< Powrót
21
grudnia 2016
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Macieja Szaryńskiego

Maciej Szaryński: Klasa Cadet ma osiągnięcia

Choć klasa ma już 69 lat i jest wypierana przez młodsze konstrukcje, w Polsce nie traci na popularności. Z Maciejem Szaryńskim, prezesem Polskiego Stowarzyszenia Klasy Cadet rozmawiamy o sytuacji Cadeta w naszym kraju, sukcesach zawodników i perspektywach na przyszłość.

– Klasa Cadet ma już niemal siedemdziesiątkę. W jakiej jest formie?

– To zależy od kraju – w niektórych się wykruszyła, a w innych – jak w Polsce, Holandii, Belgii i Wielkiej Brytanii – całkiem nieźle funkcjonuje.

– Dlaczego w Polsce ta klasa wciąż trzyma się dobrze?

– Jest to najtańsza przygotowawcza klasa dwuosobowa, wszystkie inne tego typu łódki są nawet dwukrotnie droższe. A przy okazji bardzo dużo uczy żeglarstwa.

– Ile Cadetów pływa obecnie po polskich akwenach?

– Łodzi wykorzystywanych do ścigania się, sklasyfikowanych w Pucharze Polski, jest około 70-80. Ale pływa ich na pewno więcej. W Holandii jest podobna liczba jak u nas, a w Wielkiej Brytanii nawet około 200.

– Jakie jest miejsce klasy w systemie szkolenia żeglarskiego?

– Wciąż jest w systemie, choć to oczywiście zależy od wyników, jakie polski Cadet osiąga. W 2010 i 2011 roku zdobyliśmy mistrzostwo świata (2010, Puck: Krzysztof Małecki i Mikołaj Mickiewicz – Międzyszkolna Baza Sportów Wodnych/UKSW Giżycko; 2011, Kühlungsborn, Niemcy: Maciej Kamiński i Szymon Ostrowski – UKŻ Grot OSiR Suwałki – red.). A w 2012 i 2016 r. mistrzostwo Europy (2012, Francja: Piotr Szlachcic i  Łukasz Czerwiec; 2016, Węgry: Paweł Grabowski z Krystianem Krysiakiem (MOS Pisz) – red.). Młodzież też w miarę chętnie przychodzi, aczkolwiek Cadet jest dość starą, archaiczną klasą i nie wszystkim dzieciom się podoba. Jest kanciasty, nie za szybko pływa i nie jest tak widowiskowy jak 29er.

– Ale sprawdza się jako klasa przygotowawcza?

– Sprawdza się, choć niekoniecznie w takiej formule, jaka jest przyjęta w Polsce. U nas na Cadecie ścigamy się do 17 roku życia, ale moim zdaniem, żeglowanie na nim w takim wieku jest przesypianiem szansy na rozwój kariery. Bo zawodnik nie bardzo ma się na co przesiąść i zostaje mu rok na pływanie w 29er i 420 – a to za krótko, żeby osiągnąć dobre wyniki i przebić się do kadry.

– Ze względu na wielkość łódki 17-letnim Cadeciarzom dobiera się znacznie młodszych załogantów. To dobry układ?

– W tej chwili to już jest reguła, zwłaszcza w mniejszych klubach, gdzie Cadet jest ostatnią klasą, na której mogą pływać. Tam 16-17-latkowie dostają bardzo małego i lekkiego załoganta, dzięki czemu mogą jeszcze ścigać się na najwyższym poziomie. I to się sprawdza – młodzi żeglarze bardzo dobrze się uczą i szybciej dorastają do obowiązków sternika. Fakt, że są załogantami nie znaczy, że nic nie robią. I często się zdarza, że 9-10-latkowie sami sterują przy lepszych warunkach atmosferycznych.

– A nie jest to problemem dla trenera? Musi tak organizować trening czy zgrupowanie, żeby trafić równocześnie do dwóch grup wiekowych.

– Nie jest to proste, zwłaszcza podczas organizowania treningów sprawnościowych – zupełnie inne obciążenia trzeba przygotować dla młodszych, a inne dla starszych. To jest nie lada wyzwanie, ale radzimy sobie. Staramy się mieć na zgrupowaniu dwóch trenerów – jeden zajmuje się starszymi, a drugi młodszymi zawodnikami.

– Czujecie na plecach oddech młodszych klas dwuosobowych, np. L’Equipe?

– Nieszczególnie. W Europie liczba L’Equipe’ów wynosi ok. 35. To mniej niż Cadetów w samej Polsce. Poziom L’Equipe’a w naszym kraju też nie jest porażający – na regatach moi zawodnicy na wolniejszym Cadecie potrafią mijać żeglarzy tej klasy. L’Equipe jest fajną klasą, ale szkoda, że tak nieliczną.

– Czyli zawodnikom zostaje Cadet?

– Nie bardzo jest co zrobić z zawodnikami w wieku 12-14 lat. Na 29er nie wsiądą, bo jest dla nich za trudna, 420 też jest dla starszych, a na L’Equipe ścigamy się w bardzo małej stawce. Cadet jest więc optymalną łódką, żeby wprowadzić dzieciaki w dwuosobową łódkę, żeby nauczyć się współpracy. I zawodnik, który pływa na nim przez cztery lata jako sternik, jest absolutnie gotowy, żeby przesiąść się na 29er i 420.

– Czym zajmuje się Polskie Stowarzyszenie Klasy Cadet?

– Propagujemy klasę, organizujemy cykl Pucharu Polski i mistrzostwa Polski, współpracujemy z zagranicznymi stowarzyszeniami tej klasy, a w 2019 roku chcemy zorganizować mistrzostwa świata.

– W jaki sposób promujecie Cadety?

– Myślę, że najlepszą promocją są wyniki. Przekładają się na liczbę osób, które chcą trenować – sam to odczułem. Oprócz tego staramy się organizować fajne regaty, żeby dzieciaki miały frajdę. Mamy też nadzieję, że w przyszłym roku uda się nam zorganizować regaty z innymi klasami, będziemy też starali się wystąpić np. w Nord Cup czy Volvo Gdynia Sailing Days.

– To chyba dowód, że klasa się rozwija?

– Od tego roku jest nowy Zarząd Stowarzyszenia i mam nadzieję, że coś uda mi się zmienić, bo na razie był w nim, delikatnie mówiąc, marazm.

– A z kim chcecie organizować mistrzostwa świata w 2019 roku?

– Jesteśmy w dobrym kontakcie z burmistrzem gminy Krynica Morska, Krzysztofem Swatem. Na razie zostały poczynione wstępne ustalenia i sądzę, że szykuje się naprawdę fajna impreza.

– W 2014 roku zawodniczki z Suwałk miały problemy z zebraniem funduszy na wyjazd na mistrzostwa świata. Klasa wciąż boryka się z takimi kłopotami?

– Nie zaprzeczę. Jestem trenerem z Warszawy i w województwie mazowieckim wszystko spoczywa na barkach rodziców i kreatywności trenera. Jak nie uda nam się zaoszczędzić pieniędzy, wyjazd na mistrzostwa świata czy Europy jest finansowany niemal w 100 proc. z kieszeni rodziców. Warszawsko-Mazowiecki Okręgowy Związek Żeglarski dorzucił się trzy lata temu do opłaty za wpisowe, ale później nie dostaliśmy już ani grosza. W innych klubach, na przykład w województwie warmińsko-mazurskim, jest trochę inaczej – w mniejszej społeczności łatwiej udaje się znaleźć dofinansowanie z urzędów miasta czy od burmistrza.

W przyszłym roku czeka nas zmiana. Zawodnicy do 15 roku życia, którzy zakwalifikują się w drodze eliminacji na mistrzostwa świata, dostaną dofinansowanie w pierwszym etapie. Czyli dietę na wyjazd, a nie – jak do tej pory – refundację części kosztów pod warunkiem zajęcia miejsca w pierwszej ósemce. Jest więc krok w przód.

– Jak w pana ocenie wypadła w tym roku klasa Cadet?

– Zdobyliśmy mistrzostwo Europy, a w klasyfikacji Open U15 również wicemistrzostwo. W pierwszej dziesiątce grupy Open na mistrzostwach Europy, w której startowało 80 Cadetów, czterech zawodników było naszych. Jest to jakiś wynik.

Maciej Szaryński, ur. w 1983 roku, absolwent Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Warszawie, trener w MKS Dwójka Warszawa. Od 2016 roku prezes Polskiego Stowarzyszenia Klasy Cadet.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ