< Powrót
1
września 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
tes-freunde.de
TES

Jachty TES – dobre, bo polskie

Historia łódek produkowanych pod szyldem TES Yacht wymyka się stereotypowi w powiedzeniu: „cudze chwalicie, swego nie znacie”. Jachty TES znane są nie tylko naszym rodzimym żeglarzom, zdobyły też liczne grono fanów poza granicami Polski. Ich niemieckojęzyczni użytkownicy założyli nawet forum internetowe poświęcone ulubionym żaglówkom.

Forum działa już kilkanaście lat, a znaleźć można na nim głównie porady techniczne oraz informacje dotyczące kupna części zamiennych czy żeglowania po konkretnych akwenach. Jest też galeria niemal 3 tysięcy zdjęć z rejsów, regat, wyposażenia wnętrz, rozwiązań technicznych itp.

– Z moich obserwacji i lektury wpisów na forum wynika, że użytkownikom przede wszystkim podoba się wygląd tych łódek – mówi Paweł Rutkowski z firmy TES Yacht. – Nie spotkałem się wprawdzie dotąd z wątkiem, z którego wynikałoby, że cena jest głównym czynnikiem decydującym o zakupie, jednak nie wykluczam, że może mieć znaczenie. Na pewno ważna jest marka. Wszyscy tam wiedzą, kto to jest Tomasz Siwik, od jak dawna projektuje jachty i jakie to jachty. Niektórzy forumowicze mają bardzo stare łódki TES, podejrzewam, że to oni są „ambasadorami” marki, wystawiającymi jej dobrą opinię wśród niemieckich czy szwajcarskich żeglarzy.

Jeden z użytkowników forum na pytanie dotyczące powodów, dla których zdecydował się na kupno jachtu TES, odpowiedział, że decydujący był stosunek ceny do wydajności. Dla jego rodziny istotne były też takie czynniki, jak: wyposażenie w przyczepę i możliwość bezpośredniego slipowania, łóżka dla dwóch dorosłych osób i dwójki dzieci, kuchnia i toaleta.

Tomasz Siwik, założyciel (w roku 1980) firmy TES i konstruktor wielu jachtów, wspomina, że zainteresowanie żeglarzy spoza Polski produkowanymi przez niego łódkami zaczęło się jeszcze w latach 90. minionego stulecia. Ale znacznie wzrosło po targach w Dusseldorfie w roku 1998. Sprzedali kilkanaście łódek do Szwajcarii i znacznie więcej do Niemiec. Później przyszła kolej na cały świat.

– Swoje łódki wysyłałem klientom z Kanady, Francji, Hiszpanii, Włoch, a nawet z Rosji – wspomina Tomasz Siwik. – Miałem zamówienia z tak odległych krajów, jak Australia czy Japonia. Zadzwonił nawet żeglarz z Urugwaju. Chciał kupić jacht.  Oczywiście zrealizowaliśmy jego zamówienie. Kilka miesięcy później napisał do mnie serdeczny list. Wyzwaniem, pamiętam do dzisiaj, była wysyłka do Izraela. Trzeba było zapakować jachty do kontenerów o określonych wymiarach. Musieliśmy zrobić specjalne łoże, przewrócić łódki na bok i zmieścić je w kontenerze, w którym odległość burty od ściany wynosiła półtora centymetra. Przy ryzyku, że podczas przenoszenia kadłuba dźwigiem coś się nie uda, zawieje silniejszy podmuch, byliśmy o milimetry od katastrofy. Izraelczycy mieli bardzo konkretne wymogi. Do tego stopnia, że kosze dziobowe musiałem ustawić w pionie i obcinałem listwę odbojową, bo jej grubość była za duża.

W 2019 r. Tomasz Siwik sprzedał firmę, a jednym z ostatnich realizowanych przez niego zagranicznych zamówień była wysyłka jachtu TES 246 do Francji. Zamówienie ścisłe precyzowało wymiary jednostki, uzależnione od możliwości przechowywania jachtu na parkingu lub w przydomowym ogrodzie. Przechowywanie jachtu na wózku w marinie bywa dla Francuzów zbyt drogie.

– Cieszy mnie, że jachty z mojej firmy zostały docenione poza granicami Polski – mówi Tomasz Siwik. – Jestem też zadowolony, że TES Yacht kupili ludzie pełni pasji i zaangażowania, którzy rozwijają stocznię w dobrym kierunku.

Nazwę TES dla swoich jachtów wymyślił Tomasz Siwik. Szukał prostej, wpadającej w ucho nazwy, którą łatwo zapamiętać. Okazało się, że doskonale do tego nadają się jego inicjały, wymawiane jako „TeeS”. Po odrzuceniu jednej litery powstała nazwa polskich jachtów żaglowych i motorowych: TES, dziś rozpoznawalna w wielu portach świata.
Polscy użytkownicy jachtów TES także mieli swoje forum. Powstało w pierwszej dekadzie XXI w. Niestety, po kilku latach zostało zaatakowane przez hakerów, a obowiązki zawodowe nie pozwalały jego twórcy na ponowne uruchomienie i zarządzanie stroną.