Nacra 17: Polska ekipa komentuje swój start w Aarhus
Jakub Surowiec i Katarzyna Goralska zajęli 43, a Tymoteusz Bendyk i Anna Świtajska 60 miejsce w klasie Nacra 17 podczas zakończonych niedawno mistrzostw świata klas olimpijskich w Aarhus. Wprawdzie Polacy nie jechali do Danii po medale, ale mieli plan minimum. Spytaliśmy, w jakim stopniu udało się go zrealizować.
Obie załogi reprezentują UKS Navigo Sopot. Trenerem teamu jest Filip Lipski, a historia ścigającej się na foilach polskiej reprezentacji w klasie Nacra 17 liczy zaledwie kilka miesięcy. Dwie nowe łodzie trafiły do Sopotu w kwietniu tego roku. Nasi żeglarze w tym czasie zdążyli wystartować dopiero w czterech większych imprezach – regatach w Medemblik, ME w Gdyni, Kieler Woche i mistrzostwach świata w Aarhus. Sukcesów medalowych oczywiście nikt się nie spodziewał, ale w Danii, gdzie najlepsi walczyli o kwalifikację olimpijską na rok 2020, Polacy chcieli zawalczyć o więcej niż lokaty w grupie srebrnej.
– Do Aarhus pojechaliśmy po naukę, nie mieliśmy żadnej presji wynikowej ze strony Polskiego Związku Żeglarskiego – mówi Filip Lipski, trener naszej ekipy. – Sami jednak mieliśmy swój plan, który zakładał, że zakwalifikujemy się do grupy złotej mistrzostw. Niestety nie udało się. Kuba Surowiec i Kasia Goralska byli blisko celu, zabrakło im dwóch miejsc. Niby niewiele, bo dwie lokaty to może być kwestia jednego błędu popełnionego w którymś z wyścigów, ale niedosyt pozostał.
Zdaniem trenera poniżej oczekiwań popłynęli Tymoteusz i Ania, jednak pozytywem jest to, że załoga nie zniechęciła się do ciężkiej pracy, już intensywnie trenuje i układa plan na przyszłość.
– Na te słabe wyniki miało wpływ także i to, że na własnych łódkach oba zespoły pływają dopiero od kwietnia – mówi Filip Lipski. – W tym czasie były tylko kilka okazji do startów na regatach. Przełożyło się to na brak opływania w dużej stawce, co ma decydujące znaczenie, jeśli chodzi o wyniki naszych załóg. Technika również ma znaczenie, ale da się ją udoskonalić ciężką pracą. Jeśli chodzi o ten aspekt rywalizacji, nie odstajemy znacząco od konkurentów. Natomiast dużo do zrobienia mamy w sferze taktyki. Chcemy nad tym pracować i walczyć o kwalifikację olimpijską, ale trzeba być realistą, wiele zależy od finansów. Wiadomo, że w zimie w Polsce nie potrenujemy. Najbliższe regaty, w których powinniśmy wziąć udział odbędą się w połowie grudnia w Hiszpanii. Warto żebyśmy tam byli, warto już wcześniej trenować na miejscu z innymi załogami ze światowej czołówki. Rozmawialiśmy już z trenerami innych ekip, uzgadniamy współpracę i niewykluczone, że jesienią wyjedziemy, żeby z nimi żeglować.
Podsumowując, trener wymienia trzy podstawowe elementy, które pozwolą myśleć o tym, żeby za rok nasi reprezentanci nie mieli problemów z awansem do złotej grupy w dużych regatach międzynarodowych, a w przyszłości mogli myśleć o sięgnięciu po kwalifikacje olimpijską. Tymi elementami są: praca nad techniką, maksymalnie duża liczba startów w przyszłym roku i treningi z załogami ze światowej czołówki.
W przyszłym roku Polacy powinni wystartować w marcu w Pucharze Księżniczki Zofii na Majorce. Później, niemal co miesiąc odbywać będzie się jakaś duża impreza żeglarska. Najważniejsze to regaty w Medemblik i Marsylii, Kieler Woche oraz impreza kwalifikacyjna do igrzysk w Tokio, czyli mistrzostwa świata w Nowej Zelandii.
Tymoteusz Bendyk przyznaje, że mimo odległych lokat, udało się z duńskich regat przywieść garść pozytywnych doświadczeń.
– To były nasze pierwsze regaty z tak dużą, topową stawką z całego świata – mówi żeglarz. – Wyjazd był dla nas dość ciężki, bo spędziliśmy w Aarhus trzy tygodnie, z czego przez dwa ostro trenowaliśmy do zawodów. Dzięki temu sporo się nauczyliśmy, bo mieliśmy okazje podpatrywać najlepsze załogi ze światowej czołówki. Naszym celem było też opływanie się w dużej flocie. To właściwie jest w tym momencie jedna z ważniejszych spraw – wypracowanie właściwego zachowania w licznej stawce i pozycjonowanie się na starcie i w trakcie regat. W mniejszych stawkach nie mamy z tym problemu. Tu jednak było inaczej, a my wciąż robimy błędy w tej kwestii. Może nie są one jakieś ogromne, ale przekładają się na ostateczny wynik. Trzeba je eliminować.
Oby ten plan się powiódł. Okazje do uzyskania paszportu na igrzyska w Japonii będą nasi reprezentanci w klasie Nacra 17 mieli jeszcze dwie. Poza mistrzostwami świata w Nowej Zelandii, trzecią i ostatnią możliwość będą mieli podczas kwalifikacji kontynentalnych już w roku olimpijskim.
Nacra 17 została zaprojektowana specjalnie na Igrzyska Olimpijskie 2016 w Rio de Janeiro, zgodnie z wymogami Międzynarodowej Federacji Żeglarskiej (ISAF). Łódka została wymyślona wspólnie przez firmy Morrelli & Melvin Design & Engineering i Nacra Sailing International. Wyprodukowała ją ta druga, skąd nazwa. 17 to przybliżona długość kadłuba podana w stopach (ft). Podczas Igrzysk Olimpijskiech w Tokio zawodnicy klasy Nacra 17 będą ścigać się na łódkach wyposażonych w foile.
Dane techniczne:
– długość kadłuba: 5,25 m
– długość belki łączącej kadłuby: 2,59 m
– minimalna waga z masztem aluminiowym: 143 kg, z masztem węglowym 139 kg
– powierzchnia żagli: fok – 4 m², grot – 14,25 m², genaker – 18,5 m²


