Piotr Czarniecki: To frajda z budowania czegoś nowego
Niedawno pisaliśmy o nowej międzynarodowej klasie żeglarskiej 5.80. Jej konstruktorem jest Janusz Maderski. Dziś rozmawiamy z Piotrem Czarnieckim, który właśnie rozpoczął budowę pierwszej łódki tej klasy. Jacht trafi do Australijczyka Dona McIntyre’a – pomysłodawcy projektu.
– Z tego co wiem, Don miał konkretne wymagania dotyczące sklejki, z której powstanie jego jacht. Zmienił zdanie?
– Mówiąc najprościej – tak. Don chciał mieć sklejkę szkutniczą z certyfikatami. Takiej w Polsce się nie produkuje. Można byłoby ją sprowadzić, gdyby nie ograniczenia wynikające z pandemii koronawirusa. Udało się nam przekonać go, że jeśli nie chce czekać nie wiadomo jak długo na rozpoczęcie budowy łódki, to powinniśmy użyć polskiej, równie dobrej, wodoodpornej sklejki. No i teraz właśnie jadę po nią sto kilometrów do Zambrowa.
– Ale prace nad łódką rozpocząłeś kilka dni temu…
– Mam już gotowe wręgi. Odebrałem je w zeszłym tygodniu ze stolarni. W ostatnim momencie, bo w związku z sytuacją wszyscy pracownicy rozjechali się do domów.
– Jak to się stało, że pomysłodawca powstania nowej klasy żeglarskiej zwrócił się do ciebie z propozycją budowy łodzi dla niego?
– Zobaczył moją Setkę – „Atoma”, na którym przepłynąłem ocean w regatach Setką przez Atlantyk 2016 i uznał, że chciałby mieć podobną, równie dobrą konstrukcję. Jego pomysł był taki, że nowa łódka powinna mieścić się w klasycznym dwudziestostopowym kontenerze. I dlatego mamy klasę 5.80, a nie na przykład 6.80. Don chciał, żebym wykorzystał swoje doświadczenie i pomysły przy budowie łódki dla niego i stąd zlecenie, które przyjąłem. Ta łódka to także swego rodzaju prototyp. Zgodnie z życzeniem Janusza Maderskiego powstanie blog zawierający relacje z budowy i informacje techniczne oraz konstrukcyjne, które przydadzą się przyszłym budowniczym tych jachtów. Uważam, że to dobry pomysł, bo w mojej pracy wyjdą niuanse, które na bieżąco będzie można korygować i uwzględniać je w instrukcji składania tej łódki. Ja swoje błędy będę poprawiał, a każdy kolejny budowniczy ich uniknie.
– Klasa 5.80 powstaje po to, by popłynąc w regatach Mini Globe Race w 2024 roku. Nie żałujesz, że kto inny popłynie dookoła świata na łódce, którą zbudujesz?
– Jestem umówiony z Donem tak, że on wystartuje na swojej 5.80, a my popłyniemy równolegle na dziesięciometrowym jachcie, pełniącym rolę statku technicznego. Zabiorę na pokład jakieś drobne elementy, które podczas postojów będzie można na bieżąco w razie potrzeby wymieniać.
– Kiedy łódka znajdzie się na wodzie?
– Planuję zwodowanie łódki w czerwcu, jeśli sytuacja się uspokoi i znikną obostrzenia. Firmy, które wykonują elementy do jachtu, na razie działają, żywicę można kupić, mamy też maszt. Na dziś nie widzę przeszkód, by zdążyć z budową do czerwca. Don chciał żeby wodować ją we Francji, ale nie wiem, czy nie lepiej będzie zwodować ją u nas, w okolicach Szczecina. Tam są firmy, które w razie potrzeby zapewnią nam materiały potrzebne przy nanoszeniu poprawek.
– Zatem teraz zabierasz się do pracy.
– Tak, poustawiam wszystko na helingu i zabiorę się do składania całości. Wręgi mam. Za chwilę zacznę konstrukcje okładać sklejką, wzdłużniki zostaną docięte w tym tygodniu.
– Czy budowa nowej łódki jest dla ciebie wyzwaniem?
– Wyzwaniem szkutniczym bym tego nie nazwał. Ale chałtura to też nie jest. To raczej frajda z budowania czegoś nowego. Tę łódkę łatwo się składa, praca nie jest męcząca. A lubię to uczucie, kiedy patrzę na swoją pracę i myślę o tym, że ten kawałek drewna za jakiś czas popłynie przez ocean. Nie skończy w szuwarach, tylko wyruszy na wielką wodę. Dlatego, kiedy wstaje nowy dzień, nieważne czy piętek, czy niedziela, chce mi się wstawać i zasuwać w warsztacie od nowa.
Strona Piotra Czarnieckiego (w budowie)


