< Powrót
23
września 2021
Tekst:
Marcin Drogorób
Zdjęcie:
Peter Brøgger/mat. prasowe
Maciej Kluszczyński
Maciej Kluszczyński z Laerke Buhl-Hansen, reprezentantką Danii w klasie RS:X.

Maciej Kluszczyński: Z Dobrzynia do Tokio

O pierwszych krokach w żeglarstwie, pływaniu w kadrze narodowej i błyskawicznej karierze trenerskiej opowiada Maciej Kluszczyński, wychowanek DKŻ Dobrzyń i trener kadry olimpijskiej Danii w klasie RS:X.

– Twoja przygoda z windsurfingiem i żeglarstwem rozpoczęła się w 2008 roku. Wtedy w Dobrzyniu nad Wisłą Samorząd Województwa Kujawsko-Pomorskiego organizował regaty w ramach Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży.

– Zgadza się. Wówczas w Dobrzyniu powstał port żeglarski na Zalewie Włocławskim, a organizacja przez Dobrzyński Klub Żeglarski tamtych regat i infrastruktura, która po nich pozostała, dały naszemu klubowi szansę na rozwój. Cały Dobrzyń żył tymi regatami, więc kiedy Ryszard Przybytek ogłosił nabór do grupy windsurfingu nie wahałem się ani chwili. Zebrała się nas fajna grupa sześciu chłopaków, z których na czoło wybijali się bracia Furmańscy – Dawid i Radek, no i ja. We trójkę w krótkim czasie zaczęliśmy dominować na krajowym podwórku, najpierw w klasie BIC Techno, a potem już w olimpijskim RS:X.

– To był złoty czas dla DKŻ Dobrzyń, w ciągu kolejnych czterech lat wychowanek tego klubu Łukasz Przybytek zdobył olimpijską nominację i wystartował w igrzyskach olimpijskich Londyn 2012 w klasie 49er.

– Łukasz był dla nas wzorem. On już w 2005 roku został drużynowym mistrzem świata juniorów w klasie Optimist, potem został mistrzem Europy w klasie 29er. Był członkiem kadry, startował w regatach Pucharu Świata i inspirował nas swoją postawą. A my też mieliśmy dobre warunki do treningu w Dobrzyniu, krótka i stroma fala zalewu przypomina warunki morskie. Ciężka praca zaczęła przynosić efekty, zaczęliśmy seryjnie sięgać po medale mistrzostw Polski. Dostałem stypendium marszałka i  powołanie na mistrzostwa Europy i świata juniorów. Startowaliśmy tam bez kompleksów. Szczytowym osiągnięciem naszej grupy był złoty medal mistrzostw świata juniorów RS:X zdobyty przez Radka Furmańskiego w 2014 roku, gdzie ja również startowałem.

Duet windsurferów z DKŻ Dobrzyń Kluszczyński-Furmański był przez lata filarem kadry narodowej, juniorów, młodzieżowców, a potem zaczęliście deptać po piętach starym lisom – Przemysławowi Miarczyńskiemu, brązowemu medaliście Igrzysk Olimpijskich w Londynie, i Piotrowi Myszce.

– Obiektywnie rzecz ujmując to Radek miał większe sukcesy i on stanowił dla nich realne zagrożenie, w ostatnich latach był członkiem kadry olimpijskiej i sparingpartnerem Piotra Myszki. Ja z racji swoich warunków fizycznych byłem zawodnikiem słabowiatrowym. Owszem, startowałem w najważniejszych regatach na świecie, ale należałem do czołówki głównie przy słabszych wiatrach, wygrywając wiele wyścigów mistrzostw świata, Europy, ale również stając na podium pucharów Europy. W pewnym momencie zacząłem odczuwać, że nie wystarczy być tylko słabo wiatrowym zawodnikiem na miarę osiągnięcia kwalifikacji olimpijskiej i zacząłem się zastanawiać co dalej.

W 2019 roku zakończyłeś karierę i zostałeś przedstawicielem handlowym.

– Tak się życie ułożyło, że musiałem dokonać wyboru. Nie żałuję tego kroku, praca w korporacji oraz z klientami dużo mi dała, nauczyła w budowaniu relacji. Nie przestałem trenować, ale teraz ciężar zajęć przeszedł na kolarstwo MTB i szosowe, które było wcześniej moją dyscypliną uzupełniającą. Nie zerwałem jednak kontaktów ze światem żeglarskim. Moja narzeczona Karolina Lipińska jest w kadrze windsurfingu i była sparingpartnerką Zosi Klepackiej-Noceti oraz rezerwową zawodniczką na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Spędzaliśmy razem sporo czasu na zgrupowaniach i zawodach, więc byłem na bieżąco w środowisku. Przez lata pływania w międzynarodowej stawce zbudowałem sieć znajomości, przyjaźni wśród zawodniczek i zawodników z wielu krajów. Jestem jak sądzę otwartym człowiekiem, uśmiech nie schodzi mi z twarzy, więc przychodziło mi łatwo nawiązywać relacje.

Maciej Kluszczyński

Maciej Kluszczyński na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio.
Fot. mat. prasowe

– Jak to się stało, że 25-letni chłopak z Dobrzynia został trenerem kadry Danii w windsurfingu?

– Dla wielu osób była to informacja nie z tej ziemi. Bum! „Klusek” ledwo skończył karierę i już jest trenerem reprezentacji Danii! Ale po kolei. Wiedziałem, że chcę znaleźć swoje miejsce w żeglarstwie, ale – powiem nieskromnie – od razu na wyższej półce. Nie interesowała mnie klasyczna droga, czyli najpierw nauka żeglowania dzieci, potem juniorów itd., tylko trenowanie profesjonalnych zawodników.

– Podobno Covid-19 przyczynił się do twojego wyboru?

– Zimą 2021 roku byliśmy z Karoliną i całą grupą polskich windsurferów na zgrupowaniu w Zakopanem i przyplątał się wirus, co oznaczało prawie dwa tygodnie kwarantanny. Zacząłem wtedy główkować, co robić dalej i rozsyłać po różnych federacjach żeglarskich swoje CV. Jako pierwsi zgłosili się Niemcy, ale potem przyszła oferta próbnego obozu z zawodniczką reprezentacji Danii – Laerke Buhl-Hansen i pomyślałem: czemu nie? Duńczycy mają wielkie tradycje żeglarskie i worek olimpijskich medali, ale nie w windsurfingu. A Polacy, szczególnie specjaliści od windsurfingu, mają dobrą markę.  Już pierwsze zgrupowania i starty pokazały, że dobrze nam się współpracuje. Laekre – mimo, że jest ode mnie starsza o 4 lata – to ambitna zawodniczka ze sporym potencjałem, która potrzebowała nowych bodźców, by zrobić postęp. Nasze pierwsze duże regaty to mistrzostwa Europy w Vilamourze w Portugalii, gdzie Laerke zajęła 8 miejsce, czyli wbiła się do topu, startowała w wyścigu medalowym. Ten wynik już zrobił wrażenie na duńskiej federacji, zaczęto myśleć o olimpijskiej akredytacji dla mnie jako trenera, bo Laerke miejsce w regatach Tokio 2020 miała już zapewnione. Sprawę rozstrzygnął dobry występ mojej zawodniczki na mistrzostwach świata w Kadyksie, gdzie zajęła 9 miejsce i potwierdziła przynależność do czołówki światowej. Wtedy usłyszałem: lecisz na igrzyska!

– W Enoshimie – olimpijskiej wiosce żeglarskiej – spotkałeś swojego krajana z Dobrzynia nad Wisłą, Łukasza Przybytka.

– Spotkałem wielu swoich znajomych, oczywiście z Łukaszem łączą nasz szczególne więzi, śmialiśmy się, że desant z DKŻ Dobrzyń rządzi! Znam się doskonale niemal z wszystkimi naszymi olimpijczykami w żeglarstwie. Włoski windsurfer Mattia Camboni, z którym ścigałem się w młodzieżowych regatach jak mnie zobaczył powiedział: mamma mia, chcę żebyś był moim trenerem! Było wesoło. A same zawody olimpijskie dla mnie jako trenera były wyzwaniem. Tu nie mogliśmy pływać za zawodniczkami na pontonach, tylko mieliśmy przydzielone boksy. Laerke Buhl-Hansen rozpoczęła od dziewiątego miejsca, ale potem była dwa razy czwarta, piąta. Lepsze starty przeplatała gorszymi, ale poniżej dziewiątej lokaty nie wpływała na metę. To niesamowita sprawa. Wyścigu medalowego nie oglądałem, odwróciłem się. Ostatecznie moja zawodniczka ukończyła rywalizację na siódmym miejscu, najlepszym w historii duńskiego windsurfingu.

– Jaka jest specyfika pracy w kadrze Danii i jakie cele stawiasz sobie teraz?

– Pierwsze, na co zwróciłem uwagę, to kolegialne podejście do podejmowania decyzji, typowe dla Duńczyków. – Jak sądzisz co powinniśmy dziś robić na treningu – zwykł pytać trener zawodnika. Ja jestem z innej szkoły. Początkowo myślałem, że trener jest trochę dyktatorem i wizjonerem. Jednakże wspólne plany oraz decyzję spowodowały zmianę mojego myślenia. Przygotowany program i jego realizacja z żelazną konsekwencją okazały się strzałem w dziesiątkę. Poza tym jako trener w Danii nie muszę się zajmować milionem rzeczy, które niestety robią nasi trenerzy, także kadrowi – martwić się o ponton, transport, być mechanikiem, fizjoterapeutą, marketingowcem. Koncentruję się na treningach i startach. Moja przewaga polega też na tym, że sam wejdę na deskę i jeszcze „objadę” moją podopieczną (śmiech).  Ale tak na serio, dla mnie jest najważniejsze to, że w pracy szkoleniowca realizuję swoją zasadę: sięgaj po to, czego tobie jako zawodnikowi brakowało.

– W trenerskim, olimpijskim debiucie osiągnąłeś siódme miejsce. Apetyt rośnie?

– Zdecydowanie! Teraz śmiało marzę o medalu.

Maciej Kluszczyński, ur. w 1996 roku, wychowanek Dobrzyńskiego Klubu Żeglarskiego. W latach 2016-2019 był członkiem kadry olimpijskiej. Jest wielokrotnym medalistą mistrzostw Polski juniorów młodszych, juniorów, młodzieżowców oraz seniorów. W 2014 roku zajął czwarte miejsce w mistrzostwach Europy Juniorów w kl. RS:X, w 2016 roku czwarte miejsce w mistrzostwach świata młodzieżowców w kl. RS:X, w 2018 roku drugie miejsce w pucharze Europy w kl. RS:X. Jako trener jego zawodniczka zajęła siódme miejsce na igrzyskach olimpijskich w Tokio w klasie RS:X, ósme miejsce na mistrzostwach Europy w klasie RS:X i dziewiąte miejsce na mistrzostwach świata w klasie RS:X.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ