< Powrót
12
marca 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Marcina Raubo
Marcin Raubo

Marcin Raubo: Związek powinien być organizacją otwartą

29 lutego wybrane zostały nowe władze Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. Prezes Marcin Raubo opowiada nam o problemach lokalnych żeglarzy, ambitnym programie, pomyśle na Trzebież i planowanej rewolucji informacyjnej.

– Wyborcze emocje już opadły?

– Sejmikowe powoli opadają, ale pojawiają się nowe, związane z próbą złapania kontroli nad organizacją. Nie będę ukrywał, że napracowaliśmy się nad programem i objechaniem większości klubów zrzeszonych w Związku. Staraliśmy się przyjść na sejmik przygotowani i spokojni, a arytmetyka wyborcza miała się zgadzać. I to się udało. Zaskoczyły nas jednak emocje podczas obrad i ich długość, więc niepokój się wdarł. Ale plan mówienia o przyszłości, a nie o przeszłości zrealizowaliśmy w 100 procentach, a środowisko przyjęło to pozytywnie.

– A co pan usłyszał od żeglarzy podczas objeżdżania zachodniopomorskich klubów?

– Podstawowym problemem była alienacja Związku od środowiska i to była pierwsza teza każdej dyskusji z klubami, które odwiedzałem. W gruncie rzeczy okazywało się, że jakby ZOZŻ nie było, to u żeglarzy nic by się nie zmieniło. Lokalne środowiska funkcjonują od lat bez wsparcia i obecności działaczy i struktur związkowych – co z jednej strony pokazuje, że nie jest tak źle, bo kluby nauczyły się w ten sposób żyć, ale z drugiej nie tak to chyba powinno wyglądać. To był zatem główny przedmiot rozmowy – w jakiej formule okręg powinien funkcjonować w klubach i co mógłby wnieść w ich życie.

– A może okręgi nie są już potrzebne? Czemu powinien służyć Okręgowy Związek Żeglarski?

– Okręg to wspólna reprezentacja całego środowiska żeglarskiego. Wiem to z własnego doświadczenia – idąc do przedsiębiorcy, gminy czy urzędnika w żeglarskiej sprawie jestem tylko jednostką z projektem. A w takich sytuacjach lokalnych działaczy powinien wspierać właśnie reprezentant Okręgu. Doświadczenie i wszechstronność grona, które weszło do Zarządu ZOZŻ powoduje że mamy dużą wiedzę i rozwiązania, którymi chcemy się podzielić.

– Statutowo Okręgowy Związek Żeglarski jest stowarzyszeniem klubów, przez co trochę na uboczu zostają niezrzeszeni żeglarze-armatorzy. Macie pomysł, jak ich włączyć do współpracy?

– W poniedziałek na zarządzie postanowiliśmy, że oprócz klasycznych komisji powołamy także trzy rady, które mają na celu właśnie wciągnięcie osób niezrzeszonych. Będzie to rada armatorów, rada komandorów i rada biznesu jachtowego. Chcemy, żeby ta sfera, która nie była wcześniej zagospodarowana przez Związek, a jest sporą przestrzenią żeglarskiego świata, miała swoje miejsce i platformę. To będą ciała kilku- kilkunastoosobowe, spotykające się raz – dwa razy do roku, na zaproszenie prezesa lub zarządu.

– Program przedstawiliście ambitny – m.in. popularyzację i promocję żeglarstwa, budowę i szkolenie kadry trenerskiej, instruktorskiej i sędziowskiej, wspieranie klubów m.in. w zakresie pomocy księgowej i prawnej, rewitalizację związkowego majątku… Jest to możliwe do zrealizowania podczas jednej, czteroletniej kadencji?

– Pewnie nie wszystko, ale na pewno część procesów będzie można w cztery lata doprowadzić do zaawansowanego stadium. Zaczynając od rzeczy bezkosztowych i stricte związanych z organizacją i filozofią działania – czyli reprezentacji i współpracy. Tu głównym celem jest pootwieranie kanałów komunikacji zarówno okręgów z klubami, jak i okręgu ze środowiskiem. Jestem przekonany, że te kwestie jesteśmy w 100 procentach zorganizować. Nie ukrywam, że szukaliśmy wzorców i patrzeliśmy zwłaszcza na to, jak to wygląda z naszego punktu widzenia w Pomorskim Związku Żeglarskim.

Bez wątpienia trudnym zagadnieniem jest rewitalizacja majątku, bo to są zawsze procesy wieloletnie oparte o budowanie partnerstw z instytucjami, gminą czy urzędami i one wymagają czasu. Mamy na to pomysł – przede wszystkim trzeba sytuację uporządkować finansowo i prawnie, po czym zabrać się za budowanie koncepcji i sojuszy, które pomogą zrealizować wizje. Jeżeli chodzi o sprawy kadrowe, to w ciągu jednej kadencji można je uporządkować. Uważam, że kontakt z ZOZŻ był nieprzyjazny i trudny, a jak człowiek chciał coś zrobić, to niespecjalnie miał jak – to także nasze doświadczenia z Yacht Klubu Polski Szczecin, w którym ostatnie dwa lata poświęciliśmy na pracę z młodzieżą i szkolenia. To można niewielkim kosztem i wysiłkiem poprawić.

– W programie ogłosiliście koniec dominacji finansowej, sprzętowej i organizacyjnej jednego klubu. Czy za tym pójdą też zmiany w strukturze sportowej Związku?

– Będą zmiany, ale o szczegółach nie chciałbym mówić, bo jestem żeglarzem morskim i na co dzień nie siedzę w sporcie. Ale wczoraj mieliśmy drugie posiedzenie zarządu, na którym doprecyzowaliśmy strukturę organizacyjną zarządu. Ster sportowy przejmie Artur Burdziej, prezydent Polskiego Stowarzyszenia Klasy Optimist, koordynator regatowej reprezentacji Szczecina, a przede wszystkim bardzo doświadczona osoba znająca środowisko. Ma on pogląd jak ta dziedzina powinna wyglądać, jakie zmiany zajdą i w którym kierunku.

– Jeżeli chodzi o żeglarstwo regatowe, to jak zamierzacie przekonać żeglarzy, żeby łódki mierzyli w ORC, nie w KWR?

– Na pewno nie zamierzamy nikogo z KWR przeciągać do ORC. Chcemy budować silne i prężne środowisko ORC w Zachodniopomorskim i mocniej zaistnieć na tej scenie, bo uważamy, że aspiracje i możliwości środowiska są takie, żeby coś zdziałać. Ale nie powinno to się odbywać kosztem KWR. Jest miejsce dla KWR, NHC i ORC. Na pewno chcemy sporo uwagi poświęcić uporządkowaniu regat, bo jest ich całkiem sporo, ale frekwencja spada i poziom pewnie też. Widać brak aktywności, ale mamy pomysły, jak znaleźć i kij, i marchewkę, żeby pewne rzeczy poprawić. Mam nadzieję, że już w tym sezonie jakieś owoce tej pracy powinny się pojawić. Na ten front idzie Wojtek Denderski nasz przedstawiciel w Zespole ds. Morskich PZŻ, jestem o to spokojny, to świetny fachowiec.

– Zapowiadane pomysły i zmiany, zwłaszcza w dziedzinie infrastruktury związkowej, wymagają znacznych funduszy. Skąd ZOZŻ je weźmie?

– Sytuacja finansowa Związku nie jest nadmiernie dobra, ale i tak lepsza niż wielu polskich okręgów. Dopiero wgryzamy się w szczegółach w to, co się dzieje w finansach, ale mamy klarowny pomysł, jak pewne rzeczy rozwiązać. To będzie się oczywiście odbywało w oparciu o finansowanie zewnętrzne z różnych instytucji zewnętrznych. Podniesienie „z gruzów” majątku na Gocławiu musi oprzeć się o dużego, instytucjonalnego partnera, takiego jak gmina Szczecina czy Urząd Marszałkowski. To nie jest majątek, który jeszcze przez wiele dekad będzie atrakcyjny dla prywatnego partnera, bo leży w specyficznej części Szczecina, więc musi działać z misyjną funkcją sportową. Priorytetem będzie więc zbudowanie sojuszu z lokalnym samorządem.

– Ale już zapowiadana pomoc prawna i księgowa dla klubów w jednej tylko sprawie może kosztować tyle, ile wynosi miesięczny budżet niewielkiego Okręgowego Związku Żeglarskiego.

– Na pierwszy rzut oka takie rzeczy mogą kosztować dużo, ale w rzeczywistości tak nie jest. Dysponujemy w środowisku grupą bardzo zacnych prawników, którzy mogą pewne rzeczy szablonowo robić pro publico bono. Nie mówię oczywiście, że będą pracować na pół etatu za darmo, ale na przykład w sprawie stawek prawa wodnego mamy osoby, które znają temat i mogą udostępnić klubom interpretacje przepisów czy wzory lub szablony pism. To czasami kwestia wysłania jednego maila. Jeżeli chodzi o pomoc księgową czy organizacyjną, to proszę mi wierzyć, że wśród klubów świadomość istnienia ministerialnego programu „Klub”, z którego na wyciągnięcie ręki jest 10-15 tysięcy zł, jest bardzo mała. Nikt nie informuje o takich instrumentach, więc chcemy w tym pomóc.

– Według programu ZOZŻ powinien stworzyć nowoczesny portal informacyjny, którego zadaniem będzie m.in. promocja i upowszechnianie żeglarstwa na arenie ogólnopolskiej. Konkurencja na żeglarskim rynku medialnym powinna się obawiać?

– Nie sądzę. Nie ukrywam, że stworzenie profesjonalnie wyglądającego i operującego portalu, który będzie relacjonował co się u nas dzieje, jest moim osobistym celem. Problem jest taki, że w Zachodniopomorskim żeglarsko dzieje się bardzo dużo, ale nie potrafimy tego ukierunkować i wrzucić w tubę propagandową. To działka moja i Maćka Cylupy, chcemy to uporządkować i zrobić z tego jasny i funkcjonalny przekaz. Czy to przyjmie formułę ogólnożeglarską – zobaczymy, ile będzie czasu, środków, energii i zacięcia do poprowadzenia tego. Na pewno w tej materii szykują się zmiany, bo to, co robił Okręg do tej pory, woła o pomstę do nieba.

– Pierwszym krokiem będzie nowa strona internetowa?

– Absolutnie i chcielibyśmy do sezonu żeglarskiego zadebiutować z nową stroną. Jest to do zrobienia i sam będę tego pilnował.

– Obiecaliście „odzyskanie zdolności współpracy z innymi podmiotami”, w domyśle z Polskim Związkiem Żeglarskim. Co się za tym kryje?

– Relacja z PZŻ w przypadku Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego sprowadza się na dziś głównie do Trzebieży, gdzie mamy po 50 procent w Radzie Fundacji. PZŻ wykonał tam kawał pięknej roboty, jeżeli chodzi o odbudowanie tej przystani, ale widzimy brak treści i pomysłu merytorycznego lub organizacyjnego na jej funkcjonowanie. Trzebież nie może być tylko przystankiem na trasie Berlin – Szczecin – Bałtyk i miejscem, do którego przypływa się na nocleg. Zarówno historia i spuścizna tego miejsca, jak i geograficzne położenie, nie pozwalają, żeby się do tego sprowadzało. Wydaje mi się, że u podstaw pomysłu na wspólne zasiadanie w Radzie Fundacji, był taki podział, że PZŻ finansuje i odbudowuje, a ZOZŻ, jako lokalni gracze biorą na siebie ciężar wlania treści w ten projekt. Według naszej oceny poprzednicy polegli i poprzez brak woli do współpracy, i niepotrzebne przepalanie energii na przeciąganie liny z PZŻ. My pomysły na to, jak powinna funkcjonować Trzebież mamy. Jest też czysta karta w relacjach i doza sympatii w PZŻ, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby odzyskać możliwość współpracy. A umówmy się: Trzebież jest potwornie trudnym tematem, więc trzeba będzie wspólnie znaleźć na niego fajny patent, który zarówno zadowoli obie strony, jak i spełni bardzo wysokie oczekiwania środowiska. A jako żeglarz sam takie mam.

– Czy nostalgia jest wystarczającym powodem, żeby ZOZŻ inwestował siły i środki w Trzebież, zamiast koncentrować się na ośrodkach, w których obecnie rozwija się żeglarstwo?

– Moim zdaniem jest. Jak się na to obiektywnie spojrzy, to zarówno marszałek województwa, gmina Police, PZŻ, ZOZŻ, żeglarze i niektórzy przedsiębiorcy chcieliby widzieć funkcjonującą Trzebież. To jest wyjście na Zalew Szczeciński – lokalizacja ośrodka jest wymarzona i można tam robić wiele fajnych rzeczy. Tylko pomysły trzeba uporządkować, znaleźć partnerów i podmioty, które mogłyby tam znaleźć swoje miejsce. I wierzę, że będzie z tego zachodniopomorska perełka. Jestem orędownikiem, żeby energię tam poświęcić – nie będzie ona zmarnowana.

– Jakie będą pierwsze kroki, które podejmie nowy Zarząd?

– Na pewno zrobimy audyt otwarcia, uporządkujemy sprawy finansowe i zabierzemy się za najbardziej palące rzeczy. Lada moment zacznie się sezon, więc czeka nas otwarcie, obsadzenie komisji ludźmi merytorycznymi i podzielającymi nasz program oraz stworzenie wspomnianej strony internetowej. Uruchomiliśmy już grupę dyskusyjną na facebooku, którą stworzyliśmy na potrzeby sejmiku. Przemianowaliśmy ją z nazwy „Sejmik Wyborczy ZOZŻ” na „Żeglarze i kluby ZOZŻ” i chcemy wykorzystać tę platformę do wymiany informacji i relacjonowania tego, jak nasza praca postępuje. A z drugiej strony, żeby ludzie mieli miejsce do zgłaszania spraw i postulatów. Związek przede wszystkim, powinien być organizacją otwartą – spotkanie i dyskusja co Sejmik to chyba jednak trochę za mało. Chcielibyśmy również niedługo po otwarciu sezonu zrobić też konwent komandorów – takiej praktyki do tej pory nie było.

Marcin Raubo, komandor Yacht Klubu Polski Szczecin, przedsiębiorca, organizator regat, promotor i mecenas żeglarstwa, miłośnik klasycznych jachtów, w ostatnich latach samotny żeglarz. Absolwent University of London, na kierunku Prawo i Międzynarodowy Biznes. 29 lutego 2020 roku wybrany prezesem Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ