< Powrót
9
października 2019
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
archiwum SpA2016
Atlantyk
Setki na Atlantyku.

Dziewczyny popłyną Setkami przez Atlantyk

11 listopada 2020 rozpocznie się kolejna edycja regat Setką przez Atlantyk. Po raz pierwszy w historii tego ekstremalnego wyścigu pięciometrowych łódek popłyną kobiety – Justyna Szawelska i Edyta Krakowiak. Rozmawiamy z nimi o przygotowaniach do niełatwych transoceanicznych zmagań.

Justyna Szawelska i Krystyna Chojnowska-Liskiewicz. Fot. archiwum Justyny Szawelskiej

Kapitan Justyna Szawelska na co dzień jest jednym z filarów Domu Armatorskiego POLSail, pływa na oldtimerze „Baltic Star”, ma doświadczenie szkutnicze, remontuje stary jacht o wdzięcznym imieniu „Baltic Beauty” i oczywiście buduje własną Setkę, która nazywać się będzie „Tiny Star”.

– Skąd pomysł na udział w tych regatach?

– Pomysł zrodził się w dyskusjach z moim wspólnikiem z POLSail, Robertem Smagoniem. Uznaliśmy, że fajnie byłoby zrobić coś nowego, czego na co dzień nie robimy, ale co wiązałoby się w jakiś sposób z naszą pracą i doświadczeniem. Kiedy o tym rozmawialiśmy był jeszcze taki moment, że na liście startowej SpA 2020 nie było żadnej dziewczyny, to także była pewna motywacja. Uznaliśmy, że te regaty to fajna sprawa. Pływamy i budujemy, czy remontujemy łódki, a tu było dwa w jednym. W dodatku z bonusem w formie samotnego przepłynięcia Atlantyku, co jest znacznym wyczynem i przygodą.

– Przygotowania zaczęłaś od gromadzenia materiałów na budowę własnej setki?

– To nie było takie trudne, bo odbudowując kuter „Alferd” nazbieraliśmy sporo materiału i dorobiliśmy się własnego minitartaku. Oczywiście, nie obyło się bez zwyczajowych nieprzewidzianych przestojów. Na przykład wtedy, gdy okazało się, że w żadnym składzie drewna ani w hipermarkecie budowlanym nie ma sklejki niezbędnej do budowy łódki. Istotne z punktu logistycznego było znalezienie odpowiedniego miejsca, w którym moglibyśmy budować łódź nie tylko latem, ale i zimą. Przy okazji chcieliśmy to miejsce wykorzystać do prowadzenia warsztatów szkutniczych, bo i tym się zajmujemy zawodowo.

– Kiedy chcesz zwodować łódkę?

– Im prędzej, tym lepiej oczywiście. Teraz zajęcie jesteśmy przy dużej łodzi – „Baltic Beauty”, ale jak tylko zakończymy na niej prace, rzucamy wszystkie siły do budowy Setki. Teraz jest już zamknięty kadłub, gotowy do laminowania, ale czeka nas jeszcze parę wyzwań. Zgromadziliśmy ołów do przetopienia na balast, mamy blachy do okuć. Zakładanie okuć i takielunku to już kwestia przyszłego roku. Zależy nam na tym, żeby jak najszybciej, kiedy tylko zniknie z wody lód, zrzucić łódkę na wodę i popływać, przetestować, wykonać ewentualne poprawki.

– Słuchasz informacji i rad od doświadczonych żeglarzy?

– Jestem w tej komfortowej sytuacji, że na co dzień funkcjonuję w środowisku żeglarskim. Mam kontakt z doświadczonymi żeglarzami, którzy dzielą się ze mną wiedzą zdobytą na dużych i mniejszych jednostkach, podczas różnych regat i rejsów. Oni rozwiewają moje wątpliwości. Mam też kontakt z żeglarzami, którzy już w przeszłości budowali Setki. Czytam opracowania mądrzejszych ode mnie, jestem przygotowana psychicznie. Na pewno nie wystartuję do tych regat „z marszu”.

– Jednym z elementów przygotowań jest zaprowiantowanie, jak sobie z zaplanowaniem zapasów na całą tarsę?

– To dla mnie chyba najtrudniejszy element, ponieważ uwielbiam jeść. W dyskusjach wykuł się system, który polega w skrócie na tym, że jeśli danego dnia uda mi się więcej przepłynąć, to będę mogła zjeść coś dobrego i troszkę więcej, niż zwykle. To dla mnie bardzo dobra motywacja. A tak poważnie, to sledze blogi uczestników poprzednich edycji Setką przez Atlantyk i wyciągam wnioski z tego, jak oni przygotowywali swoje zaprowiantowanie.

– Czy masz doświadczenie w samotnym żeglowaniu?

– Nie mam takiego doświadczenia. Dlatego jednym z elementów moich przygotowań będzie udział w jakichś samotniczych regatach na Bałtyku, raczej nie tych największych. Ewentualnie samotny rejs wzdłuż bałtyckiego wybrzeża. Będę musiała zweryfikować umiejętność bycia sama ze sobą i samodzielnego radzenia sobie z wyzwaniami na wodzie.

Kapitan Edyta Krakowiak. Fot. archiwum

Kapitan Edyta Krakowiak znana jest z ekipy 3×100 Sailing, w której stanowi jedyny żeński pierwiastek obok dwóch kolegów – braci Adama i Rafała Radeckich. Ma doświadczenie w prowadzeniu dużych jachtów. Jak sama mówi, z wodą związana jest od zawsze. Przez Atlantyk popłynie na jachcie „Hero(ine)”.

– Dlaczego zdecydowałaś się wystartować w tych regatach?

– Chciałam od życia czegoś więcej. Już nie wystarczyło mi, że w pewnym momencie byłam jedną z najmłodszych kobiet kapitanów na świecie. Żeglowanie stało się normalną pracą, rutyną. A ja potrzebowałam nowych wyzwań. Opływałam się na różnych akwenach i z różnymi załogami, zatem zbudowanie jachtu i start solo w regatach przez Atlantyk to był strzał w dziesiątkę.

–  W transatlantyckich regatach wystartują na swoich Setkach także twoi koledzy, to był wspólny pomysł?

– Nasza trójka, czyli 3×100, zanim jeszcze zaczęła działać pod tym szyldem, coś słyszała o tym wyzwaniu. Każdy miał jakieś informacje, wątek Setek zaczął przewijać się w naszych rozmowach i w pewnym momencie stwierdziliśmy, że czemu nie mielibyśmy i my spróbować. Chcieliśmy przekonać się, czy damy radę. A mieliśmy wtedy po 20 lat. No i jakoś poszło, udało się. Jesteśmy coraz bliżej celu.

– Kiedy zwodujesz łódkę?

– Chciałabym na Wielkanoc przyszłego roku. Teraz Setka jest odwrócona do góry dnem, bo przygotowuję ją do laminowania. W środku większość rzeczy jest już zrobiona. Myślę, że do wiosny się wyrobię i wtedy pozostanie tylko wyposażenia wnętrza i założenia osprzętu. Z miesiąca na miesiąc prace posuwają się naprzód.

– Jak poradzisz sobie z trwającą kilka tygodni samotnością?

– Ja się bardzo dobrze w tym świecie odnajduję. Nie wiedziałam, z czym to się je decydując się na to, ale znam siebie i czułam, że będzie dobrze. I to się sprawdziło. Wiem, jak sobie radzić z samotnością i z morzem, bo na nim żyję. Słucham sporo podcastów, audiobuków, ale też dużo piszę. Nie robiłam tego wcześniej, ale podczas pływania różne rzeczy człowiekowi się przydarzają. Spisuję więc swoje przemyślenia i myślę, że po powrocie z Atlantyku powstanie z tych zapisków książka. Co ciekawe, podczas niedawnego pięciodniowego rejsu zaczęłam rysować. Człowiek siedząc w domu nie spodziewa się po sobie takiej kreatywności, a na wodzie uwalniają ukryte talenty. Poza tym gram na ukulele, co też się czasem przydaje.

– Masz jakieś obawy związane z tymi regatami?

– Tak, jest taka rzecz. Chodzi o to, co będzie, jak już dopłynę na Karaiby. Po tylu tygodniach przebywania w samotności nagle wyląduję w obcym kraju, w obcej kulturze i będę musiała się w tym odnaleźć. Na nowo przyzwyczaić do przebywania wśród ludzi. Przestała mnie przerażać samotność na oceanie, teraz muszę uporać się z myślami o barierze, jaka napotkam po zakończeniu regat. Ale, jak dopłynę to już nie będzie wyjścia i będę musiała sobie poradzić i poradzę.

– Co będziesz robić po zakończeniu regat?

– Chcę przeżyć przygodę życia na Karaibach. Zostanę tam kilka miesięcy i mniej więcej w maju wrócę północnym Atlantykiem na swojej łódce do domu. Ale już wtedy nie samotnie a w dwie osoby.

Setką przez Atlantyk 2020 to trzecia edycja regat samotniczych, które tradycyjnie będą podzielone na dwa etapy. Uczestnicy i uczestniczki wystartują 11 listopada 2020 r. z Sagres w Portugalii do Santa Cruz na Teneryfie. Start do drugiego etapu zaplanowany jest na 10 grudnia 2020 r. Linią mety będzie południk 61W między wyspami Martynika i St. Lucia.

Strona regat

 

PODZIEL SIĘ OPINIĄ