< Powrót
20
stycznia 2017
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann

Paweł Wilkowski: Ludzie chcą ścigać się na długich dystansach

Przed rokiem Paweł Wilkowski wymyślił, zorganizował i zrealizował najdłuższy w Polsce załogowy wyścig non stop. W tym sezonie odbędzie się druga edycja tych regat, ale żeglarze offshorowi będą mieli do wyboru nie jedną, a trzy imprezy.

– Jak oceniasz ubiegłoroczne regaty Gdynia Doublehanded Yachtrace?

– Niektórzy mówią, że regaty były dużym sukcesem, ale ja wolę skromniejsze określenia. Jestem zadowolony z frekwencji. Ścigało się szesnaście jednostek, osiem w kategorii ORC i osiem w Open. W organizowanych po raz pierwszy, trudnych, długich, nieznanych regatach zebrało się kilkanaście załóg. To dużo. W tym roku jest szansa, że liczba jachtów na starcie będzie większa, bo ludzie już wiedzą o co chodzi. Od większości startujących w ubiegłym roku miałem deklaracje, że wystartują w drugiej edycji Doublehandedi liczę, że tak się stanie. Mam też deklaracje jachtów, które przed rokiem nie startowały. To wskazuje, że impreza została dostrzeżona w środowisku żeglarskim i raczej dobrze przyjęta. Mam nadzieję, że uda się przekroczyć liczbę dwudziestu jachtów. Poza tym, w ubiegłym roku doszło do konfliktu terminów z inną żeglarską imprezą. W tym roku uda się tego konfliktu uniknąć i nikt nie będzie musiał wybierać.

doublehanded 2017.01.20 archiwum regat

– Dlaczego zdecydowałeś się na organizację regat dwuosobowych?

– Dlatego, że chcę rozwijać i promować formułę dwuosobowego ścigania się na morzu. Jest popularna za granicą, dlaczego nie miałaby i u nas? Mam zamiar zaprosić do udziału w tegorocznej edycji jachty klasy Mini 650, bo świetnie wpisują się w formułę imprezy. Ludzie chcą żeglować na długich dystansach, na morzu, chcą ścigać się na poważnie.

– W tym roku planujesz nie jedną, a trzy imprezy…

– Główna, Gdynia Doublehanded Yachtrace, rozpocznie się trzeciego czerwca. Wystartujemy w samo południe z Gdyni, a tuż przed startem wszystkie jednostki biorące udział w wyścigu zaprezentują się w basenie na zewnątrz mariny. Ta prezentacja na wodzie ma być znakiem rozpoznawczym regat, które organizuję. Poza tym szykuję niespodzianki dla obserwatorów, kibiców. Będzie się to wiązało z trackingiem i jestem przekonany, że będzie bardzo ciekawie. Chcę zachęcić ludzi do stałego kibicowania żeglarzom. Planuję też cykl spotkań z żeglarzami offshorowymi, którzy raz, dwa razy dziennie, będą opowiadać o tym, co dzieje się na trasie.

– Tegoroczna trasa będzie różnić się od tej z pierwszej edycji…

– Będzie inna, ale odległość pozostanie bez zmian – czterysta mil morskich. Ścigać będziemy się po niemal idealnym trójkącie równobocznym, z Gdyni do Liepai, potem kierujemy się do Ölands södra grund i wracamy do Gdyni.

– Dlaczego zdecydowałeś się zmienić „starą” trasę?

– Żeby było ciekawie i wszechstronnie. Rejs po trójkącie daje szanse na różnorodność kursową, a różnorodność w regatach offschorowych jest bezcenna. Ważne, żeby była jazda na wszystkich kursach względem wiatru. Jeśli ta trasa się sprawdzi, zostaniemy przy niej podczas kolejnych edycji regat czterystumilowych.

– Opowiedz teraz o nowych regatach.

– Trzynastego i czternastego maja chcemy rozegrać WarmUp Doublehanded Challenge. Będą to regaty na dystansie od sześćdziesięciu do stu mil. Wystartujemy z Gdyni w kierunku Władysławowa. Chcę uzgodnić z Petrobaltikiem, żeby ustawili boję na wysokości platformy. Jeśli to się uda, regaty będą miały dystans stu mil. To będą wyścigi weekendowe, dzięki czemu będzie w nich mogła wystartować większa liczba żeglarzy. WarmUp ma być okazją do dotrymowania jachtu i zgrania się z co-skipperem przed główną imprezą – GDY. A kolejne nowe wydarzenie, pod nazwą CoolDown Doublehanded Challenge, odbędzie się na przełomie września i października. Będą to regaty bliźniacze z tymi majowymi. Pod koniec sezonu ludzie odczuwają niedosyt, chcą się jeszcze ścigać, a już nie mają okazji. I to będzie ten ostatni moment. Na razie te regaty budzą duże zainteresowanie.

– Myślisz, że znajdziesz chętnych na trzy imprezy w sezonie?

– Jeśli w nowych regatach weźmie udział po piętnaście łódek, będę bardzo zadowolony. Trzeba pamiętać, że w Polsce nie mamy tysięcy, tylko kilkaset jachtów morskich. A z tych, które tu są, nie wszystkie cumują w Gdyni i nie wszystkie się ścigają. Nie wydaje mi się, żeby regaty z cyklu Doublehanded stały się w najbliższych latach imprezą masową. Nie osiągniemy takiego poziomu jak Puchar Trójmiasta, czy Błękitna Wstęga Zatoki Gdańskiej. To imprezy zatokowe. Ta ostatnia trwa ledwie kilka godzin, a mój cykl regat jest znacznie bardziej wymagający. Zatem, gdyby okazało się, że w głównych regatach Doublehanded pływa po trzydzieści łódek, uznałbym to za sukces.

– Do kogo kierujesz ofertę regatową? Liczysz na doświadczonych żeglarzy morskich, czy dasz szansę żeglarzom, którzy nie ścigają się zbyt często w regatach offshorowych?

– Każdy, kto startuje w regatach morskich, kiedyś zrobił to po raz pierwszy. Dlaczego nie miałaby to być któraś z tych trzech imprez? Trasa sześćdziesięcio-, stumilowa też nie jest barierą nie do pokonania dla ludzi z mniejszym doświadczeniem. Każdy płynie na własną odpowiedzialność, ja nie sprawdzam patentów i umiejętności. Za to będę kładł nacisk na bezpieczeństwo. Ze swojej strony zadbam o bezpieczną trasę, jeśli będą niekorzystne prognozy, to wyścig skrócę, przełożę na inny termin albo odwołam. Tak się przecież robi, bo na siłę wyższą, jaką jest pogoda, nie mamy wpływu.

– Każdy płynie na swoją odpowiedzialność, ale w kwestii bezpieczeństwa masz swoje wymagania.

– Oczywiście. W tym roku stawiamy bardzo mocno na bezpieczeństwo. Uczestnicy mogą spodziewać się przed regatami szczegółowych inspekcji. Szczególnie sprawdzane będzie wyposażenie w środki bezpieczeństwa. Planuję też przeprowadzenie, w tygodniu poprzedzającym wyścig, szkoleń z zakresu meteorologii, ratownictwa i pierwszej pomocy.

– Czy po ubiegłorocznych doświadczeniach związanych z organizacja jednego wyścigu nie obawiasz się wyzwania, jakie sobie postawiłeś? Trzy imprezy to jednak spore obciążenie dla organizatora…

– Organizacja trzech regat wbrew pozorom nie obciąża trzy razy bardziej. Owszem, jest więcej pracy, ale nie na tyle, by nie można było sobie z tym poradzić. Nauczony doświadczeniem z ubiegłego roku, stworzę zespół brzegowy, który będzie zajmował się obsługą imprezy z lądu. Ja w tym czasie będę uczestniczył w regatach. Muszę więcej uwagi poświęcić mediom, bo wiem, że w tej kwestii popełniłem poprzednio sporo błędów. Dopóki jednak mam z tego frajdę i widzę sens tego przedsięwzięcia, uznaję, że z tym zespołem ludzi podołam zadaniu. Jeśli cykl imprez chwyci, będziemy regaty rozwijać. W tym roku, poza wspomnianymi szkoleniami chcę zorganizować wykład, a może warsztaty, w zakresie routingu. To dość ważna sprawa podczas dłuższych regat. Niektórzy z nas, którzy bawili się w obserwację Vendée Globe dzień po dniu i ci, którzy płynęli wirtualnie z uczestnikami na ekranie komputera, doskonale wiedzą o czym mówię. A jeśli nie, to doświadczeni żeglarze offshorowi opowiedzą im podczas warsztatów, jak się to robi i w czym może to być pomocne. Chciałbym też podczas głównych regat zorganizować wioskę żeglarską, w której oprócz omawiania bieżącej sytuacji na trasie, znani żeglarze będą spotykać się z kibicami żeglarstwa i z tymi, którzy o żeglarstwie wiedzą niewiele. Będzie okazja do tego, żeby ich posłuchać, porozmawiać z nimi.

– Poza liczbą regat planujesz jeszcze jakieś niespodzianki w tym roku?

– Warto zaznaczyć, że nastąpi drobna modyfikacja zasad – w tym roku najniższą dopuszczalną długością łódek będzie sześć i pół metra. To ukłon w stronę klasy Mini 650, o której wcześniej wspominałem. Na koniec powiem pewną ciekawostkę. Otóż specjalnie na tegoroczną edycję Gdynia Doublehanded Yachtrace, w Ustce budowany jest jacht Caravele 950, który zadebiutuje właśnie na naszej imprezie. W przyszłości mam zamiar zapraszać do udziału w regatach producentów jachtów, którzy wypuszczają w danym sezonie debiutujące modele. Byłaby to okazja do sprawdzenia, co taka jednostka potrafi, jak radzi sobie w warunkach regatowych na morzu. Tegoroczną niespodzianką może być fakt, że na nasze regaty przypłynie jacht z Isle of Man na Morzu Irlandzkim. To spory kawałek drogi do pokonania. Wiemy też już o zainteresowaniu jachtów z innych krajów, lecz jeszcze za wcześnie mówić o konkretach. Chciałbym, by Gdynia Doublehanded Yachtrace była imprezą międzynarodową.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ