie zechciałbym zająć się dystrybucją katamaranów Topcat w Polsce. Długo nie musiał mnie namawiać, podjąłem decyzję o wejściu w ten biznes. Przez tych kilka dni miałem okazję wypróbować jego katamaran i zobaczyć jakie daje możliwości. Z czasem sprzedałem swoją „szesnastkę” i kupiłem Topcata. Tak zaczęła się moja trwająca do dziś przygoda z tą łódką.

Marian Tobys połączył żeglarską pasję z pracą zawodową. Radził sobie bardzo dobrze. Zdobywał wysokie miejsca w kolejnych regatach katamaranów, a wśród jego trofeów znalazły się tytuły mistrza Polski i srebrne medale mistrzostw starego kontynentu. Przez wiele lat sportowe sukcesy dzielił z synem Mateuszem, z którym już na początku lat dwutysięcznych stworzył załogę. Startował i odnosił sukcesy także z córką Agatą.

– Przez kolejne lata systematycznie trafialiśmy do europejskiego rankingu Topcat – mówi Marian Tobys. – Kilka lat z rzędu zajmowaliśmy lokaty w pierwszej trójce międzynarodowego rankingu rocznej klasyfikacji zawodników w klasie Katamaran K2 ITCA (International Topcat Class Association).

W 2016 roku wydarzyło się coś, co zmieniło życie naszego rozmówcy. Amputacja nogi jest dla większości zawodników, w tym żeglarzy, końcem kariery sportowej. W tym przypadku osobisty dramat był impulsem do walki o zachowanie możliwie największej sprawności i szans na uprawianie ukochanego sportu. Diagnoza – tętniak podkolanowy – nie pozostawiała złudzeń i odbierała nadzieję. Do tego dwanaście operacji ratujących życie i siedem tygodni w szpitalu…

– Lekarze nie dawali mi szans na powrót do pełnej sprawności, a tym bardziej do uprawiania żeglarstwa – wspomina Marian Tobys. – Doświadczenia wielu innych pacjentów po amputacji były takie, że nie odzyskiwali sprawności, poddawali się, godzili z tym, że muszą porzucić dotychczasowy styl życia. Ale ja nie chciałem się poddać. Pamiętam, że w roku, w którym straciłem nogę pojechałem do Chorwacji, gdzie odbywały się regaty. Oczywiście nie brałem w nich udziału, byłem tylko gościem. Ale podczas uroczystości wręczenia medali w klasyfikacji Katamaran K2 ITCA (International Topcat Class Association) wydarzyło się coś niezwykłego. Siedziałem przy ostatnim stoliku, a prowadząca uroczystość w pewnym momencie zaprosiła mnie na scenę. Poruszałem się wówczas na wózku i dopiero uczyłem chodzić o kulach. Żeby dotrzeć na tę scenę musiałem przejść przez całą salę i kiedy ruszyłem przed siebie, wszyscy – kilkaset osób – wstali i zaczęli bić mi brawo. Kiedy już dotarłem na miejsce prowadząca powiedziała, że gdybym startował w regatach, to pewnie stałbym w tym miejscu. Przez dłuższą chwilę nie mogłem wydusić z siebie słowa. Aż wreszcie powiedziałem, że moim największym marzeniem jest teraz start w mistrzostwach świata w roku 2018. Zresztą, rzeczywiście przed amputacją przygotowywałem się do tej imprezy z Agatą. Teraz, kiedy mówiłem o tym marzeniu, nawet mnie wydawało się to niemożliwe do zrealizowania. Jak jednak pokazał czas, marzenia się spełniają. W roku 2018 wystartowaliśmy w mistrzostwach świata i zajęliśmy w swojej kategorii drugie miejsce. Tak się złożyło, że podczas wręczenia medali byli obecni w większości ci sami zawodnicy, którzy dwa lata wcześniej bili mi brawo w Chorwacji. Także prowadząca uroczystość była ta sama. Spytała publikę, czy pamiętają, co wtedy mówiłem…

Droga do sukcesu nie była jednak łatwa. Proteza umożliwiająca swobodne poruszanie się po katamaranie kosztowała ponad 360 tys. zł. Na portalu Zbieramyrazem.pl zorganizowano zbiórkę na jej kupno. Na szczęście udało się zebrać potrzebną kwotę.

– Bez tej zbiórki i wsparcia ludzi nie miałbym szans, musiałbym sprzedać dom i zamieszkać pod mostem – przyznaje nasz rozmówca. – Zdaję sobie sprawę, że wielu niepełnosprawnym brakuje pomocy finansowej, jaką otrzymałem. Większość z nich jednak nie uświadamia sobie, że mogą o nią zawalczyć. Gdybym podzielał ich nastawienie i przejmował się tak bardzo tym, co mnie spotkało, prawdopodobniej byłby to koniec moich marzeń o pływaniu i normalnym życiu. Lekarze przekonywali mnie, że powinienem pogodzić się z losem i zadowolić tańszą protezą, która umożliwi mi swobodne poruszanie, ale o pływaniu i sporcie powinienem raczej zapomnieć. Usłyszałem, że mój organizm jest w takim stanie, że nie poradzę sobie z „obsługą” bardziej zaawansowanej technologicznie protezy. Powiedziałem, że chcę najlepszą i dostosuję się do jej wymagań. Udało się. Dzisiaj nie tylko startuję na zawodach, ale równocześnie prowadzę kursy żeglarskie. Na ogół ludzie nie widzą problemu w tym, że chodzę na protezie, raz jednak zdarzył się niedoszły klient, który dowiedziawszy się, że nie mam nogi rzucił słuchawką. Na szczęście to odosobniony przypadek. Moich kursantów motywuje to, że mogą uczyć się pod okiem wicemistrza Europy. A ja zmieniłem nastawienie. Kiedyś nie umiałem mówić o tym, co mi się przytrafiło. Łamał mi się głos. Dziś nie mam z tym problemu.

Marian Tobys, ur. 1959. Żeglarz związany ze Zbąszyńskim Klubem Żeglarskim. Pływał na Cadetach, Hornetach, 420 i 470. Od blisko 30 lat żegluje na katamaranach klasy Topcat, na których zdobywał mistrzostwo Polski i wicemistrzostwo Europy.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ