Pomorski Związek Żeglarski

Mówi Henryk Jaskuła: Dla mnie była to tragedia

Henryk Jaskuła, legendarny polski żeglarz, który jako jedyny dotąd solo non stop opłynął świat jachtem na trasie Gdynia-Gdynia, od lat nie udziela wywiadów. Dla nas zrobił wyjątek. W …

Wrak Daru Przemysla na kubanskiej plazy styczenwrak Daru Przemysla na kubanskiej plazy styczen 1988
Galeria zdjęć (1) - zobacz wszystkie

Henryk Jaskuła, legendarny polski żeglarz, który jako jedyny dotąd solo non stop opłynął świat jachtem na trasie Gdynia-Gdynia, od lat nie udziela wywiadów. Dla nas zrobił wyjątek. W obszernej rozmowie opowiada o swoim życiu i rejsie dookoła świata.  Przedwczoraj wyjaśnił nam m. in. jak narodził się pomysł jego słynnego rejsu. Wczoraj mówił o tym w jakich bólach rodził się „Dar Przemyśla”, na którym go odbył. A dzisiaj mówi o tym co było dalej.

 – Czy zaczynając swój rejs solo non stop dookoła świata Gdynia-Gdynia nie bał się pan o swoje bezpieczeństwo? Czy to prawda, że na „Darze Przemyśla” nie było nawet tratwy ratunkowej?

– To prawda, dlatego, że gdy w ostatnich dniach załatwiałem kartę bezpieczeństwa w Urzędzie Morskim w Gdyni, szef Wydziału Bezpieczeństwa Żeglugi komandor Kunde zakwestionował mi posiadaną płaską tratwę ratunkową, że termin ważności atestu kończy się cztery miesiące przed planowaną datą powrotu. Zalecono przy tym, by ją zamienić na beczkową. Na to nie było pieniędzy, ale udało się zamienić ją na beczkową, ze świeższym atestem, ze statkiem szkolnym „Horyzont”. Jako beczkowa, jacht musiałby wrócić do Stoczni, żeby zamontować na rufie łoże kołyskowe. Na to nie było czasu. Tratwa powędrowała do magazynu przy jachtklubie, a przed masztem przywiązałem pustą beczkę, z wymalowanym numerem atestu. Mając taki atest, Urząd Morski wydał kartę bezpieczeństwa. Radiotelefon dalekiego zasięgu Falcon Marconi był niesprawny, ale miałem dokument na posiadanie radiostacji. Na jachcie funkcjonowała tylko UKF-ka, o zasięgu 250 metrów (wadliwie połączona z anteną na maszcie).

– Czy w trakcie pańskiego rejsu był taki moment, w którym chciał pan zrezygnować z dalszej podróży?

– Nie było takiego momentu. Była chwila krytyczna po wyjściu na Atlantyk, gdy nie mogłem uruchomić samosteru. Groziło mi siedzenie przy sterze przez cały rejs, co wydłużyłoby trasę o ponad trzy miesiące. Wadą samosteru okazało się, że był głuchy na wiatr pozorny poniżej 3 węzłów, a przez dziesięć dni miałem słabe wiatry z fordewindu.

– Podobno poproszono pana, aby wstrzymał się pan jeden dzień z wpłynięciem do Gdyni, bo chciano urządzić tam panu powitanie 20 maja 1980 roku na zakończenie rejsu. Co pan czuł będąc tak blisko domu a nie mogąc do niego pójść?

– Wieczór 19 maja byłem już na Zatoce Gdańskiej i pędziłem do portu, o 22-giej mogłem wejść, pomijając nakaz wejścia do portu w południe 20-go, dla celów telewizyjnych. Dla powitania zamierzałem rano wyjść z portu i wchodzić w południe. Ale przyjaciele z asystującego statku „Konstelacja” przekonali mnie, żeby wytrzymać tę ostatnia noc i wstrzymać się z natychmiastowym wejściem. Zrozumiałem. Postawiłem jacht w dryfie i całą noc przesiedziałem w kokpicie wpatrzony w światła Gdyni. Nie miałem żalu do nikogo.

– „Polsko kochana, Twój syn powrócił!” – to słynne zdanie, które pan powiedział podczas powitania w Gdyni 20 maja 1980 roku na zakończenie rejsu. To była spontaniczna wypowiedź czy pan wcześniej tak sobie wymyślił?

– Nie przygotowałem żadnego zdania, to było spontaniczne, wywołane olbrzymim szczęściem, które mnie rozsadzało, więc po podaniu cum na keję, przed klarem, skoczyłem na nadbudówkę i wykrzyknąłem to zdanie, z rękami jakby obejmującymi wszystkich. Basen Zaruskiego oblekany był gęstym tłumem, nawet po dachach, to było prawdziwe przyjęcie z marszu. Gdy jacht wszedł w główki portu, pocałowałem koło sterowe, dziękując jachtowi za współpracę. Już tutaj szczęście mnie rozsadzało, ale trzeba było uważnie dojść do kei, a dochodziłem w tym samym miejscu, przed Szkołą Morską, z którego startowałem przed rokiem. Podobny wiatr – NNE 3 stopnie B, łatwy.

– Po rejsie stał się pan bohaterem narodowym. Napisano o panu nawet piosenkę „Jaskuła to Pierwsza Formuła”. Jak pan przyjmował te oznaki jaskułomanii?    

– Tak śpiewała Przemyska Orkiestra Podwórkowa. Przemyśl się cieszył, nie ma się co dziwić. Czułem się szczęśliwy w świecie przyjaciół. To złudzenie już w czerwcu zmył komandor Julian Czerwiński z Gdyni, z którym się znałem i który zaprosił mnie na obiad powitalny. Że „pojawiły się wątpliwości”, podejrzewał, że jacht w ogóle nie opuścił Atlantyku, że rejs został sfałszowany. Na Indyjskim miałem spotkanie ze statkiem „Fiolent”, którego kapitan obiecał przesłać informację radiową do Polski. Przekazał ją do Szczecin Radio, ale niewiele prasy ją opublikowało. Te wycinki z gazet odkryłem dopiero po 20 latach, byłem przekonany, że kapitan tego statku nie przekazał do kraju informacji o spotkaniu. Później zdobyłem wycinek z „Głosu Szczecińskiego”. Że Czerwiński tego nie czytał, dość pochopny, zgoła niemądry, wydawał się wyrok, że rejs został sfałszowany. Zawistni niektórzy żeglarze to podchwycili, głównie Krzysztof Baranowski, rozsiewając tę plotkę.

Henryk Jaskuła– Andrzej Urbańczyk w książce „A jednak żeglowaliśmy” zalicza pana do żeglarzy państwowych, czyli partyjnych. Jak pan to skomentuje?

– Nie chcę komentować złośliwych enuncjacji Urbańczyka. Pytał mnie czy należę do partii, dla zachęty do przyznania się podał, że jego rodzice byli partyjni. Wie, że nie należę do partii, złośliwie nazywa mnie „państwowym”, bo Urząd Wojewódzki w Przemyślu sfinansował rejs. Ja z kolei pytałem go, w jaki sposób uzyskał zgodę WOP na wyjście na Bałtyk tratwą (co nazwał „wyprawą Nord”) do Szwecji. Wszyscy czterej załoganci tratwy mieli tylko stopnie sternika jachtowego, a kryteria WOP były bardzo surowe. Nie odpowiedział. Po latach pułkownik Kukliński ujawnił, że wyżsi oficerowie, jako żeglarze, odbywali jachtowe rejsy szpiegowskie do portów RFN (był wypadek, kiedy podwodny okręt sowiecki siadł na mieliźnie u wybrzeży Szwecji). Nie wyobrażałem sobie co można wyszpiegować w obcym porcie, gdy mam dokładną mapę portu, oznaczone głębokości w każdym miejscu. Po ujawnieniu Kuklińskiego zrozumiałem, że wywiad wojskowy inaczej niż żeglarz patrzy na każdy obcy brzeg czy port. Też nie odpowiedział, jak dostał się do Stanów Zjednoczonych.

– Byli tacy – jak pan wspomniał – którzy kwestionowali pana wyczyn. Niektórzy twierdzili nawet, że w ogóle nie opłynął pan świata dookoła, bo rzekomo nie przywiózł pan na to żadnego dowodu. Jak pan im odpowiedział?

– O swoich wątpliwościach (czy podejrzeniach), powiedział mi już w czerwcu 1980 komandor Julian Czerwiński, który wylansował – tylko słownie – tę wersję. Natychmiast przekazałem do PZŻ cztery tomy mojego Dziennika Jachtowego. Po roku PZŻ wydał oficjalne oświadczenie, uznając rejs za odbyty prawidłowo. Tylko zawistni – głównie Krzysztof Baranowski – do dzisiaj wywlekają „podejrzenie” Czerwińskiego, sami w to nie wierząc.

– Na przełomie 1980/1981 popłynął pan znowu do rodziny w Argentynie, tym razem na pokładzie „Daru Przemyśla”. Nie miał pan ochoty nie wracać? Wybrać wolność i pozostać w Ameryce Południowej?

– W tym rejsie brała też udział moja żona i młodsza córka, o pozostaniu w Argentynie nigdy takiej myśli nie miałem, ani ja, ani nikt w domu. Mój los w Polsce dzieliłem z moim narodem. Tu miałem pracę, dom, rodzinę najbliższą, przyjaciół (wrogów też, ale swoich, polskich).

– Pański drugi rejs solo non stop dookoła świata Gdynia-Gdynia w odwrotnym kierunku nie powiódł się. Musiał pan zawrócić, bo jacht przeciekał. Co zawiodło?

– W ten rejs wyszedłem w sierpniu 1984 roku. Nie miał on poparcia w PZŻ, Stocznia Jachtowa w Gdańsku nie przyjęła jachtu do remontu. Ale już wcześniej, gdy jacht był na stoczni, chciałem wymienić niektóre zawory denne. Nigdzie – ani w Gdański, ani w Przemyślu – nie do osiągnięcia był główny zawór w kingstonie. Ten zawór okazał się nieszczelny, był przeciek 200 litów na godzinę przy większym przechyle na lewym halsie (zasyfonowanie wody poprzez ten nieszczelny zawór, przez dobę jacht brał 1, 5 tony wody), w Skagerraku topiłem się pomału ciągle pompując wodę, pompy się psuły. Zadecydowałem odwrót i po 19 dniach wróciłem jachtem do Gdyni. Ten rejs nie miał szans od początku, w kraju nie do osiągnięcia był dakron o gramaturze powyżej 280 g/m kw. (w pierwszym rejsie miałem żagle dakronowe o gramaturze do 450 g/m kw. Zamiast dobrych żagli, miałem dużo słabych (28 sztuk). To był desperacki rejs, na tych żaglach jacht nie przeszedłby Oceanu Południowego, tym bardziej na zachód, pod przeważające silne wiatry. Sam los uchronił mnie w Skagerraku od tragedii.

– Odszedł pan z zarządu Przemyskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. O co poszło?

– Przemyski OZŻ nie chciał dać „Daru Przemyśla” na ten drugi rejs dookoła świata, żądał jachtu zastępczego. Po sezonie 1985 odebrano mi kontrolę nad jachtem. Dwa lata po rozbiciu „Daru Przemyśla” na Kubie (20 grudnia 1987 roku) Przemyski OZŻ wniósł pozew do sądu oskarżając mnie o przywłaszczenie sobie mienia jachtowego na 4, 5 miliona złotych. Rozprawa sądowa ciągnęła się dwa lata, zostałem uniewinniony. Przemyski OZŻ apelował, przegrał. Odszedłem ze swego klubu „Kotwica” i w ogóle z Przemyskiego OZŻ, którego byłem współtwórcą w 1975 roku i jego pierwszym prezesem, aby nigdy już tam nie powrócić. Nie było już jachtu, nie mogło być dla mnie dalszego życia żeglarskiego.

– W 1987 roku „Dar Przemyśla” zatonął na Karaibach. Jak pan przyjął tę wiadomość?

– Jacht nie zatonął tylko został rozbity na podwodnym progu skalnym 100 metrów od brzegu, na który wpadł prawą burtą mając Kubę po lewej burcie. Przy umiarkowanym wietrze z NE i doskonałej widzialności, na skutek urwania się brasu wytyku foka pasatowego sternik zrobił niezamierzony zwrot przez rufę, jacht na dużej szybkości wyrżnął w ten próg, burta pękła, fala przybojowa przerzuciła jacht przez ten próg na skalną płyciznę, na której legł na prawej burcie. Każda fala podnosiła kadłub o kilka centymetrów i przesuwała go w kierunku brzegu, gdzie legł definitywnie w odległości 40 metrów od suchego lądu, z prawą burtą zdartą. Dla mnie była to tragedia. Znaczyło to, że tego drugiego rejsu dookoła świata już nie odbędę.

– Do końca lat 80-tych wycofał się pan z czynnego życia żeglarskiego. Dlaczego?

– Mój czas się skończył.

– Jak pan ocenia obecny stan polskiego jachtingu oceanicznego? Jaka będzie, według pana, jego przyszłość?

– Życie toczy się dalej, Polska po raz wtóry odzyskała niepodległość. Przyszłość będzie taka, jak ją sobie kolejne pokolenia urządzą.

Henryk Jaskuła – pierwszy i jedyny Polak, który opłynął świat jachtem bez zawijania do portów na trasie Gdynia-Gdynia. Urodził się w 1923 roku pod Krakowem. W 1932 roku jego rodzina wyemigrowała do Argentyny. Tam Jaskuła spędził drugą wojnę światową. Po niej powrócił do Polski na studia. Ukończył ówczesną Akademię Górniczą w Krakowie. W międzyczasie ożenił się i zainteresował żeglarstwem. W 1973 roku na jachcie „Euros” odwiedził rodzinę w Argentynie. Po powrocie zaczął planować rejs non stop dookoła świata z Gdyni do Gdyni. Odbył go na jachcie „Dar Przemyśla” w latach 1979-1980. Potem raz jeszcze popłynął na nim do Argentyny. W 1984 roku wyruszył ponownie na „Darze Przemyśla” w kolejny samotny rejs non stop dookoła świata tym razem jednak w odwrotnym kierunku. Niestety jacht zaczął przeciekać i Jaskuła musiał zawrócić. Drugiej próby nie udało się podjąć, bo jacht został rozbity na Karaibach. Jaskuła wycofał się z czynnego życia żeglarskiego. Mieszka w Przemyślu.
← Wróć do portalu

Czytaj również

Więcej artykułów
OOM w 2025 roku w Pucku / PZŻSport i regaty19 sierpnia 202617:25Dziewięć dni żeglarskich emocji w Dziwnowie. Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży wraca nad cieśninę DziwnaRedakcja · 3 min czytaniaKoncert szantowy nad Motławą podczas festiwalu Szanty pod ŻurawiemNasz patronatRejsy19 sierpnia 202613:56Kiedy port zaczyna śpiewać. Szanty pod Żurawiem i trzydzieści lat Baltic Sail GdańskOskar Wojciechowski · 3 min czytaniaMistrzostwa Polski w klasie CadetSport i regaty19 sierpnia 202613:24Załoga z Pisza rządzi na Zalewie Wiślanym. Mistrzostwa Polski klasy Cadet w Krynicy Morskiej na półmetkuRedakcja · 2 min czytaniaJachty klasy RS21 ścigające się na Zatoce Gdańskiej przy gdyńskim brzeguSport i regaty19 sierpnia 202611:47Dwie załogi z identycznym dorobkiem. Ekstraklasa Polskiej Ligi Żeglarskiej wraca do Gdyni na 3. rundęRedakcja · 1 min czytaniaXXV Międzynarodowe Mistrzostwa Polski DZ pod hasłem Ratujmy DezetyRegaty18 sierpnia 202616:33Doba pod żaglami na jubileusz. Komodor, Pierwsza Szklanka i Rekin najlepsi w XXV Mistrzostwach DezetRedakcja · 4 min czytaniaMartin Wrigley i Bettine Harris z medalami mistrzostw świata klasy 470, Enoshima 2026Regaty18 sierpnia 202613:28Wrigley i Harris mistrzami świata klasy 470 w Enoshimie. Polska załoga bez serii medalowejRedakcja · 2 min czytaniaJacht Pace na mecie regatRegaty18 sierpnia 202613:101805 mil dookoła Wysp Brytyjskich. Pace pierwszy na mecie jubileuszowych regat RORCRedakcja · 2 min czytaniaJachty klasy Hansa 303 z rozstawionymi żaglami na Jeziorze DąbieRegaty18 sierpnia 202612:11RegatON wraca na Jezioro Dąbie. Żeglarze z niepełnosprawnościami rywalizują 22 i 23 sierpniaRedakcja · 1 min czytaniaSTS PogoriaRejsy17 sierpnia 202622:27Odświeżona Pogoria gotowa na kolejne mile. We wtorek żegna Gdynię i bierze kurs na Esbjerg.Oskar Wojciechowski · 3 min czytaniaAC75 zespołu Tudor Alinghi w trakcie przebudowy przed Pucharem Ameryki 2027, sierpień 2026"Sport i regaty17 sierpnia 202622:10Alinghi rozebrało AC75 do węglowej skorupy. Puchar Ameryki szykuje się na NeapolRedakcja · 2 min czytaniaNiski poziom WisłyRejsy17 sierpnia 202620:23Wisła znów rekordowo niska. Promy stoją, a rejsy skracają trasyRedakcja · 4 min czytaniaFoka na plaży w MielnieTurystyka17 sierpnia 202619:02Mała foka wskoczyła na deskę SUP przy plaży w Mielnie. Urocze nagranie jest też poważną lekcjąRedakcja · 4 min czytaniaPolska Liga ŻeglarskaSport i regaty17 sierpnia 202618:09Siostry z AWFiS bronią punktu przewagi. W Gdyni rusza trzecia runda Młodzieżowej Ligi ŻeglarskiejRedakcja · 3 min czytaniaŻagle 2026 podsumowanieRejsy16 sierpnia 202623:41Pożegnalna parada na Odrze zakończyła Żagle 2026. Trzy dni, 31 jednostek i setne urodziny Baltic BeautyRedakcja · 3 min czytaniaPLŻ - Trójmiejska Liga Żeglarska - finałSport i regaty16 sierpnia 202623:27Alpha nie oddała sezonu. Yacht Club Gdańsk mistrzem Trójmiejskiej Ligi Żeglarskiej, ósemka z awansem do SzczecinaOskar Wojciechowski · 4 min czytaniaDIXI 5 team Erika Stannow'a (DEN) celebrujący zwycięstwo w klasie AB- Klaipeda ORC European Championship 2026Sport i regaty16 sierpnia 202616:50DIXI 5 i Garmin Team Pro4u mistrzami Europy. Kłajpeda zamyka mistrzostwa Europy ORC 2026Oskar Wojciechowski · 2 min czytaniaSobota na ŻaglachRejsy16 sierpnia 202616:44Ponad 200 biegaczy, orkiestry dęte i sto lat Baltic Beauty. Tak wyglądała sobota na Żaglach 2026Oskar Wojciechowski · 3 min czytaniaNiedziela na ŻaglachRejsy16 sierpnia 202616:38Parada żaglowców o 17:00 i Żeglarski Finał na Scenie Głównej. Niedziela zamyka Żagle 2026Oskar Wojciechowski · 2 min czytaniaMorskie Żeglarskie  Mistrzostwa Polski ORC Załóg WieloosobowychSport i regaty15 sierpnia 202621:53Osiem zwycięstw w dziewięciu biegach. Konsal Team morskim mistrzem Polski ORC po finale w KołobrzeguOskar Wojciechowski · 3 min czytaniaMistrzostwa świata Formula Wing 2026Sport i regaty15 sierpnia 202620:31Manowiecki znów piąty na świecie. Mistrzostwa świata Formula Wing 2026 w Stambule rozstrzygnięteRedakcja · 4 min czytaniaCharlie DalinHistoria15 sierpnia 202614:10Charlie Dalin (1984-2026). Opłynął świat w 64 dni, ścigając się jednocześnie z chorobąOskar Wojciechowski · 3 min czytaniaGGR 2026Rejsy15 sierpnia 202614:09Sekstant zamiast GPS-u i osiem miesięcy samotności. Golden Globe Race 2026 startuje 6 wrześniaOskar Wojciechowski · 1 min czytaniaŻagle 2026 - dzień pierwszyRejsy15 sierpnia 202614:01Drony nad Wyspą Grodzką i komplet stref na obu brzegach. Tak wyglądał pierwszy dzień Żagli 2026Oskar Wojciechowski · 3 min czytaniaMistrzostwa Świata formuły WingSport i regaty15 sierpnia 202613:49Manowiecki wywalczył miejsce w serii medalowej. Dziś rozstrzygnięcie mistrzostw świata Formula WingOskar Wojciechowski · 2 min czytania