< Powrót
18
lutego 2020
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
arch. Łukasza Zakrzewskiego
zakrzewski
Od prawej: Łukasz Zakrzewski, Karol Jabłoński, Anton Didenko.

Łukasz Zakrzewski: Brakowało mi złotego krążka w kolekcji

Łukasz Zakrzewski (MKŻ Mikołajki) zdobył tytuł mistrza świata w bojerowej klasie DN. O podium mistrzostw Europy nie było mu dane walczyć, bo zawody odwołano z powodu niesprzyjających warunków pogodowych. W rozmowie z nami polski zwycięzca dzieli się wrażeniami z ubiegłotygodniowych regat na szwedzkim jeziorze Orsasjön.

– Jak czuje się świeżo upieczony mistrz świata?

– Czuję się świetnie! Brakowało mi złotego krążka w kolekcji. Ocierałem się wiele razy o najwyższe podium, byłem blisko, więc teraz jestem szczęśliwy, bo uzupełniłem swoją kolekcję mistrzowskich medali. Do każdych kolejnych mistrzostw będę podchodził już z zimną głową, ale na pewno za rok będę bronił zdobytego teraz tytułu.

– Jakie wrażenie wywiozłeś ze Szwecji?

– Te regaty nie wybaczały błędów. Były cztery wyścigi, co oznacza, że nie było odrzutki najsłabszych wyników. Odrzuca się najgorsze starty dopiero przy pięciu wyścigach. Podsumowując, kto zaliczył jakąś wpadkę w którymś wyścigu, mógł liczyć się z tym, że o miejsce medalowe nie powalczy. Mnie udało się wszystkie wyścigi rozegrać dobrze. Za każdym razem byłem w pierwszej dziesiątce – dwa razy drugi, raz szósty i raz dziesiąty. Ostatecznie dało mi to pierwszą lokatę i mistrzowski tytuł.

– O poważnych skutkach błędów przekonał się Karol Jabłoński…

– Karol ścigał się świetnie, ale zdarzyła mu się jedna mocna wpadka – chyba źle dobrał płozy – i zakończył regaty na drugim, również bardzo dobrym, miejscu. Jeśli już mówimy o miejscach medalowych, to warto dodać, że niespodzianką mistrzostw była trzecia lokata Rosjanina, Antona Didenko. To młody chłopak, w ubiegłym roku wywalczył srebro w mistrzostwach juniorów, jednak nikt nie spodziewał się, że w mistrzostwach seniorów osiągnie tak wiele. To bodaj pierwszy od wielu lat medal w mistrzostwach świata klasy DN dla Rosjan.

– To nie były najłatwiejsze regaty pod względem warunków pogodowych i technikaliów, jak się do nich przygotowywałeś?

– Przygotowywałem się z Adamem Szczęsnym. Wspólnie dobieraliśmy płozy na treningi i szukaliśmy prędkości na lodzie. Jestem mu za to wdzięczny, bo razem udało się nam dobrać najszybsze płozy odpowiednie do panujących na lodzie warunków. A pierwszego dnia mistrzostw na lodzie była warstwa wody, więc nie były to warunki idealne. Musieliśmy wybrać odpowiednią stal i odpowiedni kąt ostrzenia płóz. Zmienialiśmy kilka kompletów. Raz on zakładał nowe płozy, raz ja. Porównywaliśmy osiągane prędkości i ostatecznie udało się wybrać takie płozy, które każdemu z nas zapewniały optymalną prędkość.

– Niestety, mistrzostw Europy już nie udało się rozegrać.

– Jestem trochę zawiedziony. Byłem w dobrej formie, bardzo dobrze mi się ścigało na tym lodzie i miałem dużą motywację. Pewnie powalczyłbym o mistrzostwo Europy. Te regaty i tak rozegrałyby się w ciągu jednego dnia, bo w związku z przesunięciem startu mistrzostw świata kończył się termin przeznaczony na rywalizację. Wystartowałyby tylko trzy, może cztery wyścigi, więc i tym razem nie byłoby odrzutki najgorszych wyników. Niestety, w tym roku mistrzostw kontynentu nie będzie. W nocy z czwartku na piątek popękał lód na jeziorze i na tafli pojawiły się długie szczeliny. Komisja sędziowska zdecydowała o rezygnacji z rozegrania regat.

– Uczestnicy regat w Szwecji czują chyba niedosyt z powodu odwołania regat o mistrzostwo Europy?

– Tak, wielu zawodników chciałoby się jeszcze pościgać. Ci, którym nie wyszło w mistrzostwach świata, szukali okazji do rewanżu w mistrzostwach Europy. Teraz zawodnicy mają głód startów i na pewno wyruszą niebawem na jakieś regaty. Możliwości w tym sezonie nie ma za wiele. Zaplanowano jeszcze mistrzostwa Szwecji i Finlandii. Jeśli pogoda będzie sprzyjać, ja planuję start w tej drugiej imprezie. Na zmianę pogody, mroźną zimę i lepsze warunki lodowe w Polsce raczej nie mamy co liczyć.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ