< Powrót
8
listopada 2018
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
regat morskich

Paweł Wilkowski: Ta decyzja spowoduje rozwój regat morskich

Decyzja World Sailing o zastąpieniu rywalizacji klasy Finn przez offshorowe wyścigi załóg dwuosobowych w formule mix, wzbudziła wiele kontrowersji. Zwolennicy Finna na całym świecie protestują. Czy te protesty przyniosą oczekiwany skutek – nie wiadomo. Pewne jest jednak, że podczas igrzysk we Francji będziemy kibicować żeglarzom morskim.

Z Pawłem Wilkowskim, organizatorem Offshore Shorthanded Racing, jedynego na Bałtyku cyklu morskich regat złóg dwuosobowych rozmawiamy między innymi o tym, jak decyzja federacji wpłynie na rozwój tej dyscypliny w Polsce.

– Ucieszyła cię decyzja World Sailing?

– Zacznijmy od tego, że szkoda Finna. To jest jedyna klasa olimpijska, w której mogą ścigać się żeglarze o trochę większych gabarytach i masie. Niestety ta klasa ma słabe lobby. Na rynku jest zbyt wielu producentów. Są rozproszeni, każdy ciągnie w swoją stronę i nie potrafią wywrzeć skutecznego nacisku na World Sailing. Pozostałe klasy są pod tym względem w lepszej sytuacji.

– No dobrze, ale to kłopot Finnistów, ty chyba powodów do zmartwień nie masz.

– Oczywiście cieszę się z tej decyzji. Moje kilkuletnie przemyślenia i analizy się potwierdziły. Świat idzie w kierunku regat morskich dla mniejszych załóg. Nie chodzi jedynie o igrzyska, ale także o wcześniejszą decyzje World Sailing dotycząca organizacji morskich mistrzostw świata załóg dwuosobowych. To jest formuła zbliżona do tej, którą ja od trzech sezonów realizuję podczas swojej cyklicznej imprezy.

– Czyli wszystko idzie w dobrym kierunku…

– Sytuacja nie jest z automatu idealna, bo wszystko rozbija się o pieniądze. Koszty pozyskania jachtów uprawnionych do startów będą wysokie, ale z tego co wiem, ma zostać wyłoniony jeden dostawca sprzętu. Będzie jeździł po różnych wybranych imprezach na całym świecie i udostępniał załogom konkretny, dedykowany do tych regat sprzęt. Najprawdopodobniej, zarówno podczas mistrzostw świata, jak i igrzysk, zawodnicy będą ścigać się na takiej samej klasie jachtu. Oznacza to, że w Polsce możemy – nie mając dokładnie takich samych jednostek – wykreować jakąś klasę zbliżoną parametrami do tej oficjalnie obowiązującej i trenować na niej.

– Jak pojawienie się offshoru na igrzyskach wpłynie na regaty morskie, także te w formule dwuosobowej?

– Ta decyzja spowoduje rozwój regat morskich. On już powoli kiełkuje, bo od kilku lat na świecie organizowane są imprezy offshorowe jedno- i dwuosobowe. Teraz zapotrzebowanie na takie zawody i zainteresowanie nimi znacznie wzrośnie.

– Kto, twoim zdaniem, mógłby znaleźć się w polskiej kadrze na igrzyska w Paryżu?

– W Polsce mamy świetnych żeglarzy z dyscyplin olimpijskich, jednak nie sądzę, żeby mogli sprawdzić się w tego typu regatach, obsadzając oba miejsca w załodze. Przynajmniej nie od razu. Oni są świetni technicznie, ale wyszkoleni i przyzwyczajeni do zupełnie innego sposobu pływania. Na pełnym morzu, w wyścigach kilkudniowych, na długich dystansach, w nocy, przy konieczności nawigacji morskiej, po prostu by sobie nie poradzili. Każdy, czy też każda z takich, nawet najlepszych dotychczasowych olimpijczyków, będzie potrzebować wsparcia doświadczonego żeglarza morskiego. Osoby, która po prostu zna się na morskiej robocie.

– A gdybyś miał wymienić jakieś nazwiska?

– Nie znam dobrze środowiska żeglarzy klas olimpijskich, ale jeśli chodzi o żeglarzy morskich, to mógłbym wymienić wiele nazwisk. Pomijam ostateczną kwestię wyboru, kto miałby wejść w skład kadry narodowej, jednak potencjał jest. Nie chcę nikogo pominąć, bo naprawdę mamy wśród kogo wybierać. Wymienię tylko kilku, choćby Jarek Kaczorowski, Patryk Zbroja, bracia Tarnaccy, Łukasz Wosiński, Andrzej Glebow, Robert Sawicki, Paweł Górki, Robert Janecki, Grzegorz Baranowski czy Jacek Wysocki. Nie wiem, czy oni w ogóle myślą o starcie w dwuosobowej imprezie offshorowej rangi mistrzowskiej czy olimpijskiej, ale jeśli pytasz o nazwiska to wybór jest. Większy problem miałbym z wymienieniem żeglarek, ponieważ panie zajmujące się tego typu ściganiem są mniej znane, ale na pewno także znalazłoby się co najmniej kilka wartościowych zawodniczek.

– Jak Polska odnajdzie się w nowej sytuacji i w nowych realiach dotyczących podziału środków na dyscypliny olimpijskie?

– Na razie Polska się nie odnajdzie, bo nie spodziewam się, że na żeglarstwo morskie spadnie nagle deszcz pieniędzy tylko dlatego, że mamy nową dyscyplinę olimpijską.

– Ale na igrzyska do Francji za sześć lat nasi żeglarze morscy pojadą?

– Cóż, jestem ostrożnym optymistą. Wierzę, że wystawimy swoją załogę. Różne scenariusze są oczywiście możliwe, który się spełni, przekonamy się z czasem. Chciałbym, żeby Polacy znaleźli się na starcie olimpijskich regat za sześć lat. Może nie powalczą jeszcze o medale, bo brak nam doświadczenia, opływania na dużych międzynarodowych regatach, nie znamy olimpijskiego jachtu, jednak może uda się nie zająć miejsca w ogonie stawki. Zobaczymy.

– Polscy kibice zauważą tę nową konkurencję olimpijską?

– Decyzja World Sailing na pewno przyciągnie nowych kibiców. To, że duety będą ścigać się w olimpijskich regatach offshorowych, z pewnością nobilituje tę dyscyplinę i mam nadzieję, że zostanie ona dostrzeżona przez media. A jeśli wystawimy we Francji swoją załogę, to na pewno Polacy będą jej kibicować.

– Za rok będziesz organizatorem morskich żeglarskich mistrzostw Polski załóg dwuosobowych. To co się stało w ostatnich dniach, to szansa na rozwój całego cyklu regat organizowanych przez ciebie?

– Oczywiście! Liczę na to, że zainteresowanie organizowanymi przeze mnie regatami i liczba startujących w nich załóg także wzrośnie. To jedyny cykl regat offshorowych na Bałtyku. O ile wiem, na świecie regaty załóg dwuosobowych to pojedyncze imprezy, a tutaj mamy regaty zaplanowane na cały sezon. Chciałbym, żeby Offshore Shorthanded Racing stał się stałym punktem w kalendarzu treningowym morskich załóg z Polski i innych krajów Europy. Z czasem pewnie zacznie przybywać załóg mieszanych męsko-damskich. Zresztą już teraz mamy kilka takich miksów, przymierzających się do poważnego, stałego ścigania w tej formule. Jeśli będzie ich więcej, nie wykluczam utworzenia dla nich odrębnej klasyfikacji. Kto wie, może nasze regaty z czasem uzyskają rangę kwalifikacji do mistrzostw świata czy igrzysk?

– Jakie są najważniejsze czynniki, które w przyszłości będą decydować o olimpijskich szansach Polaków w regatach offshorowych?

– Dwie najistotniejsze kwestie to po pierwsze przygotowanie dobrego, skutecznego programu dla ekipy, która będzie stanowić w przyszłości kadrę Polski w tej dyscyplinie. Po drugie zapewnienie żeglarzom dobrego sprzętu, na którym będą mogli trenować i doskonalić swoje umiejętności. Bez tego ani rusz.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ